Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'urodziny'.
Wyświetlam 1 - 10 z 18 notek

Prezenty i planowany tort

  • Napisane 31 stycznia 2017 o 21:46

Ostatni dzień stycznia. Za 23 dni A. będzie mieć 6 lat. Boże, jak to? Za 14 dni Walentynki. Rozglądam się już za prezentem dla S. Myślałam najpierw o tym łańcuszku, który planowałam kupić na sylwestra. Stwierdziłam, że na walentynki będzie lepszy. Szukałam dziś na necie coś na walentynki i znalazłam bransoletkę z grawerem na życzenie. A potem przez przypadek zobaczyłam podręczny masażer i stwierdziłam, że kiedy byliśmy ostatnio u Kami i S. wziął do ręki jej przyrząd to w sumie sam do siebie powiedział, że takie coś pewnie musi być dobre. Oczywiście słyszałam, bo siedziałam obok. No i przypomniało mi…

Udane urodziny, kolejna furia

  • Napisane 10 października 2016 o 22:37

Tydzień minął bardzo szybko. W końcu pogodziłam się z S. ale Bóg wie, kiedy znów coś wypali. Sobotę spędziłam na pieczeniu ciasta i muffinków dla S. na urodziny. W niedzielę rano zaśpiewałyśmy mu z A. sto lat i wręczyłyśmy prezent. Nawet powiesiłam mu kilka balonów i serpentyn w salonie. Ale miał minę. Popołudniu przyszli goście, wsadziłam w ciasto świeczki z numerem 36 i weszłam do salonu z kolejnym sto lat. Wszyscy mu zaśpiewaliśmy, a sam S. uśmiechnął się szeroko. Pogadaliśmy, zjedliśmy później kolację i goście się rozeszli. No i po urodzinach. S. zadowolony najbardziej ze skrzynki na narzędzia, jaką udało mi się kupić. Nawet trafiłam w tą, którą chciał sobie kupić. Ale szczerze, gdy weszłam do sklepu i stanęłam przed regałem z mnóstwem skrzynek na narzędzia, dosłownie czułam się jak facet stojący przy półce z podpaskami :lol:

A. ma tydzień ferii, bo akurat nadeszły w Niemczech. Dziś wrzeszczała i to dosłownie, bo poprosiłam ją by posprzątała rzeczy które rozsypała mi w sypialni. Chciałam jej puścić bajkę, która leciała za 10 minut ponieważ ją lubi. Ale ona swoje „NIE”. Już od bardzo długiego czasu przestała się mnie w większości słuchać. Czasem nawet jak jej powiem to czy tamto, to po prostu nie słucha. Zwróciłam jej kolejny raz uwagę i nadal nic. Poszłam do salonu i włączyłam telewizor, a ta zaraz znalazła się obok. Mówię jej, że nie zobaczy bajki bo ją o coś prosiłam ale nie posłuchała. Ona stwierdziła, że już idzie zbierać. Wytłumaczyłam jej, że nie na tym to polega. Wtedy kiedy ją o coś proszę, a nawet dwa razy powinna to zrobić, a nie wtedy kiedy coś dostaje w zamian. Ona rozpłakała się, a z płaczu zrobiły się krzyki, tupanie nogami i rękami o podłogę. Ryk było na bank słychać u sąsiadów. Po 10 minutach weszłam do pokoju i mówię, żeby wstała i w końcu to pozbierała, ale ta nadal swoje. Wyszłam, po chwili znów wróciłam i kazałam jej posprzątać już wszystko to co i u siebie nabałaganiła, bo zaraz kolacja, kąpiel i spać. Ss. wykąpałam, dałam mleko i położyłam spać. Poszłam sprzątać kuchnie, a gdy A. skończyła w końcu przy zbieraniu zabawek płakać i kiedy wszystko już pozbierała, wpadła do kuchni i przytuliła się. Mówię, że powinna przeprosić. Przeprosiła. Usiadłam z nią w kuchni przy stole i tłumaczyłam jej jak sprawa stoi. Ona tylko wycierała łzy i patrzyła. Nie wiem na ile wystarczy mój wykład, ale jak sobie pomyślę, że za 4 miesiące skończy 6 lat a ona nadal potrafi robić to co robiła rok temu i przez co zmieniła przedszkole…. To mnie to przeraża…. Serio. Nie wiem co mam dalej o tym myśleć…

Jeśli chodzi o dietę to trzymałam się zasad, które sobie postawiłam i czasem było naprawdę ciężko, zwłaszcza wieczorami i późnymi wieczorami. Walka z głodnym żołądkiem nie jest łatwa. Tym bardziej, że lubię jedzenie. Ale kiedy widzę, że cyferki się zmieniają na wadze, to jakaś motywacja się pojawia.

