Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'zakupy'.
Wyświetlam 1 - 10 z 12 notek

Świąteczny czas!

  • Napisane 22 grudnia 2016 o 14:37

Jeszcze uda mi się coś naskrobać w tym starym roku. Długo się nie odzywałam, bo miałam ciężki okres. Coś ostatnio u mnie bywa za często. Jest ok, a zaraz na drugi dzień potrafi znów tak zbałamucić mój nastrój, że jestem okropna dla większości. Co to jest? Sama bym chciała wiedzieć i się tego pozbyć… Wszystko wkurza mnie na około. Nie wiem, czy to brak słońca. Czy może tego, że czasem czuję się jak uwięziona w jakieś wieży, ale z dwójką dzieci. Niby wychodzimy wszyscy razem – tu coś zjeść, tu na zakupy, tu do znajomych – ale nadal to dziwne…

Poniedziałkowy dzień

  • Napisane 28 grudnia 2015 o 18:05

Nie wyrabiam już z tym kaszlem. Postanowiłam wziąć jakikolwiek syrop, bo się wykończę. Rano wzięłam łyżkę syropu, który podaję dla A. gdy jest chora. Jest lepiej, bo kaszel zmniejszył się na tyle, że nie mam uczucia, że zaraz zwymiotuję. Jutro powinno być jeszcze lepiej.

A. ma wolne cały tydzień od przedszkola. Więc siedzimy w domu. Byliśmy dziś oglądać z S. stoły do jadalni do naszego nowego mieszkania. Są zarąbiste, ale sam stół kosztuje 200€ plus do tego każde krzesło trzeba kupić oddzielnie. S. wypatrzył sobie krzesło za 50€, czyli razem daje nam 6 x 50€ + 200€= 500€. Niezła sumka, może w nowym roku będą jakieś przeceny. No i musimy koniecznie zajrzeć do innych sklepów, bo dziś byliśmy tylko w jednym.

Wróciliśmy do domu i S. przygotował pyszny obiad. Fasolę, ryż z prażonymi migdałami i rodzynkami, kurczaka w marynacie. Ryż przywiózł z Iraku, był bardzo smaczny. Cały obiad był na tyle smaczny, że nie odezwałam się dopóki mój talerz nie był pusty. Pycha!

Za 3 dni nowy rok. Grubooo… Kolejny rok gdzieś uciekł…

 

Inness

Zabiegana. Ciężko w tym stanie

  • Napisane 18 grudnia 2015 o 11:14

Gdzież ja to byłam tak długi czas?

Szkoła, zakupy, latanina za prezentami, wizyta u lekarza, ustalanie kolacji wigilijnej, rozmowy z S. przez Viber.

W poniedziałek i wtorek po lekcjach szybki obchód na miasto, wymyślanie prezentów. Plus robię w tym roku Wigilię z Kami. Trzeba było ustalić to i to.

W środę byłam na mieście, po zakup prezentów. Byłam 3 godziny i myślałam, że już nie dojdę do autobusa, by dojechać do domu. Nogi całe spuchnięte. Miałam ubrane kozaki bez obcasu, ale czułam jakbym chodziła na szpilkach. Do tego uczucie płonących stóp i tysiące igieł wbijających się w pięty. Coś potwornego. Ale jakoś dałam radę dojechać, potem 3 piętro. Zejście na dół i dojście do przedszkola, by odebrać A. Tego dnia to było coś okropnego. Dopiero po kąpieli zrobiło się lżej.

W czwartek znów szkoła i po szkole ginekolog. Zrobiła mi USG i wyszło jednak, że będzie dziewczynka. S. nie chciał mi uwierzyć, bo myślał, że go kłamię. Ja natomiast przy badaniu pomyślałam – znów dziewczynka, a jednak. Trzymaliśmy się oboje mocniej myśli, że będzie chłopak. Ale jednak nie. Jedno wiem na pewno – więcej wiem o dziewczynkach, ekonomicznie tez będzie lepiej, bo wiele będzie rzeczy po A. No i ładniejsze imiona i łatwiej jest znaleźć dla dziewczynki. S. natomiast jest rozczarowany lekarzem, ponieważ mówiła, że na 90% będzie chłopak, on się nastawił i nici z tego. Prześpi się z tą myślą i przywykniemy do nowej wiadomości.

Co do S. – otrzymał już dokumenty we wtorek, ale najbliższy wylot jest w poniedziałek. Być może w poniedziałek wieczorem będzie. W poniedziałek również Kami ma urodziny. Rozmawiamy codziennie, ale telefon to nie to samo. Ja też nie przepadam za rozmowami telefonicznymi, wolę spotkać się i porozmawiać. Jakoś muszę wytrzymać do poniedziałku.

Prezenty popakowane, mam spokój. Święta za 6 dni.

A. ucieszyła się, że jednak będzie mieć siostrę.

Zwolnienie mam do 07.01.2016. Więc trochę odpocznę.

