Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'urlop'.
Wyświetlam 1 - 8 z 8 notek

Matka

  • Napisane 27 września 2016 o 11:56

Prawie koniec września.

W październiku S. ma urodziny.

W sierpniu byliśmy w Polsce na 4 dni, bo przedłużyliśmy sobie naprawdę mały urlop w tym roku. Nie wiem czy uda się coś jeszcze zorganizować do końca roku. Mama była na 3 tygodnie u nas. Było fajnie, bo ciągle siedzę sama z dzieciakami w domu. Jedna skończyła pół roku, druga ma 5 lat i ani z jedną ani z drugą o czymś konkretniejszym nie da się porozmawiać. Wiecznie tylko ja chcę pić, jeść, bajkę, pobaw się ze mną, zagrajmy w coś, płacz, itp. Więc miła odmiana nastąpiła, gdy był ktoś starszy od mojej 5. latki, z kim można było pogadać.

Cieszyłam się, że mama jest. Pomagała mi gdy mała płakała, czasem coś ugotowała. Ale ma ona też swoje minusy. Już kiedyś o tym wspominałam, że bardzo lubi rozmawiać o ludziach. Przez całe trzy tygodnie nasłuchałam się tyle opowiastek, że nie raz już nie ogarniałam. Słuchałam nawet o ludziach, których nie znałam. Wtrąciłam się kilka razy, żeby uświadomić kobiecinie, że nie znam owej osoby więc dlaczego mi o niej opowiada? Ale ona tylko się zaśmiała i nawijała dalej. Dlatego nienawidzę jak ktoś gada za kimś za plecami. Mieszka tutaj w moim mieście też pewna kobieta, która jest żywiołową i wesołą osobą, ale po dwóch spotkaniach nasłuchałam się o tym i o tym i od razu sama odepchnęła mnie od siebie. Wcześniej jeszcze pisała i nalegała by się spotkać, ale sama w końcu musiała się zorientować po moim kolejnym „zbyciu”, że przyjaciółkami nie zostaniemy. Nie lubię takiego czegoś, nie żebym sama była aniołkiem, co to to nie. Ale za dużo to nie zdrowo. Kolejną sprawą było to, że nigdzie nie dało się z moją rodzicielką wyjść. Miałam parę pomysłów, by zabrać ją tam czy tam ale na wszystko odmawiała bolącym ją kolanem. Nie miała najmniejszej ochoty. Dla niej rozrywką największą było iść do Lidla lub Reala bądź innego sklepu. A najlepsze było siąść z kawą lub bez u mnie na balkonie i obserwować ludzi przechodzących i moich sąsiadów. Nie mam pojęcia czy po prostu taka już jej natura, czy ludzie w jej wieku tylko takimi rzeczami się interesują, ale ona od zawsze taka była. Ale łudziłam się, że jeśli przyjedzie do Niemiec to będzie chciała coś zobaczyć, zwiedzić. Pomyliłam się. Nie mniej jednak, w dzień odjazdu koło 5:00 rano popłakałam się wracając do domu, że sobie już pojechała.

Nie wiem kiedy znów będzie nam dane tak długo pobyć ze sobą, choć nigdy za nią nie przepadałam, nigdy nie bardzo lubiłam jej towarzystwo. Zawsze potrafiłyśmy się o coś pokłócić. Jej charakter, spojrzenie na świat i poglądy są tak całkowicie od moich różne, że było sprzeczek kiedyś co niemiara. Ale wiem dobrze też, że mieszkam 900 km od niej, czy chcę czy nie jest moją matką. Wiem też, że nie młodnieje każdego dnia i że nigdy nie wiadomo co nas może dopaść. Dlatego też nie wiem ile razy zdążymy się jeszcze zobaczyć, bo sama przyjeżdżam raz w roku do Polski. Ale i tak się cieszę, że spróbowałam, że przyjechała i mogłyśmy w taki czy inny sposób pobyć we wspólnym gronie. No i chociaż A. będzie pamiętała, że babcia była u niej i że mogły pograć prawie codziennie w Chińczyka…

