Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'USG'.
Wyświetlam 1 - 3 z 3 notek

Stare i nowe mieszkanie, USG i urodziny

  • Napisane 19 lutego 2016 o 12:52

Wczoraj znów kolejna kontrola u ginekologa. Robiła USG, bo wcześniej mówiła coś o jednej większej nerce u dziecka i chciała się upewnić czy wszystko w porządku. Z A. nie miałam w 9 miesiącu USG, więc moje zdziwienie gdy zobaczyłam piękną mała buźkę z policzkami i nosek osiągnęło zenitu. S. też się zdziwił i patrzał z niedowierzaniem. Dokładnie 2 tygodnie zostały do terminu. Ja wyglądam na zmęczoną tą ciążą, bo sama doktorka stwierdziła, że chyba mam już dość. Do tego przeprowadzka i zmęczenie widać na mojej twarzy coraz bardziej.

Wczoraj tylko zjedliśmy na szybko śniadanie i poszliśmy spakować rzeczy u S. w mieszkaniu. Ja zajęłam się balkonem i pokojem, a on całą kuchnią i przedpokojem. Jakoś się uwinęliśmy, ale już przy końcu rozbolała mnie głowa przez ciągłe schylanie się no i te plecy… Została piwnica, ale dziś S. już to sam zrobi. Ja mam dość. Zostało tylko moje mieszkanie. S. dzwonił również do firmy z mieszkania jak daleko stoi remont i kiedy możemy spodziewać się kluczy. Facet odpowiedział, że w tym tygodniu powinno być mieszkanie gotowe, więc w przyszłym tygodniu mamy dostać klucze. Tylko nie wiadomo kiedy, bo dozorca się rozchorował, a to on musi przekazać klucze. Więc nie wiemy czego się spodziewać. Byliśmy tam wczoraj, bo myśleliśmy, że robotnicy kończą prace i wpuszczą nas. Będziemy mogli zobaczyć jak to wygląda po remoncie no i zmierzyć pokoje, by wiedzieć ile kupić farb i tapet, ale okazało się że nikogo tam nie było. Więc doszliśmy do wniosku, że mieszkanie już musi być skończone, tylko nie ma kto nam dostarczyć tych kluczy. I nie potrzebnie musimy czekać na przyszły tydzień, bo inaczej moglibyśmy już w weekend coś próbować robić. Chcemy jak najszybciej te klucze, ale nie idzie to tak jak byśmy chcieli.

Za 4 dni A. ma urodziny, dziś zapakowałam jeden prezent który dostanie we wtorek, czyli to lustereczko. Impreza urodzinowa miała się odbyć we wtorek, ale S. zostały teraz tylko 2 dni pracy i wypada to na poniedziałki i wtorki, więc gdy goście przyjdą on byłby tylko przez godzinę. Więc przesunęłam urodziny na środę.

Najważniejsze, by dostać w końcu te klucze… A za tydzień rozprawa w sądzie. Ex pewnie siedzi jak na szpilkach i liczy na wszystko, o co wnioskował w swoim piśmie. Za mnie pójdzie prawnik, któremu udzieliłam pełnomocnictwo i zobaczymy jak to się potoczy. Oby całą sprawę odrzucono. Tego ja oczekuję od sądu.

 

Inness

Zabiegana. Ciężko w tym stanie

  • Napisane 18 grudnia 2015 o 11:14

Gdzież ja to byłam tak długi czas?

Szkoła, zakupy, latanina za prezentami, wizyta u lekarza, ustalanie kolacji wigilijnej, rozmowy z S. przez Viber.

W poniedziałek i wtorek po lekcjach szybki obchód na miasto, wymyślanie prezentów. Plus robię w tym roku Wigilię z Kami. Trzeba było ustalić to i to.

W środę byłam na mieście, po zakup prezentów. Byłam 3 godziny i myślałam, że już nie dojdę do autobusa, by dojechać do domu. Nogi całe spuchnięte. Miałam ubrane kozaki bez obcasu, ale czułam jakbym chodziła na szpilkach. Do tego uczucie płonących stóp i tysiące igieł wbijających się w pięty. Coś potwornego. Ale jakoś dałam radę dojechać, potem 3 piętro. Zejście na dół i dojście do przedszkola, by odebrać A. Tego dnia to było coś okropnego. Dopiero po kąpieli zrobiło się lżej.

W czwartek znów szkoła i po szkole ginekolog. Zrobiła mi USG i wyszło jednak, że będzie dziewczynka. S. nie chciał mi uwierzyć, bo myślał, że go kłamię. Ja natomiast przy badaniu pomyślałam – znów dziewczynka, a jednak. Trzymaliśmy się oboje mocniej myśli, że będzie chłopak. Ale jednak nie. Jedno wiem na pewno – więcej wiem o dziewczynkach, ekonomicznie tez będzie lepiej, bo wiele będzie rzeczy po A. No i ładniejsze imiona i łatwiej jest znaleźć dla dziewczynki. S. natomiast jest rozczarowany lekarzem, ponieważ mówiła, że na 90% będzie chłopak, on się nastawił i nici z tego. Prześpi się z tą myślą i przywykniemy do nowej wiadomości.