 

Inness

Frustracja w przymierzalni

  • Napisane 6 listopada 2015 o 17:33

Zabiegany dzień. Pojechałam rano kupić bilet miesięczny, ale pani przy kasie poinformowała mnie, że można zakupić tylko do 5 dnia każdego miesiąca. Zdenerwowałam się. Okazało się, że pani również była polką to poszła mi na rękę i sprzedała. Uff… Poszłam na miasto z myślą, by kupić coś dla siebie na niedzielę. Nie lubię chodzić w tym samym, a teraz z powodu ciąży, bardzo dużo rzeczy z mojej szafy mi nie pasuje. Dresy i dresy. Czasem legginsy. Masakra. Stwierdziłam, że choć w urodziny założę coś nowego na siebie, pomimo wystającego brzucha. Problem jednak polega na tym, że nie ma żadnych promocji…

Jestem zakupoholiczką

  • Napisane 18 czerwca 2015 o 13:38

No i się zaczął… Ramadan, miesiąc najważniejszy w życiu każdego Muzułmanina. Rano budzę się, a S. odprawia swoją modlitwę. Przyjrzałam się, bo rok tego nie widziałam, po czym obróciłam się w drugą stronę i poszłam dalej spać. Potem zaprowadziłam A. do przedszkola.

Wolne mam dziś, więc troszkę ogarnęłam swoją szafę. Boże, ja muszę przestać kupować ciuchy!  W październiku lub listopadzie wybieram się znów do Polski na chrzciny, więc już nazbierałam jedną dużą reklamówkę ciuchów, w których nie chodzę. Doszłam do wniosku, że i tak je wrzucę do tych koszów, takie jak stoją w Polsce ‚Polski czerwony krzyż’ więc wolę oddać je mojej siostrzenicy i siostrze. One równie się z tego ucieszą. W maju też robiłam porządki po przyjeździe z Polski, też wrzuciłam dwie reklamówki do takiego ‚kosza’ – jedną z ciuchami, druga z zabawkami od A. Jak wybierałam się na urlop do polski na końcu kwietnia, to też jedną średnią walizkę napakowałam moimi ‚starymi’ ubraniami. Oddałam wszystko, myślę sobie: „Mam dużą i średnią walizkę, jeśli rozpakuję z średniej ubrania, to będę mieć dodatkową walizkę na powrót, gdzie zawsze się obkupię.” A i tak musiałam jedną wielką dokupić, więc wracałam z 2 wielkimi i jedną średnia, plus musiałam zapłacić za nadbagaż.

Reasumując:

Przed wyjazdem do Polski oddałam całą wypełnioną walizkę z ubraniami.

Po powrocie wrzuciłam do ‚kosza’ jedną torbę z ubraniami.

Teraz mam już jedną wielką torbę do oddania z ubraniami, a jeszcze do października daleko.

Muszę przestać kupować! Do tego połowa szafy tonie w moich ubraniach i mam wielkie łóżko, które jest otwierane i tam połowa jest zapełniona…

Chyba podpadam pod grupę : Zakupoholiczek.

Najśmieszniejsze jest to, że jak układałam dziś w szafie ubrania, pomyślałam: Co może być teraz fajnego na przecenie w C&A?

Przerażające.

Dodatkowo przerażające jest też to, że jutro wybieram się na miasto, bo chcę wydrukować zdjęcie dla Ape – nasze wspólne na pamiątkę.

Obym nie wchodziła do innych sklepów..

……..

Co graniczy z cudem!

 

Inness

Co to będzie dalej…

  • Napisane 2 kwietnia 2015 o 22:05

Niby wszystko jest w porządku, a tak naprawdę nie do końca.

To Twoja zasługa – pluję sobie w twarz.

Święta już tuż, tuż. Zakupy prawie zrobione. W przerwie tej bieganiny, byliśmy zjeść obiad w restauracji. Grzebiąc widelcem w zapiekance z pieczarkami, papryką, kurczakiem i serem rozmyślam, czy nie zamówić jakiegoś drinka, obserwując tą atmosferę. Jednak zdecydowałam się na deser i herbatę. Wracam do domu z ponurym nastrojem.