Z tym podsumowaniem doszłam do wniosku, że zmieniło się moje podejście do matki. Owszem nadal potrafi mnie wyprowadzić z równowagi, zirytować czy choćby zepsuć dzień. Zdarza się to nawet kiedy choćby zadzwonię do niej na telefon czy Skype. Ale wracając wstecz kiedy miałam 18 lat a wracając do aktualnego czasu, to bardzo dużo zmieniłam w swoim podejściu do matki. Kiedyś uważałam, że za całe to zło jakie chcąc czy nie chcąc mi wyrządziła mam ją totalnie gdzieś i nie chce jej znać. Wyprowadzam się i palę za sobą mosty. Ale jednak tak nie potrafiłam. Jaka by nie była to ona dała mi życie i wychowała. Wychodzę z założenia, że do niektórych wniosków trzeba dojrzeć i dorosnąć….

 

Inness

Obcy więcej wart niż rodzina

  • Napisane 17 kwietnia 2016 o 23:27

Dziś moja mama skończyła 56 lat. Dzwoniłam na Skype i zaśpiewałyśmy jej z A. Sto lat. Była tam też i Papi, bo miała dziś wyjazd około 16:20 z powrotem do Niemiec. Porozmawiałyśmy wszystkie, trochę niezręcznie i dziwnie się zrobiło, kiedy weszłam na temat „ojca”. Ona jakaś dziwna się zrobiła po zapytaniu się przeze mnie, czy „ojczulek się popłakał jak się z nią żegnał?”. Na szczęście potem przyjechał bus i musiała odjeżdżać. Więc mogłam normalnie porozmawiać z starszą siostrą i mamą.

Papi i matka nigdy nie miały dobrych relacji pomiędzy sobą. Szczerze powiedziawszy, ciężko jest mieć dobre relacje z moją matką. Na ogół można z nią porozmawiać, ale sama odnoszę wrażenie że godzinna czy dwu godzinna rozmowa na Skype parę razy w miesiącu wystarcza. Była jaka była, już tego nic nie zmieni. Sama już mam dwójkę dzieci i sama wiem, rozumiem i dostrzegam na czym polega macierzyństwo i co to znaczy wychować dziecko lub więcej. Za to ona odnoszę wrażenie, że bardziej poważa całkowicie obcego sobie faceta niż kogoś, kto ją wychował. Ja jak pomyślę, że któraś z moich córek po wychowaniu jej, odwdzięczy mi się w taki sposób w jaki robi to moja siostra…. To szlag mnie trafia. Rozumiem ją po części, bo wesoło nie było. Ale mimo wszystko to nasza matka i jakiś szacunek jej się należ, a nie jeszcze dodatkowo podkreślać w jakiś tam sposób, że obcy facet jest bardziej w porządku niż ona sama. Wiele błędów matka popełniła, ale czy to wystarczający powód, by zachowywać się w taki sposób? Sama podkreśla i jak ponoć podkreślił to typ (ojciec) ja jestem cała matka i unoszę się honorem, bo nie chcę mieć z nim kontaktu i usunęłam go z FB. Nie rozumiem tylko co tutaj honor ma do rzeczy? Nie chcę mieć z nim kontaktu, bo nie znam go, jest dla mnie całkowicie obcym człowiekiem i nie czuję potrzeby, by to w jakikolwiek sposób zmieniać… Po co ten honor? Totalna kpina. Co jeszcze się dowiedziałam, że siostra była w tamtym roku w Polsce 2 razy i nie przywiozła mojej mamie żadnego upominku, a do obcego człowieka zajechała i kupiła mu jakąś lampę. Czym pochwaliła się przed moją siostrą i matką. Ja nie byłabym szczęśliwa, gdyby moje dziecko pamiętało o kimś, kto palca nie włożył w wychowanie dziecka, a dziecko o nim pamięta lecz o własnej rodzicielce nie. Ale taka właśnie jest moja siostra bliźniaczka. Do obcych więcej z siebie daje, niż dla własnej rodziny.

Poza tym dziś spędziłyśmy taneczne popołudnie z A. Odpaliłam grę Just Dance Now, gdzie już kiedyś to opisywałam i potańczyłyśmy sobie w dobrych humorkach.

