Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'święta'.
Wyświetlam 1 - 8 z 8 notek

Witaj w 2017!

  • Napisane 15 stycznia 2017 o 22:12

Witam Cię 2017 w końcu na moim blogu.

Nie zdążyłam nic napisać jeszcze w starym roku, bo to graniczyło z cudem. Tyle obowiązków, odwiedzin w święta, jedzenia, do tego trójka dzieci… Za dużo tego było.

Święta minęły…. Szczerze to odetchnęłam z ulga. Te jakoś były dla mnie wyczerpujące. Mimo, że S. pomagał i Papi; to jakoś bardzo mnie męczyły. W pierwszy dzień świąt przyszła Papi ze swoim J; ale też Kami ze swoim G; do tego była dwa tygodnie u nas H; córka S. no i było dość głośno. Po świętach zrobiło się dość umiarkowanie, z tym że A. i H. robią więcej hałasu i potrzebują więcej uwagi niż mała Ss. Co wydaje mi się, że powinno być odwrotnie.

Później Sylwester. Oj ten minął w szampańskiej zabawie! Kupiłam dzieciakom szampana (dla dzieci), dla siebie też a S. oczywiście pił colę. Kupiłam dziewczynom po sukience na zabawę sylwestrową, przebrałyśmy się w nasze kreacje, wymodelowałam nam włosy, spryskałam lakierem z brokatem, na koniec każda psiknęła się swoim zapachem i byłyśmy gotowe! Już kiedyś pisałam o aplikacji Just Dance Now! w swoim blogu. Odpalasz aplikację na telefonie i staje się on kontrolerem do gry, włączasz stronę na laptopie justdancenow.com i łączysz się do pokoju gry. Gdy masz jeszcze możliwość podłączenia laptopa do telewizora lub możesz w telewizorze włączyć stronę to oczywiście jest jeszcze lepiej! My tak zrobiłyśmy i miałyśmy niezłą imprezę! One to uwielbiają no i ja też. Od zawsze kocham muzykę i tańczyć, ale niestety talentu brak więc ta gra jest stworzona dla nas. Przy tym liczy się zabawa, a nie kto jak dokładnie odtworzy krok. Do tego jest zawsze tekst piosenki i karaoke w zestawie haha! Może tańczyć nieograniczona ilość osób, co robi grę jeszcze fajniejszą. Niestety A. nie jest przyzwyczajona siedzieć do północy i już o 22.00 zaczęła być marudna. Ale my z H. dałyśmy naprawdę czadu i popis. Później darowałyśmy sobie już kontrolery i tańczyłyśmy jak nam się spodobało. O północy szampany, fajerwerki i poszły spać. Rano wstałam z bólem nogi, gdzie potem się doliczyłam że zaczęłyśmy o 19:30 tańcować do samej północy, więc ból nogi był zrozumiały.

Ferie dobiegały końca i H. musiała wrócić do mamy. A. też w końcu zaczęła chodzić do przedszkola. No i ja znów musiałam wrócić do starego systemu. Bo przez ferie czas spania dzieci się zmienił. Trzeba było przestawić wszystko na swój dawny tor. W ferie A. miała gorączkę i kaszel, potem katar. Później złapała to Ss. Następna była H. i zabrała chorobę do domu. Jak się okazało grypa. Nie mogło być inaczej jeżeli S. nie złapał by również grypy. Wszyscy prawie wyzdrowieli to od wtorku złapało mnie. Jak u mnie zawita gorączka to jestem wrakiem człowieka. A że nie chciała odejść przez dwa dni, to przez właśnie dwa dni leżałam i spałam w łóżku… Do tego ból gardła.   Ss. też nadal mocno kaszlała i gorączkowała, przez co nocki były okropne. Więc ja do lekarza i ona. U mnie okazało się, że wyszła mi jakaś blaza na lewej stronie gardła i idzie mi to na uszy. Dostałam antybiotyk jak i Ss. Wzięłyśmy zaleconą dawkę i w końcu udało nam się przespać  całą noc. Teraz jest już o niebo lepiej.

Tak oto również owymi górnymi sposobami, nie zdążyłam do dziś zajrzeć do twojego bloga, Megu. Wiem obiecałam… Lecz nie miałam czasu nawet na swojego. Mam nadzieję, że się nie gniewasz! Nadrabiam!

Coś przełomowego w nowym roku? Może nie przełomowego, bo jakoś nie widzę tu nic przełomowego. Ujęłabym to bardziej jako test samej siebie.