Nawet nie pomagają tulipany, które kupiłam w dwóch kolorach (żółty, fiolet) i drugie coś, które wybierał S. Rozpakowałam zakupy, kwiatki wstawiłam do wody i znów to uczucie, które towarzyszy mi od paru dni. Nie mam pojęcia, jak się go pozbyć. Ohhh, żeby to wszystko było takie łatwe…

Inness

  • Napisane w kategorii:

Hannover

  • Napisane 7 marca 2015 o 19:44

Wczoraj byłam w Hannoverze. Jednak pojechaliśmy. Wyruszyliśmy koło 13.00 dopiero. Tak późno, bo u lekarza spędziłam 2 godziny, katastrofa. Ale w końcu pojechaliśmy. Na miejscu byliśmy po 14.00. Poszliśmy do arabskiej restauracji coś zjeść. Zamówiliśmy zupę Etpaça z chlebkiem – czyli zupa z jogurtem i mięsem z baraniny. Ja zamówiłam coś w stylu kebaba z grilla – czyli mięso mielone z grilla w sosie pomidorowym z masłem i czosnkiem plus surówka i jogurt.   S. Dönner Teller, czyli mięso z kurczaka z mielonym, bulgur i surówki. Na deser Künafa – mozarella w makaronie z syropem i pistacjami na ciepło i arabska…

#WomenDay #Shopping

  • Napisane 18 lutego 2015 o 20:35

Ależ był dziś przyjemny dzionek! Na zajęciach wesoło co niemiara. Połowy nie było, ale to nic, bo im mniej tym lepiej. Ja tak to odczuwam. Po szkole poszłam szybko na miasto, nie wiem sama po co – rozejrzeć się, bo miałam trochę czasu. Znalazłam śliczną sukienkę dla A. Pomyślałam, że kupię ją to będzie na niedzielne party urodzinowe plus na nadchodzący maj – wyjazd do Polski. Kupiłam jeszcze koszulę dla S. Pojechałam odebrać A. z przedszkola – jak zwykle rozczochrana w niebiosa. Dlaczego inne dziewczynki mają w nawet niezłym ładzie swoje włosy pod koniec pobytu w przedszkolu, a tylko mój…

Przebranie na karnawał: Gorączka sobotniej nocy!

  • Napisane 13 lutego 2015 o 17:18

W końcu byłam dziś na mieście. Piękna pogoda była! Słonecznie, trochę zimno, ale tak przyjemnie w tym słoneczku! Oczywiście słuchawki w uszy i dzień nabiera barw. Kupiłam prezent dla S. Po dłuższych namysłach powiedział, że potrzebuje nowy portfel. Kupiłam z ładnej skóry. Mam nadzieję, że nie rozwali go szybko. Dla A. i H. kupiłam po lizaku z czekolady w kształcie serca plus dla S. misia z czekolady. Znalazłam różdżkę dla A. do stroju czarownicy. Byłam w tym sklepie, gdzie masa jest stroi na karnawał. Boże jakie mieli piękne peruki, ale były drogie. Nie miałam już tyle pieniędzy, by kupić. Ale…

Poprawa! Lepiej niż wczoraj!

  • Napisane 30 stycznia 2015 o 22:57

To był całkiem miły dzień. Nie spodziewałam się. Nie chcę zapeszać na jutro. Jutro czeka mnie cały dzień wyzwań.

Ale szczerze, to dzisiejszym dniem jestem zaskoczona w pełni. Pytanie na jak długo potrafię się opanować?

 

Byłam dziś u lekarza. Na prawym migdałku pojawił się coś, co nazwał, jakby to przetłumaczyć na polski: PRYSZCZ  8-O i to do tego ten wiesz, z białą, jakby to napisać GŁÓWKĄ??? Szok, jakich na to słów użył, ale w każdym bądź razie skumałam o co mu chodziło. Dlatego przy przełykaniu boli jak cholera. Powiedział też, że to co posiadam w jamie ustnej trwa 10 dni. U mnie dopiero 3 dzień, więc jeszcze trochę poboli. Jakbym dostała w twarz! Ja już nie wyrabiam z tym bólem! Kolejne tabletki i inne do ssania.

Stwierdziłam, że muszę się jakoś odstresować. Byłam już na tym okropnym, zimnym dworzu więc postanowiłam się wybrać na miasto. W sumie potrzebowałam kupić bilet miesięczny na luty, więc to mnie jeszcze bardziej zmotywowało.

Pojechałam i przeszłam się po sklepach.Było parę promocji. Wyhaczyłam ciekawe sweterki i bluzki. Od razu zrobiło mi się lepiej na duchu. Nawet nie przeszkadzał mi lecący prosto w oczy śnieg. Później skoczyłam coś przegryźć. Zajęło mi to bardzo długi okres czasu, ale zjadłam co sobie zamówiłam.

Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać farsz do pierogów ruskich. Później z pracy wrócił S. i robiliśmy pierożki razem. Wyszły pyszne. Nawet S. stwierdził, że za każdym razem wychodzą lepsze. Zjadł 15 sztuk, a były dość ogromne. Razem zrobiliśmy 66 sztuk.

Wzięłam dziś 3 razy tabletki, które przepisał mi lekarz i jest znaczna poprawa. Mogę ślinę przełykać bez trudu, jedzenie jeśli dobrze pogryzę to też przechodzi lepiej przez gardło. Troszkę gorzej jest, jeśli w ustach zrobi mi się sucho. Ale i tak jest lepiej niż wczoraj! Jak mnie to cieszy!

 

Jutro będzie jeszcze lepiej!!!

Inness