__78.3 76.9 __________________________________

 

Inness

Zbliżające się urodziny i bardzo dobry zakup

  • Napisane 28 września 2016 o 20:28

Wczoraj dostałam przepiękny bukiet jesienny od S. ma się rozumieć. Co prawda wspominał rano, że ma dla mnie niespodziankę ale zdziwiłam się, że to kwiaty. Kiedyś były dość częstym prezentem bez okazji i dawno już od niego żadnych nie dostałam (pomijając te w doniczkach). Postarał się chłopaczyna. Myślę nad prezentem dla niego na urodziny, które wypadają na początku października. Wspominał kiedyś, że chciałby skrzynkę na narzędzia. Problem w tym, że ja na takich rzeczach się nie znam. Nie wiem jaka może mu się akurat przydać. Podpytałam kiedyś czy ma jakąś na oku i tak oto dowiedziałam się nazwę sklepu i…

Wreszcie normalny dzień…

  • Napisane 22 kwietnia 2016 o 23:28

Dziś dzień na spokojnie… W końcu, bo od dłuższego czasu nie jest za wesoło między mną a S. Kłótnie i kłótnie.

W końcu dziś odbył się dzień bez tej niepotrzebnej rzeczy.

Zjedliśmy śniadanie, A. została w domu, bo nie poszła do przedszkola. Potem poszliśmy na spacer i zrobiliśmy zakupy. Wróciliśmy do domu, S. przygotował obiad, ja coś sprzątnęłam. Po obiedzie Cappuccino i herbata, a do tego coś słodkiego. W końcu było jak trzeba. Pytanie tylko, na jak długo?

Jutro idę na urodziny do męża mojej koleżanki. Byłej mojej sąsiadki, zaprosiła mnie na urodziny swojego męża. Widzę, że coś za bardzo chyba szuka ze mną kontaktu. Nie mam do niej nic, jest również ode mnie starsza o 7 lat. Ale widzę, że niezła z niej plotkara, bo opowiada mi o osobach, których nawet nie znam i które mnie obchodzą tyle co zeszłoroczny śnieg. Mimo tego lubię ją, bo potrafi się śmiać sama z siebie jak i z różnych sytuacji. Ma syna rok młodszego od A. ale nie przeszkadza im to w zabawie między sobą. Po całym stresie, który nie opuszcza mnie ostatnio prawie w ogóle i po nerwach, doszłam do wniosku że dam się namówić na te urodziny. Zabiorę A; bo Ss. jest za mała na takie imprezy, poza tym S. zostaje w domu, bo nie znają się za bardzo a do tego i tak język będzie raczej polski niż niemiecki. Więc i tak praktycznie by siedział. Po lekkim marudzeniu, że czemu chcę iść, itp. zgodził się. Więc jutro mam nadzieję trochę się zrelaksować.

Poza tym w poniedziałek Ss. w końcu będzie mieć bilans, do którego ostatnio nie doszło no i podejrzewam szczepionki, więc nie będzie wesoło.

Liczę na miłą imprezę jutro!

 

Inness

Strach przed jutrzejszym!

  • Napisane 11 marca 2016 o 21:48

Mój ostatni wpis jako ciężarna…

Jutro na 9:00 mam być w szpitalu, by wywołać poród. Oczywiście nie wiadomo, czy załapie za pierwszym razem bo nie zawsze to wychodzi. Jestem tydzień po terminie. Co u mnie bywa już normalką. Sęk w tym, że strach oblatuje mnie przed samym bólem i przed znów długim oczekiwaniem na przyjście skurczy.