Mam ten „nałóg” papierosowy. Jeszcze w starym roku jakoś wzięło mnie na myśl „A może skończyć z tym? No przecież to jest bez sensu. Tym bardziej teraz kiedy zima jest. Wychodzę na ten balkon i marznę, by zapalić ten papierek…” Takie coraz częściej nachodziły mnie myśli w głowie. Później zaczęły pojawiać się typu „W pierwszej ciąży w 3 miesiącu wypaliłaś ostatniego papierosa z paczki i powiedziałaś – więcej nie palę. Wszyscy się śmiali, że nie wytrzymam, ale ja wytrzymałam. Nawet po ciąży dość długi kawałek bez palenia. Ale znów zaczęłam. Przy następnej ciąży znów rzuciłaś i wróciłaś do tego szybciej. No i tak stoisz, marzniesz i palisz kolejnego.”  We wtorek  10.01 wypaliłam ostatniego papierosa. W środę było już ze mną o wiele gorzej pod wpływem choroby. Moja głowa nie była w stanie pomyśleć o papierosie, bo wszystko bolało mnie od gorączki i dreszczy. W sobotę, czyli wczoraj było o wiele lepiej i nawet już wyszłam w końcu z domu. Wczoraj pojawiła się chęć zapalenia może ze 3 razy, dziś też przyszła, ale wytrwałam. Zawsze mi się wydawało, że nie jestem mocno od tego uzależniona. Że jeśli będę chciała to mogę to rzucić od tak. Że przede wszystkim mam tą swoją silną wolę, której nie mają wszyscy. No i przede wszystkim jestem człowiekiem upartym. Chcę sama siebie sprawdzić, czy podczas obu ciąż byłam zdeterminowana bobasem w brzuchu, czy też ta silna wola w jakiś sposób mi pomogła. Jeśli mi się uda to ok, jeśli nie? Trudno. Wiem jedno, całe życie palić nie chcę.

Aktualnie skupiam się na innych rzeczach. Nie raz siedzę i czytam książkę lub oglądam coś do 2-3 w nocy. Kończyłam, zapaliłam, kąpiel i spać. Nie lubiłam do łóżka wchodzić i czuć tego zapachu. Tym bardziej, że S. nie pali. Mi samej by to na jego miejscu przeszkadzało.  Zawsze szybki prysznic i koniec. A tak bardzo lubiłam gorącą kąpiel. Teraz właśnie biorę moją ulubioną gorącą kąpiel, zaczęłam bardziej dbać o skórę i nie muszę zerkać na zegarek, że może już trzeba kończyć, bo trzeba jeszcze wziąć prysznic i spać. Pierwsza zaleta jaką zauważyłam po odstawieniu papierosów. Ach, „nałóg” napisałam w cudzysłowie, ponieważ nie uważam akurat u siebie tego jako nałogu, bo wydawało mi się, że mogę z tym skończyć kiedy chcę. Teraz wreszcie mam okazję to sprawdzić. I nie traktuję tego jako postanowienie noworoczne. Po prostu, by sprawdzić siebie. Po prostu dla siebie…

Z drugiej strony nie wiem czemu, ale wydaje mi się to bardziej osiągalne niż dieta lub moje odchudzanie. To przychodzi mi bardzo ciężko  :lol:

 

Inness

Świąteczny czas!

  • Napisane 22 grudnia 2016 o 14:37

Jeszcze uda mi się coś naskrobać w tym starym roku. Długo się nie odzywałam, bo miałam ciężki okres. Coś ostatnio u mnie bywa za często. Jest ok, a zaraz na drugi dzień potrafi znów tak zbałamucić mój nastrój, że jestem okropna dla większości. Co to jest? Sama bym chciała wiedzieć i się tego pozbyć… Wszystko wkurza mnie na około. Nie wiem, czy to brak słońca. Czy może tego, że czasem czuję się jak uwięziona w jakieś wieży, ale z dwójką dzieci. Niby wychodzimy wszyscy razem – tu coś zjeść, tu na zakupy, tu do znajomych – ale nadal to dziwne…

Dawny rytm dnia

  • Napisane 28 marca 2016 o 21:06

Powrót do małej przeszłości.

