Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'test'.
Wyświetlam 1 - 4 z 4 notek

Witaj w 2017!

  • Napisane 15 stycznia 2017 o 22:12

Witam Cię 2017 w końcu na moim blogu.

Nie zdążyłam nic napisać jeszcze w starym roku, bo to graniczyło z cudem. Tyle obowiązków, odwiedzin w święta, jedzenia, do tego trójka dzieci… Za dużo tego było.

Święta minęły…. Szczerze to odetchnęłam z ulga. Te jakoś były dla mnie wyczerpujące. Mimo, że S. pomagał i Papi; to jakoś bardzo mnie męczyły. W pierwszy dzień świąt przyszła Papi ze swoim J; ale też Kami ze swoim G; do tego była dwa tygodnie u nas H; córka S. no i było dość głośno. Po świętach zrobiło się dość umiarkowanie, z tym że A. i H. robią więcej hałasu i potrzebują więcej uwagi niż mała Ss. Co wydaje mi się, że powinno być odwrotnie.

Później Sylwester. Oj ten minął w szampańskiej zabawie! Kupiłam dzieciakom szampana (dla dzieci), dla siebie też a S. oczywiście pił colę. Kupiłam dziewczynom po sukience na zabawę sylwestrową, przebrałyśmy się w nasze kreacje, wymodelowałam nam włosy, spryskałam lakierem z brokatem, na koniec każda psiknęła się swoim zapachem i byłyśmy gotowe! Już kiedyś pisałam o aplikacji Just Dance Now! w swoim blogu. Odpalasz aplikację na telefonie i staje się on kontrolerem do gry, włączasz stronę na laptopie justdancenow.com i łączysz się do pokoju gry. Gdy masz jeszcze możliwość podłączenia laptopa do telewizora lub możesz w telewizorze włączyć stronę to oczywiście jest jeszcze lepiej! My tak zrobiłyśmy i miałyśmy niezłą imprezę! One to uwielbiają no i ja też. Od zawsze kocham muzykę i tańczyć, ale niestety talentu brak więc ta gra jest stworzona dla nas. Przy tym liczy się zabawa, a nie kto jak dokładnie odtworzy krok. Do tego jest zawsze tekst piosenki i karaoke w zestawie haha! Może tańczyć nieograniczona ilość osób, co robi grę jeszcze fajniejszą. Niestety A. nie jest przyzwyczajona siedzieć do północy i już o 22.00 zaczęła być marudna. Ale my z H. dałyśmy naprawdę czadu i popis. Później darowałyśmy sobie już kontrolery i tańczyłyśmy jak nam się spodobało. O północy szampany, fajerwerki i poszły spać. Rano wstałam z bólem nogi, gdzie potem się doliczyłam że zaczęłyśmy o 19:30 tańcować do samej północy, więc ból nogi był zrozumiały.

Ferie dobiegały końca i H. musiała wrócić do mamy. A. też w końcu zaczęła chodzić do przedszkola. No i ja znów musiałam wrócić do starego systemu. Bo przez ferie czas spania dzieci się zmienił. Trzeba było przestawić wszystko na swój dawny tor. W ferie A. miała gorączkę i kaszel, potem katar. Później złapała to Ss. Następna była H. i zabrała chorobę do domu. Jak się okazało grypa. Nie mogło być inaczej jeżeli S. nie złapał by również grypy. Wszyscy prawie wyzdrowieli to od wtorku złapało mnie. Jak u mnie zawita gorączka to jestem wrakiem człowieka. A że nie chciała odejść przez dwa dni, to przez właśnie dwa dni leżałam i spałam w łóżku… Do tego ból gardła.   Ss. też nadal mocno kaszlała i gorączkowała, przez co nocki były okropne. Więc ja do lekarza i ona. U mnie okazało się, że wyszła mi jakaś blaza na lewej stronie gardła i idzie mi to na uszy. Dostałam antybiotyk jak i Ss. Wzięłyśmy zaleconą dawkę i w końcu udało nam się przespać  całą noc. Teraz jest już o niebo lepiej.

Tak oto również owymi górnymi sposobami, nie zdążyłam do dziś zajrzeć do twojego bloga, Megu. Wiem obiecałam… Lecz nie miałam czasu nawet na swojego. Mam nadzieję, że się nie gniewasz! Nadrabiam!