Jutro wszyscy z rana musimy się uwinąć, bo najpierw do 9:00 godziny trzeba odwieźć A, do przedszkola a potem my śmigamy po dokumenty dla Ss. Kolejny dzień na załatwianiu papierkowej roboty…

 

Inness

Kłopoty z przedszkolem i dokumentami

  • Napisane 15 kwietnia 2016 o 21:11

Z nowym przedszkolem od A. może być problem, jak to ujęła dyrektorka teraźniejszego przedszkola. Dzwoniła do nowego przedszkola i jak się okazało jest dużo dzieci w jednej grupie i jeszcze mniej opiekunek niż w starym przedszkolu. Podsumowała, że ma obawy co do tego przedszkola, bo przez zachowanie A. która ponoć potrzebuje swojej uwagi będzie z tym problem przez małą ilość opiekunek. Nadal jej zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Tylko, że dojazd do starego przedszkola jest uciążliwy. Stwierdziła, że jeśli myślę o przeniesieniu A. do innego przedszkola to uważa iż lepsze byłoby przepisanie jej do specjalnego, gdzie opiekunowie są psychologami i lepiej radzą sobie z takimi dzieciakami. Ma się zorientować do poniedziałku w których są wolne miejsca i ma mi dać znać. W razie dalekiego przedszkola jeżdżą ponoć specjalne samochody, które zabierają dzieciaki z jakiegoś przystanku i przywożą w to samo miejsce, gdzie rodzic musi odebrać dziecko. Mam się nad tym zastanowić. Najpierw i tak wolę się przejść do takiego przedszkola i zorientować się jak owe wygląda i jaki tam panuje system.

Oczko Ss. poprawiło się, ale za to pojawiła się okropna wysypka na twarzy i szyi. Podejrzewam, że to potówki i nie podoba mi się to. Do lekarza na bilans nie przyjęli nas z powodu braku zaświadczenia z ubezpieczalni, że dziecko jest ubezpieczone. Oczywiście nie mam jeszcze takiego dokumentu, bo nie mam jeszcze aktu urodzenia, bo mieliśmy problem z wyrobieniem go. Ale dziś w końcu dzwonili, że w poniedziałek jest do odbioru i w końcu w poniedziałek możemy ruszyć się z dokumentami, ubezpieczeniem i pieniędzmi dla Ss. Wizyta u lekarza została przesunięta na 25 kwietnia.

Papi jest już w Polsce. Pojechała do Warszawy pozwiedzać. Jak się okazuje mój „ojciec” z którym nigdy nie miałam kontaktu, w tamtym roku znalazł nas na Fb i zaczął pisać. Ja zerwałam kontakt po paru wiadomościach, bo nie czuję żadnej potrzeby by go ciągnąć. Natomiast Papi pisała z nim i chciała się z nim spotkać, podczas wizyty w Warszawie. On sam mieszka koło Wawy więc do spotkania doszło. Nie wiem jak to wszystko się potoczyło. Opowie mi pewnie po przyjeździe, podsumowała tylko że jest bardzo w porządku.

Chcieliśmy zrobić grilla w niedzielę, ale oczywiście pogoda się popsuła i zaczęło padać i ma padać do niedzieli, więc odpada.

 

Inness

Małe nowości i rozmyślenia nad urlopem do Polski

  • Napisane 7 kwietnia 2016 o 23:21

Dzień za dniem.

Dostałam w końcu przelewem pieniądze za kaucję no i w końcu zakupiłam komodę, na którą muszę poczekać bo nie było jej na stanie, więc muszę poczekać z końcowym uporządkowaniem rzeczy z przeprowadzki. Ale dziś kupiliśmy firany i pokoje w końcu wyglądają jak pokoje.

W przyszłą niedzielę Ss. będzie mieć miesiąc. Coraz mniej śpi za dnia, obserwuje wszystko dookoła. W przyszły wtorek pierwszy bilans, czyli pomiary, szczepionki i inne duperele. Oj będzie płacz nie z tej ziemi.