Dzień ucieka jeden po drugim, że zapominam który dokładnie jest dzień tygodnia. Pilnowanie czasu, o której mała Ss. piła mleko i kiedy powinna znów dostać jedzenie sprawia, że te 3 godziny odstępu między jednym a drugim karmieniem skraca dzień z 24 godziny na jakby 12 godzin. Dokładnie tak samo uciekał mi czas, gdy A. była mała. Wstając rankiem nie zauważałam, kiedy robiło się już ciemno. Teraz dodatkowo jest jeszcze dwójka dzieci plus normalne do tego obowiązki i czas upływa jeszcze szybciej.

Wczoraj był jeszcze szybszy dzień, przez zmianę godziny. Gdy Papi przyszła na umówioną godzinę, czyli koło 11:00 nowego czasu zastała nas w łóżkach, bo kompletnie zapomniałam że został zmieniony czas i sugerowałam się starym czasem na zegarze ściennym.

Wielkanoc jak i lany poniedziałek minęły jak zwykła niedziela. W tym roku nawet nie udało mi się pofarbować jajek, ale za to upiekłam ciasto z bakaliami.

Zadziwiające jest to, że Ss. najlepiej i najdłużej śpi w moim łóżku, nawet kiedy śpi sama. Czego jest to powodem zastanawiam się. W łóżeczku też zdarzy jej się pospać ponad 3 godziny, ale jakoś zawsze na karmienie się wybudzi lecz gdy śpi w moim łóżku to nawet potrafi minąć godzina karmienia, a ona nadal śpi.

W piątek mamy Kirmes, czyli jak zawsze dwa razy w roku przyjeżdżają karuzele. W pierwszy dzień zawsze płaci się raz i dostaje się dwa bilety, więc w przypadku dwójki dzieci za jedno zapłacisz a drugie jedzie za darmo. Oferta zawsze jest od 15-18 godziny, więc zawsze zdążę obejść wszystkie karuzele. A na następny rok i Ss. będzie już jeździła na atrakcjach.

Ss. złapała jakąś infekcję oka i leci ciągle ropa. Ponoć zdarza się to i ponoć jest to dość normalne, co dla mnie obce bo A. nie miała takich problemów. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej i obędzie się bez wizyty u lekarza.

Mam nadzieję, że w tym tygodniu otrzymam pieniądze na konto i będę mogła dokończyć mieszkanie, które na to czeka.

 

Inness

Choroba, przyjemne święta, dzieci, tępy ex

  • Napisane 27 grudnia 2015 o 13:25

Patrzę kiedy był ostatni post. No tak, dzień przed moją chorobą.

Dopadło mnie tydzień temu okropne choróbsko. Tak duszący kaszel z zapchanymi zatokami, że nie spałam cały piątek (18.12).  19.12 byłam w szpitalu, ale tylko na daremno czekałam na badanie, bo nie przepisał lekarz mi nic. Dodatkowo pojawiła się gorączka. Przepisał mi tylko krople na katar dla dzieci. Tutaj, gdy kobieta jest w ciąży ma przeje*ane. I to dosłownie. W Polsce w ciąży też byłam chora i lekarz w szpitalu powiedział, że mam zażyć jakiś syrop na kaszel. Tutaj nie dawają nic. Kami nalegała bym spędziła u niej noc, na wypadek gdyby się pogorszyło i trzeba by znów jechać do szpitala. Więc zostałam u niej. W zeszłą niedzielę zebrałam się do domu. Dwa dni leżałam w gorączce. W poniedziałek 21.12 późnym wieczorem w końcu wrócił S. Ja straciłam głos na dobre. We wtorek pojechałam znów do lekarza, ale tylko kazał mi się inhalować rumiankiem, który nic nie pomaga. W środę, dzień przed wigilią byłam u Kami lepić pierożki i przygotować parę potraw. Gorączki już nie miałam, ale nadal zapchane zatoki i ostry kaszel. Mimo tego zrobiłyśmy, co zaplanowałyśmy. W wigilię, bo razem ją robiłyśmy w tym roku pojechałam z S. i A. do Kami. Zaczęłyśmy przygotowania i już po godzinie 17:00 zasiedliśmy do wigilijnego stołu.

Dzieci już nie mogły się doczekać, by dorwać się do prezentów. A. dostała wymarzony zamek dla koników My little Pony. Boże, zobaczyć jej reakcję, na ten wielki prezent było czymś niezapomnianym. Trochę się wykosztowałam, pomimo przeceny… Ale ten pisk, wrzask i szczęście na jej twarzy… Opłacało się. Wiedziała, że musi na niego zapracować. Myślała, że dostanie go na mikołaja, ale w związku z jej beznadziejnym zachowaniem w przedszkolu nie dostała. Ciągle rozmawiałam z nią o prezencie pod choinką. Jaki on będzie, czy znów kartofle i marchewki, jak to zwykle „niegrzeczne dzieci” dostają, czy być może jednak ten wymarzony zamek. W drugi dzień świąt, przyszła do mnie i powiedziała:

- Mamo, opłacało się być grzecznym.