Coś przełomowego w nowym roku? Może nie przełomowego, bo jakoś nie widzę tu nic przełomowego. Ujęłabym to bardziej jako test samej siebie.

Mam ten „nałóg” papierosowy. Jeszcze w starym roku jakoś wzięło mnie na myśl „A może skończyć z tym? No przecież to jest bez sensu. Tym bardziej teraz kiedy zima jest. Wychodzę na ten balkon i marznę, by zapalić ten papierek…” Takie coraz częściej nachodziły mnie myśli w głowie. Później zaczęły pojawiać się typu „W pierwszej ciąży w 3 miesiącu wypaliłaś ostatniego papierosa z paczki i powiedziałaś – więcej nie palę. Wszyscy się śmiali, że nie wytrzymam, ale ja wytrzymałam. Nawet po ciąży dość długi kawałek bez palenia. Ale znów zaczęłam. Przy następnej ciąży znów rzuciłaś i wróciłaś do tego szybciej. No i tak stoisz, marzniesz i palisz kolejnego.”  We wtorek  10.01 wypaliłam ostatniego papierosa. W środę było już ze mną o wiele gorzej pod wpływem choroby. Moja głowa nie była w stanie pomyśleć o papierosie, bo wszystko bolało mnie od gorączki i dreszczy. W sobotę, czyli wczoraj było o wiele lepiej i nawet już wyszłam w końcu z domu. Wczoraj pojawiła się chęć zapalenia może ze 3 razy, dziś też przyszła, ale wytrwałam. Zawsze mi się wydawało, że nie jestem mocno od tego uzależniona. Że jeśli będę chciała to mogę to rzucić od tak. Że przede wszystkim mam tą swoją silną wolę, której nie mają wszyscy. No i przede wszystkim jestem człowiekiem upartym. Chcę sama siebie sprawdzić, czy podczas obu ciąż byłam zdeterminowana bobasem w brzuchu, czy też ta silna wola w jakiś sposób mi pomogła. Jeśli mi się uda to ok, jeśli nie? Trudno. Wiem jedno, całe życie palić nie chcę.

Aktualnie skupiam się na innych rzeczach. Nie raz siedzę i czytam książkę lub oglądam coś do 2-3 w nocy. Kończyłam, zapaliłam, kąpiel i spać. Nie lubiłam do łóżka wchodzić i czuć tego zapachu. Tym bardziej, że S. nie pali. Mi samej by to na jego miejscu przeszkadzało.  Zawsze szybki prysznic i koniec. A tak bardzo lubiłam gorącą kąpiel. Teraz właśnie biorę moją ulubioną gorącą kąpiel, zaczęłam bardziej dbać o skórę i nie muszę zerkać na zegarek, że może już trzeba kończyć, bo trzeba jeszcze wziąć prysznic i spać. Pierwsza zaleta jaką zauważyłam po odstawieniu papierosów. Ach, „nałóg” napisałam w cudzysłowie, ponieważ nie uważam akurat u siebie tego jako nałogu, bo wydawało mi się, że mogę z tym skończyć kiedy chcę. Teraz wreszcie mam okazję to sprawdzić. I nie traktuję tego jako postanowienie noworoczne. Po prostu, by sprawdzić siebie. Po prostu dla siebie…

Z drugiej strony nie wiem czemu, ale wydaje mi się to bardziej osiągalne niż dieta lub moje odchudzanie. To przychodzi mi bardzo ciężko  :lol:

 

Inness

Krótki skrót

  • Napisane 25 kwietnia 2015 o 07:42

W końcu znalazłam chwilę, by coś napisać. Zaszalałam widzę z tymi postami ostatnio.

Prawda taka, że pogoda się zmieniła i od ponad tygodnia jest przepiękna i naprawdę ciepło! Korzystam więc, a to jakiś grill, to znów wycieczki na rowerach, odwiedziny u Kami. Od dwóch dni wzięłam się za naukę A. w jeżdżeniu na rowerze. Wczoraj było już lepiej, ujechała dość spore kawałki sama, ale pozostaje wciąż kwestia startu i równowagi. Trochę się przez to zniechęciła, ale jeśli znów pogoda dopisze, to wyciągnę ją na rowerek. Taaa, jak pogoda dopisze, bo z dniem dzisiejszym się popsuła. O dziwo i tak długo się utrzymało to ciepło.