Z A. przebywałam 3 tygodnie w szpitalu zanim doszło do porodu. Jak pomyślę, że tym razem mogę tyle tam być to odechciewa mi się wszystkiego. Najgorzej ze względu na A. Aktualnie jest u Kami, ma się nią opiekować do porodu. Ale mimo wszystko A. potrzebuje mnie, potrzebuje matki. Wystarczy, że „ojca” ma kretyna. Kami ma córkę, więc podczas zabawy zapomni, że mnie nie ma lecz matka to nadal matka. Dziś prawie się rozpłakałam, jak tłumaczyłam jej że nie będziemy się widzieć przez parę dni, tak jak to zwykle bywa. Zapewniłam, że będę dzwonić do niej i że jak wrócę już ze szpitala, to będzie mieć siostrzyczkę. Ona przytuliła się mocno i powiedziała: Kocham cię bardzo mocno. Wzruszyłam się.

Dziś byłyśmy jeszcze razem u kolegi A. na urodzinach. Tort był przepyszny. Impreza była miła. Dziś również obchodzi urodziny ex, „ojciec” A.  Kończy dziś 33 lata i pomyśleć, że na koncie ma już utratę rodziny plus dług przez siebie zrobiony na 100 tys. Nieźle, jak na taki wiek. Ale sam sobie winien.

Idę się jakoś „zrelaksować”, bo moja głowa ciągle przy jutrzejszym dniu. Obejrzę jakiś film i coś zjem. A od jutra walka. Z jednej strony chciałabym być już po, ale z drugiej ten ból i ten strach… Katastrofa.

Do usłyszenia jako matka dwójki dzieci!

 

Inness

Praca nad mieszkaniem i stereotypy dla dzieciaków

  • Napisane 9 marca 2016 o 22:42

No tak, wczoraj położyłam się przed północą więc dziś o 7:00 już miałam pobudkę. Czułam, że jestem dość wyspana, bo 100% wyspana napisać nie mogę. Dlatego, że i tak wybudzam się ze snu w nocy, więc sen przerywany jest. Ale było lepiej. Popracowałam dziś, skończyłam rozpakowywanie łazienki, wysprzątałam ją. S. powiesił co miał, czyli firankę w sypialni, zegary, obrazki, garderobę i parę innych rzeczy. Na koniec umył podłogę w całym mieszkaniu. Ja po godzinie 18:00 z kolei czułam, że znów zmęczenie i chęć spania bierze górę. Na końcówce ciąży, jak dla mnie wysiłek szybko mnie męczy i tylko oczy uciekają mi w kierunku łóżka.

Założyłam dziś w końcu poszewki na pościel dziecka i ładnie prezentuje się cały komplet z baldachimem. Wybrałam pomarańczowy kolor z misiami, bo nienawidzę różu. Nie lubię tego stereotypu: dziewczynka – róż, chłopiec – błękit. Dla mnie to jakaś paranoja. Gdy byłam w ciąży z A. nigdy jej nie kupiłam różowego ciuszka, wszystko co było różowe dostała od kogoś. Wózek też miałam najpierw niebieski, a potem czerwono-czarną spacerówkę. Ty razem zrobiłam tak samo, ciuszki dominują w kolorach niebieskich, zielonych, kremowych, siwych, pomarańczach i innych jeszcze. Wózek czarny-beż. S. powybierał parę rzeczy różowych, więc przecież się nie będę stawiać. Nie żebym szła z jednej skrajności w drugą. Owszem dziewczynka może mieć ten róż, ale nie wszystko w różu. Od bluzeczki poczynając, kończąc na smoczku. Kiedyś widziałam zdjęcie od koleżanki na FB, która spodziewała się córki – jaki pokój jej urządziła. Tapeta różowa, w różowe kwiaty, łóżeczko różowe z różowym wypełnieniem i różowe miśki. Boże, myślałam że oślepnę. Lub co najmniej wypaliło mi całą paletę barw z oczu, oprócz różu. Nie lubię, nie, nie… Jak ktoś tak woli, proszę bardzo. Dla mnie to przesada.