U nas znów Kirmes. Byliśmy w zeszły piątek i jutro znów chcemy się wybrać, bo jest do niedzieli. Udało mi się nawet przejechać na dwóch z nich, ale na takich lajtowych. Jest jedna na której jeszcze nigdy nie jechałam, ale boję się ze względu na nie dawną operację – cesarkę. Jednak jest to otwarcie brzucha i zszywanie, więc mam obawę że coś mogło by się „poluzować”, że tak to ujmę.

Papi wyjeżdża w niedzielę do Polski, tym razem do stolicy gdzie ja jeszcze nie byłam, a na końcówce urlopu wybiera się do rodziny. Chcę coś kupić moim siostrzenicom, ale nie mam pojęcia co. Jedna ma pół roku, a druga 10 lat. Szukałam jakiegoś pomysłu w internecie, ale nic konkretnego nie znalazłam.

Udało mi się znaleźć nowe przedszkole 300m od mojego mieszkania. Niestety przyjęcia dzieciaków są od nowego roku, czyli od 1 sierpnia więc jeszcze 4 miesiące A. będzie musiała dojeżdżać kawał do starego. Jest to poniekąd uciążliwe, bo codzienne dojeżdżanie wiąże się z paliwem, no i ja sama nie mogę jej zawieźć. A co za tym idzie, nie wiem tak dokładnie jak wygląda sprawa z przedszkolem, co nowego itp. Czasem uda mi się zabrać z S. i odebrać ją z przedszkola. Na początku była smutna, że jeździ tylko z S; ale już się przyzwyczaiła. Teraz uczy się, a raczej próbuje jeździć na urodzinowych rolkach, bo jednak owe zostały zakupione. Po pierwszej próbie załapała równowagę na tyle by ustać sama w ubranych na nogach rolkach, z czego była bardzo z siebie dumna.

S. coraz częściej wspomina sprzed dwóch lat nasz urlop w Polsce, bo bardzo mu się spodobała i mówi, że chciałby pojechać i w tym roku, bo w tamtym nam razem się nie udało. Planuje coś na wakacje, ale nie wiem jak to będzie wyglądało ze względu na koszta no i na podróż z malutkim dzieckiem. Choć jazda autem różni się czasem dojazdu wobec podróżą autobusem. Ale do wakacji jest jeszcze wiele czasu i zobaczymy jak to się potoczy.

Z drugiej strony jak pomyślę, że gdyby ex dowiedział się, że przebywam w Polsce pewnie znalazł by się pod domem mojej matki w celu zobaczenia się z córką, co kompletnie mnie fakt ten nie cieszy. Po całym zajściu tej jego nie udanej sprawy w sądzie i brakiem jakiegokolwiek kontaktu z dzieckiem…. Mogłoby być dość ostro. Do dziś nie mamy ze sobą kontaktu i nie ubolewam nad tym. Wręcz przeciwnie, mam święty spokój. A. nadal kompletnie o nim nic nie mówi. Tak jakby on dla niej nie istniał. Cóż się dziwić, ma dopiero 5 lat. No ale mimo wszystko, myśl o zobaczeniu jego wizerunku napawa mnie mdłościami.

 

Inness

Wszystko jest jak było…

  • Napisane 8 czerwca 2015 o 12:25

Wydawałoby się, że wszystko wróciło na swój dawny tor.

Ja w końcu wróciłam z Polski z urlopu.

Przedszkole od A. zakończył strajk i wreszcie dziś poszła do przedszkola.

S. wrócił ze swojego urlopu i dziś znów poszedł do pracy.

Tylko ja zostałam w domu. Od jutra też szkoła, ale tylko do 24 czerwca. Potem wakacje.

Zmienili nam nauczycielkę, jestem okropnie zawiedziona. Ape była może czasem za wymagająca, ale polubiłam ją. No i lepiej szła mi nauka z nią u boku.

Weekend spędziliśmy z S. sami po ponad miesięcznej rozłące. Ja swój urlop, on swój. Ten czas bez niego był okropnością. I choć kupiłam w Polsce parę książek by zabić czas i myśli to i tak nie potrafiłam się skupić. Przeczytałam tylko jedną. Było ciężko. Nie miałam nawet chęci, by tu zawitać i wylać swoje uczucia. A zmieniały się one jak pogoda i buzowały jak woda. Katastrofa.