Do tego S. miał ostatnio kłopoty zdrowotne (gdzie nadal są) i miał dużo wolnego, więc spędzaliśmy razem czas. Ja nie lubię korzystać ze sprzętów takich jak laptop czy telefon, jeśli z kimś siedzę. Sama nie lubię tego u ludzi, więc i ja tego nie praktykuję.

W szkole dosyć dobrze. Ostatnio test zdany na 25,5 pkt na 30 możliwych – tylko gramatyka. Uważam, że nie najgorzej. Mogłam mieć więcej, ale źle zrozumiałam jedno zadanie no i źle wypełniłam.

Co nowego?

Jest coś. Mianowicie wybieram się na urlop do Polski. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej nie. Głównym powodem wyjazdu jest komunia mojej siostrzenicy, ale postanowiłam wyjechać na dłużej, bo wydawać tyle kasy na weekend? Parodia. Więc wyjeżdżam na dłużej. Jadę tylko z A. i to mnie smuci. S. planuje coś innego. Ale z drugiej strony, trochę wolnego od siebie się przyda. W związku z jego pogorszeniem zdrowia i dobry nastrój mu się pogorszył, więc jest trochę dziwacznie.

Wyjazd planuję na 30 kwietnia i powrót na 13 maja. Ma być też i ładna pogoda. A. zobaczy się z rodziną no i z tatą swoim. Ja odpocznę. Chyba nie będzie tak źle…

Tak w skrócie o wszystkim.

 

Inness

Dzień kobiet i oddanie testów z mega wynikiem

  • Napisane 9 marca 2015 o 20:34

Wczoraj Dzień kobiet. Wpadła Papi. Na obiad zaserwowałam makaron smażony z warzywami, później wypiłyśmy shake bananowy z lodami waniliowymi i do tego jakieś ciasteczka, cukierki, miśki, wafelki, czekolady, itp. Pooglądałyśmy razem kabarety. Mój ulubiony ostatnimi czasy to Kabaret Młodych Panów. Niezłe teksty mają no i dodatkowo mają dużo skeczów po śląsku, co bawi mnie niesamowicie. Później zjadłyśmy kolację czyli bułki prosto z piekarnika z pomidorami, ogórkami, smalec z ziołami (być może żaden rarytas, ale my lubimy :)), serki z papryką i herbatka z cytrynką. Nie piłyśmy, jak to na pewno 80% płci żeńskiej zrobiła z tej okazji, bo Papi sama na kacu była po dniu wcześniejszym, a ja nie miałam ochoty. Z resztą dziś zajęcia, więc umierałabym niemiłosiernie.

Na zajęciach dziś było na prawdę luźno. Nowa gramatyka jest jak najbardziej łatwa dla mnie. Wszystko rozumiem, o dziwo. Ale jak piszę – jest to łatwa część, którą akurat przerabiamy. Dziś Ape oddała testy, które napisałyśmy w środę. Był cholernie ciężki dla mnie. Bardzo dużo gramatyki, kulturoznawstwo z Niemiec, czytanie tekstu ze 3 stron i wyłapywanie potrzebnych informacji plus opisanie obojętnie jakiego miasta w Niemczech. Tekst był dla mnie najgorszy, bo nie mam bogatego zasobu niemieckich (ciężkich) słów. Na razie. Liczyłam, że jak dostanę z 15 punktów to się ucieszę. No i dostałam ponad 58/90 punktów!!!! :lol:  Jestem mega zadowolona z siebie. Nie liczyłam, że dostanę tyle, bo był na prawdę ciężki. Widzę jakieś postępy z moją nauką. Cieszy mnie to niezmiernie.

Ale dziś jakaś padnięta jestem, pomimo pięknej pogody. Oooo, tak! W końcu widać pierwsze oznaki wiosny – krokusy zakwitły i przebiśniegi. Słoneczko!!!! Dziś było ciepło, że aż przyjemnie. Miła odmiana po ciągłej zimie i deszczach.