Co do S. – otrzymał już dokumenty we wtorek, ale najbliższy wylot jest w poniedziałek. Być może w poniedziałek wieczorem będzie. W poniedziałek również Kami ma urodziny. Rozmawiamy codziennie, ale telefon to nie to samo. Ja też nie przepadam za rozmowami telefonicznymi, wolę spotkać się i porozmawiać. Jakoś muszę wytrzymać do poniedziałku.

Prezenty popakowane, mam spokój. Święta za 6 dni.

A. ucieszyła się, że jednak będzie mieć siostrę.

Zwolnienie mam do 07.01.2016. Więc trochę odpocznę.

 

Inness

Rewolucja brzuchowa part. II

  • Napisane 13 lipca 2015 o 22:49

Przez parę ostatnich dni, zastanawiałam się – jak tu wejdę – czy zmienić nazwę bloga… Przez nadchodzące zmiany. Ale postanowiłam, że na razie jest dobrze jak jest.

Zmiany…

Są i to wielkie. A raczej nastąpią.

03.07.2015 to była przełomowa – następna – data w moim życiu. Chodziłam już nerwowa od paru dni i wiedziałam co się może święcić, ale nie wierzyłam w to, bo czekałam na to dość długo i nie brałam tego na poważnie, że jednak mogło się udać. Od dwóch dni szukałam owego „przyrządu”, bo wiedziałam, że gdzieś miałam schowany. W końcu trzeciego lipca, w piątek znalazłam. Użyłam „przyrządu” no i kiedy pokazały się dwie kreski, burknęłam do siebie tylko: „No oczywiste to jak słońce”.

Jestem w ciąży.

Najpierw się rozpłakałam. Sama nie wiem czemu. Kiedy po 15 minutach się lekko uspokoiłam, zadzwoniłam do S. czy może wcześniej urwać się z pracy, ale on jak to on zaczął wypytywać przez telefon, dlaczego. Nie chciałam go w ten sposób informować, więc odpuściłam i powiedziałam, że może wrócić normalnie z pracy – jak zwykle. Po 10 minutach oddzwania i pyta, czy jestem w domu, bo zaraz przyjedzie. Zaczęłam się denerwować… Wyciągnęłam z szafy, wcześniej – prawie rok temu – zakupione małe skarpeteczki i schowałam pod poduszkę.

Przyszedł…

- O co chodzi?

- Kochasz mnie?

- Co za durne pytanie, no jasne, że tak…

Zaczęłam się jąkać i trząść…

- Muszę Ci coś powiedzieć…

I odwracam się, żeby sięgnąć po skarpeteczki.

- Jesteś w ciąży?

Myślę sobie, co psujesz niespodziankę? Mimo tego podaję mu skarpeteczki i mówię

- Będziemy w końcu tego potrzebować.

- Na prawdę????

Mi głos się już załamał…

- Na serio będę drugi raz ojcem?

Jego łzy w oczach i zdumienie rozbroiło mnie do końca i wybuchłam płaczem.

- Boże, ukradłaś mi serce…

No i zaczął obsypywać mnie pocałunkami po twarzy. Wzruszyłam się do potęgi. Lepszej reakcji nie mogłam się spodziewać.

Oboje byliśmy w szoku, ponieważ o dziecko staraliśmy się prawie przez rok. Nie wychodziło nic a nic. W końcu zostawiliśmy to na pastę losu. Co ma być to będzie. 27 lipca miałam termin do ginekolożki w sprawie terapii, na podstawie tabletek, żeby ciąża w końcu się pojawiła. A ona przyszła sama. 07.07 poszliśmy do niej i powiedziałam, że test okazał się pozytywny. Ucieszyła się, że wszystko odbyło się naturalnie, bez tabletek. Poszliśmy zrobić USG. Zanim cokolwiek powiedziała, ja już sama widziałam tą plamkę na monitorze. Lekarka pogratulowała serdecznie, a ja znów się rozpłakałam. 7 tydzień…

Niby nic, ale ciągle jestem śpiąca. Na szczęście nie wymiotuję, ale dziennie boli mnie brzuch. Co jest normą, jak to ginekolożka ujęła. Choć dziś o dziwo nie boli mnie nic. Za to w ciągu dnia nie umiem obejść się bez drzemki. No po prostu nie wyrabiam bez tego. Fasolka ma 1 cm. Następną wizytę mamy na 06.08. A. zareagowała szaleńczym śmiechem, kiedy ją poinformowaliśmy, że będzie starszą siostrą i codziennie wypytuje o dzidzię. Całuje mnie po brzuchu. Pokazywałam jej zdjęcia, jak dziecko się kształtuje, a ona co dzień pyta mnie: „Mamusiu, a dzidzia się kształtuje?”, „Jest już duża?” i mnóstwo innych pytań. Na badaniu byłam z nią i S. Dałam jej grę, by odwrócić jej uwagę, co dzieje się na kozetce, ale ją najbardziej zainteresowało to, jak to możliwe, że mamusia jedzie do góry na fotelu? I ona też chce…

Termin jest na 04.03.2016.  S. śmieje się, że chronologicznie rodzę dzieci: A. z lutego, następne z marca. Jak nadarzy się następne, to na bank będzie z kwietnia.

Tak więc rewolucja się szykuje…

 

Inness