Tyle.

Inness

Koniec urlopu

  • Napisane 14 maja 2015 o 18:24

Wróciłam dziś z urlopu.

Mam tak dużo do zrobienia i brak chęci. Rozpakowywanie jest najgorsze, dodatkowo muszę odespać całą nockę z podróży.

W końcu u siebie. Nie ma jak w domu.

Muszę się pozbierać, a później coś naskrobię.

 

Inness

Krótki skrót

  • Napisane 25 kwietnia 2015 o 07:42

W końcu znalazłam chwilę, by coś napisać. Zaszalałam widzę z tymi postami ostatnio.

Prawda taka, że pogoda się zmieniła i od ponad tygodnia jest przepiękna i naprawdę ciepło! Korzystam więc, a to jakiś grill, to znów wycieczki na rowerach, odwiedziny u Kami. Od dwóch dni wzięłam się za naukę A. w jeżdżeniu na rowerze. Wczoraj było już lepiej, ujechała dość spore kawałki sama, ale pozostaje wciąż kwestia startu i równowagi. Trochę się przez to zniechęciła, ale jeśli znów pogoda dopisze, to wyciągnę ją na rowerek. Taaa, jak pogoda dopisze, bo z dniem dzisiejszym się popsuła. O dziwo i tak długo się utrzymało to ciepło.

Do tego S. miał ostatnio kłopoty zdrowotne (gdzie nadal są) i miał dużo wolnego, więc spędzaliśmy razem czas. Ja nie lubię korzystać ze sprzętów takich jak laptop czy telefon, jeśli z kimś siedzę. Sama nie lubię tego u ludzi, więc i ja tego nie praktykuję.

W szkole dosyć dobrze. Ostatnio test zdany na 25,5 pkt na 30 możliwych – tylko gramatyka. Uważam, że nie najgorzej. Mogłam mieć więcej, ale źle zrozumiałam jedno zadanie no i źle wypełniłam.

Co nowego?

Jest coś. Mianowicie wybieram się na urlop do Polski. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej nie. Głównym powodem wyjazdu jest komunia mojej siostrzenicy, ale postanowiłam wyjechać na dłużej, bo wydawać tyle kasy na weekend? Parodia. Więc wyjeżdżam na dłużej. Jadę tylko z A. i to mnie smuci. S. planuje coś innego. Ale z drugiej strony, trochę wolnego od siebie się przyda. W związku z jego pogorszeniem zdrowia i dobry nastrój mu się pogorszył, więc jest trochę dziwacznie.

Wyjazd planuję na 30 kwietnia i powrót na 13 maja. Ma być też i ładna pogoda. A. zobaczy się z rodziną no i z tatą swoim. Ja odpocznę. Chyba nie będzie tak źle…

Tak w skrócie o wszystkim.

 

Inness

Piątek….. Nadzieja na spokój

  • Napisane 10 kwietnia 2015 o 11:52

To były dwa długie i okropne dwa tygodnie.

Stres, nerwy, problemy… Od 3 dni piję… Wysiadłam… Dziś w końcu się nie obudziłam na kacu, ale mało brakowało w związku ze wczorajszym.

A. do przedszkola nie zaprowadzam, stwierdziłam że i tak mam wolne, więc może się ze mną tam czy tu pojawiać. Dziś jednak ją dałam, bo już jej było tęskno za kolegami z przedszkola.

Papi dziś miała egzamin z kursu, jutro ma drugą część. Właśnie dzwoniła, byśmy razem (znów) wypadły na miasto. Nie będę siedzieć w domu, bo pogoda sprzyja. Ciepło jak na wiosnę przystało, więc idę zaraz się ogarnąć, pranie z wirującej już pralki powieszę, odbiorę A. z przedszkola i pojedziemy na miasto. Miałam na dziś troszkę inne plany, ale Papi i tak potem musi iść do pracy, więc później spędzę z A. trochę czasu na placu zabaw.

Dzień zapowiada się na spokojny i mam nadzieję, że taki pozostanie. Bo mam już dość niespodzianek, stresu i nerwów.

Od poniedziałku szkoła… Brrrr…. Zero chęci! ZERO!

 

Inness