Jutro muszę kupić prezent, bo A. dostała dziś zaproszenie na urodzinową imprezę od kolegi z przedszkola. Przyjęcie odbywa się w piątek, więc ja wybiorę się z A.   S. za ten czas pomaluje przedpokój, bo nadal czekaliśmy z malowaniem. A w sobotę wyruszam do szpitala. Boję się, ale co ma być to będzie…

Mam okropną zgagę po mięsie mielonym. Cholerną… Dziś S. zrobił pizzę na obiad. Jedną z mięsem mielonym i pomidorami, drugą z tuńczykiem, papryką, pieczarkami i trzecią margheritę. Pyszne, ale ta zgaga teraz jest okropna. Wszystko przez ciążę. Do tego puchnące dłonie. Prawa jest najgorsza, bo nią najwięcej pracuję. Rano nie umiem nic chwycić dłoniami. Nie potrafię palców zgiąć, bo bolą jak cholera. Później przestaje, ale w ciągu dnia potrafi ból wrócić kilkakrotnie…

 

Inness

Nowe mieszkanie, sąd i ciąża po terminie

  • Napisane 7 marca 2016 o 18:50

Długo mnie nie było. To przez nadmiar rzeczy jakie się pojawiły. Końcówka lutego i wskok do nowego miesiąca – marca – oznaczało wiele rzeczy do zrobienia. Urodziny A. udały się bombowo. Prezenty się podobały i tort z kucykami My little pony się bardzo jej podobał. Sprawa w sądzie zakończyła się pomyślnie dla mnie. Sąd odrzucił całkowicie wniosek ex i postanowił, iż sprawa musi się odbyć w Niemczech!!!! HA! HA! HA! Moja prawniczka powiedziała, że wyszedł z sali bez słowa. Zawiedziony na bank. Myślał, że wygra to o co wnioskował. Jestem ciekawa czy szarpnie się na rozprawę w Niemczech. A. miała…

Urodziny A i klucze do nowego mieszkania

  • Napisane 23 lutego 2016 o 22:35

No i klucze ładnie odebrane. Jestem MEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEGA zadowolona!!!! Jak i S. Kopary nam opadły, jak weszliśmy do mieszkania. Wszystko odnowione, nowe, łazienka od podstaw wyremontowana, ściany przygotowane do malowania. Jest o wiele lepiej niż przypuszczaliśmy, że będzie. Przede wszystkim cieplutko i ładnie. A jak dojdą dzisiejsze tapety i farby, które razem wybieraliśmy pół przedpołudnia to będzie jeszcze piękniej. S. nawet odpalił jakiś taniec w przedpokoju, to chyba był taniec zachwytu  Od jutra S. zaczyna pracę nad ścianami i cała resztą. Ja natomiast muszę przygotować się do jutrzejszego przyjęcia urodzinowego od A. Dziś moja córeczka kończy równe 5 lat!!!!!!  Napompowanie tych…

W oczekiwaniu na jutro!

  • Napisane 22 lutego 2016 o 19:56

Jutro dwa wielkie wydarzenia w jednym dniu

  • Urodziny A.

Prezenty popakowane, torcik kupiłam ale muszę kupić coś większego. Normalnie by wystarczył, ale zakupiłam taką nakładkę na tort z konikami My Little Pony, bo A. uwielbia te konie i jest większa niż sam tort. Paczuszki dla dzieciaków do przedszkola zrobiłyśmy. Jak tylko A. się położy do łóżka i zaśnie, to jak zawsze co roku, wieczorem nadmuchiwałam mnóstwo balonów i pozawieszałam jej w pokoiku. Więc gdy rano się budzi przybiega do mojego pokoju i woła: ŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAŁ MAM BALONY W POKOJU. I znów wielkie ŁAAAAAAAAAAAŁ! W tym roku się wycwaniłam, bo zakupiłam pompkę do dmuchania balonów. Dmuchanie balonów jest ciężką pracą, a w ciąży przy wiecznym braku tlenu…. Jeszcze gorzej. Poza tym rzecz owa się przyda, bo kolejne urodziny nowego dziecka też trzeba będzie świętować. A co za tym idzie… Dmuchanie balonów….

Pójdzie do przedszkola świętować w grupie swoje urodziny, później gdy wróci do domu dostanie prezent, a drugi w środę bo w ten dzień wyprawiamy imprezę w domu.