 

Inness

Czepiająca Ape plus dalsze planowanie piątku

  • Napisane 3 marca 2015 o 21:26

Myślałam, że dziś przybiję w końcu gwoździa do ławki na kursie… Wytrwałam, ale mało brakowało. To przez pogodę, ciągle pada, wieje, zimno, i pochmurnie. Katastrofa… Na zajęciach, oprócz mojego zmęczenia i senności było nawet śmiesznie. Raz ja rzuciłam jakiś tekst, raz Ayshe i pośmiałyśmy się. Po zajęciach poszłam na miasto, kupiłam parę kosmetyków do włosów, odebrałam A. i na obiad zrobiłam spaghetti. Po obiedzie wypiliśmy z S. herbatkę i czekoladę. On też zmęczony, więc zaproponowałam żeby się położyć i zdrzemnąć. Mały reset pomógł, ale i tak czuję się zmęczona. Ale choć trochę naładowałam baterii, by zrobić w końcu to pranie, posprzątać w kuchni, przygotować choć trochę obiad na jutro.

Wczoraj dostałam list z przedszkola, że A. ma w piątek nockę w przedszkolu. Mamy dać znać do jutra, czy dane dziecko przyjdzie. A. oczywiście chce spać w przedszkolu, tylko trochę to kolizuje, bo zaplanowaliśmy w piątek na Hannover jechać. A. musi być o 14.00 odebrana z przedszkola i o 18.00 zaczyna się nocka. Nie obrócilibyśmy. Plus mam o 11.00 wizytę u lekarza. Rozmawiałam z Papi, czy mogła by ją odebrać o 14.00, popilnować do 18.00 i zaprowadzić do przedszkola. Zgodziła się. Wszystko przygotuję w czwartek, dla nich obiad też, bo po wizycie u lekarza chcemy z S. obrać kierunek prosto na Hannover. Dzieciaki mają być odebrane w sobotę o 9.00 więc zapowiada się interesujący piątek. Cieszę się.

Mało tego jutro mam test z materiału przerobionego w szkole. Najlepsze jest to, że tą gramatykę, którą teraz przerabiamy NIC A NIC nie kumam! Dziś Ape znów powtarzała z nami materiał, ale we mnie mógłbyś dziś kamieniami rzucać, a pewnie i tak nie ruszyło by mnie to bo marzyłam tylko o łóżku. Więc na daremno Ape się dziś produkowała. Jutro pewnie oddam w większej połowie pustą kartkę i będę marzyła o końcu zajęć, by wyjść stamtąd. Dodatkowo małpa się czepia mnie, bo czasem coś spiszę od sąsiadki obok lub nie mam ochoty pisać, hyhy. Sorry, ale w takie dni moja głowa nie myśli. Plus sama zadaje zadanie, gdzie mówi że nie musimy pisać zdań, tylko mamy zastanowić się nad odpowiedzią. Temat był o balonach, czy chciałybyśmy się takim przelecieć. Jeśli tak – czemu, jeśli nie – czemu. Trzeba było ułożyć bynajmniej 4 zdania. No to ja siedzę, do głowy od razu przyszły mi pomysły co powiedzieć i siedzę, a reszta pisze jakby nie umiała powiedzieć z pamięci. Oczywiście Ape nie uszło uwadze, że siedzę i nie piszę.

- Czemu nie piszesz?

- Bo sama mówiłaś, że nie trzeba.

- Ale trzeba co najmniej 4 zdania ułożyć.

- Ape serio? Dla 4 zdań mam pisać? Wolę to powiedzieć.

- Jeśli pójdziesz na egzamin, będziesz musiała coś powiedzieć, a ty powiesz jedno zdanie to wtedy to mnie zasmuci.

- Nie martw się nic, Ape.

Oczywiście powiedziałam więcej niż trzeba było, wiadomo lepiej jest coś słowami opisać, niż przeczytać gotowca. Z resztą ja wolę powiedzieć, bo wtedy nie muszę zważać na tą całą gramatykę, jak przy pisaniu. Pytam Ape:

- Starczy?

- Tak.

- I co teraz już nie boisz się o mój egzamin ustny?

- Nie. Nie sądzę, że staniesz przed komisją i będziesz wstydliwa, bo ty do takich nie należysz.

Mam nadzieję, że dotarło coś do niej. Nie wiem czy chciałabym mieć ją za koleżankę. No chyba, że jest inna do znajomych, to wtedy by ją to ratowało.

 

Ah, ta szkoła…

Inness