  • Dostaniemy w końcu klucze do mieszkania!!!!

Tak zadeklarował się dziś drugi dozorca, bo z jednym nie ma kontaktu. Jutro ponoć o 10:00 mamy przyjechać pod mieszkanie i dostaniemy w końcu wyczekiwane klucze, by można było coś zacząć robić. Nie możemy się doczekać z S. Dziś kupiliśmy już tapety do pokoju A; wczoraj do sypialni. Chcielibyśmy kupić więcej, ale nie mamy pomiaru ścian i trudno jest cokolwiek wyliczyć – ile i czego potrzebujemy. Mam nadzieję, że już jutro zakończy się męka z czekaniem. Jedno jest pewne, dziś mam pospane. Ciągle będę myślała o tych kluczach i jak wygląda to mieszkanie po remoncie.

Dziś też już obudziłam się po 7:00 rano i spać nie mogłam, bo myśli krążyły mi koło czwartkowej rozprawy w sądzie. Niech ta sprawa też się już skończy.

 

Inness

Stare i nowe mieszkanie, USG i urodziny

  • Napisane 19 lutego 2016 o 12:52

Wczoraj znów kolejna kontrola u ginekologa. Robiła USG, bo wcześniej mówiła coś o jednej większej nerce u dziecka i chciała się upewnić czy wszystko w porządku. Z A. nie miałam w 9 miesiącu USG, więc moje zdziwienie gdy zobaczyłam piękną mała buźkę z policzkami i nosek osiągnęło zenitu. S. też się zdziwił i patrzał z niedowierzaniem. Dokładnie 2 tygodnie zostały do terminu. Ja wyglądam na zmęczoną tą ciążą, bo sama doktorka stwierdziła, że chyba mam już dość. Do tego przeprowadzka i zmęczenie widać na mojej twarzy coraz bardziej.

Wczoraj tylko zjedliśmy na szybko śniadanie i poszliśmy spakować rzeczy u S. w mieszkaniu. Ja zajęłam się balkonem i pokojem, a on całą kuchnią i przedpokojem. Jakoś się uwinęliśmy, ale już przy końcu rozbolała mnie głowa przez ciągłe schylanie się no i te plecy… Została piwnica, ale dziś S. już to sam zrobi. Ja mam dość. Zostało tylko moje mieszkanie. S. dzwonił również do firmy z mieszkania jak daleko stoi remont i kiedy możemy spodziewać się kluczy. Facet odpowiedział, że w tym tygodniu powinno być mieszkanie gotowe, więc w przyszłym tygodniu mamy dostać klucze. Tylko nie wiadomo kiedy, bo dozorca się rozchorował, a to on musi przekazać klucze. Więc nie wiemy czego się spodziewać. Byliśmy tam wczoraj, bo myśleliśmy, że robotnicy kończą prace i wpuszczą nas. Będziemy mogli zobaczyć jak to wygląda po remoncie no i zmierzyć pokoje, by wiedzieć ile kupić farb i tapet, ale okazało się że nikogo tam nie było. Więc doszliśmy do wniosku, że mieszkanie już musi być skończone, tylko nie ma kto nam dostarczyć tych kluczy. I nie potrzebnie musimy czekać na przyszły tydzień, bo inaczej moglibyśmy już w weekend coś próbować robić. Chcemy jak najszybciej te klucze, ale nie idzie to tak jak byśmy chcieli.

Za 4 dni A. ma urodziny, dziś zapakowałam jeden prezent który dostanie we wtorek, czyli to lustereczko. Impreza urodzinowa miała się odbyć we wtorek, ale S. zostały teraz tylko 2 dni pracy i wypada to na poniedziałki i wtorki, więc gdy goście przyjdą on byłby tylko przez godzinę. Więc przesunęłam urodziny na środę.

Najważniejsze, by dostać w końcu te klucze… A za tydzień rozprawa w sądzie. Ex pewnie siedzi jak na szpilkach i liczy na wszystko, o co wnioskował w swoim piśmie. Za mnie pójdzie prawnik, któremu udzieliłam pełnomocnictwo i zobaczymy jak to się potoczy. Oby całą sprawę odrzucono. Tego ja oczekuję od sądu.

 

Inness