- Dlaczego?

- Bo dostałam mój ukochany zamek dla koników.

Uśmiechnęłam się pod nosem.

No i w końcu dziś już normalny dzień. Po świętach. Ja dostałam piękną torebkę z imitacją skóry z krokodyla i kurteczkę zimową. Dla S. kupiłam kardigan wełniany, perfumy z kosmetykami i coś, co nie wiem jak się nazywa. Jakby maszyna do mierzenia odległości z punktu A do punktu B. Nie wiem jak to się nazywa, ale on takie coś sobie wymyślił. Stwierdził, że przyda się przy przeprowadzce, bo nie trzeba latać z metrem. Śniegu nie było w święta – jak zawsze.

Święta minęły bardzo fajnie. Za rok mam nadzieję, że również z Kami, ale tym razem u mnie na nowym mieszkaniu z 9 miesięcznym urwisem.

Wczoraj jeszcze dostałam wiadomość od byłego – po co do mnie pisze ten dupek, skoro wszędzie gdzie się dało, go zablokowałam. Pisał z Facebooka swojego brata, żeby mi przekazać, że sprawa jest w lutym i czy się stawię czy nie, ona i tak się odbędzie. Że napisał list do córki i że go wkrótce wyśle. Żebym się kiedyś nie zdziwiła podejściem mojej córki do mnie, przez to że uniemożliwiam mu kontakt z dzieckiem. I parę jeszcze innych bzdur.

Myślał pewnie, że serce mi w związku ze świętami zmięknie i zacznę go szukać. Pewnie przyszedł do jego mamusi brat z synem i serce go zakuło, że jego dziecko jest daleko i że nie może z nią spędzić świąt. No tak, to wszystko moja zasługa, ja jestem wszystkiemu winna… On przecież był grzeczny, to ja uciekłam bez powodu. Kontakt urwałam nie ze względu na jego obiecanki cacanki wobec dziecka, tylko dlatego że miałam taki kaprys. Swoje dyrdymały wypisuje, ale po co. Podkreśla w swojej wiadomości, że nic ode mnie nie chce więc po co wypisuje, że jest mu mnie żal? Skoro założył sprawę w sądzie i jest pewny, że beze mnie również się odbędzie to po co jeszcze do mnie pisze? Po co?????!!!!!! Zobaczymy jaka decyzja przyjdzie w styczniu z sądu.

Z drugiej strony jest tak aż tępy, by myśleć że zakłada sprawę przeciwko mnie i ja nie zostanę o tym przez sąd poinformowana? Że on sam musi pisać o tym i dopisywać głupoty? Rzygać mi się chce jego postawą… Czekam z niecierpliwością na decyzję sądu. Ale będę się śmiać, jeśli okaże się, że sprawa zostanie przesunięta ze względu na brak mojej obecności, lub gdy sąd odrzuci wniosek, bo sprawa będzie musiała odbyć się w Niemczech. Jego pewność siebie zmaleje i chciałabym widzieć jego minę.

Do tego jego list. On myśli, że wyśle list, ja siądę z 4-latką i będę jej czytać o bzdurach jakie tatuś wypisuje? On chyba zapomina, że to tylko dziecko czteroletnie a nie osiemnastoletnie…

 

Inness

Zabiegana. Ciężko w tym stanie

  • Napisane 18 grudnia 2015 o 11:14

Gdzież ja to byłam tak długi czas?

Szkoła, zakupy, latanina za prezentami, wizyta u lekarza, ustalanie kolacji wigilijnej, rozmowy z S. przez Viber.

W poniedziałek i wtorek po lekcjach szybki obchód na miasto, wymyślanie prezentów. Plus robię w tym roku Wigilię z Kami. Trzeba było ustalić to i to.

W środę byłam na mieście, po zakup prezentów. Byłam 3 godziny i myślałam, że już nie dojdę do autobusa, by dojechać do domu. Nogi całe spuchnięte. Miałam ubrane kozaki bez obcasu, ale czułam jakbym chodziła na szpilkach. Do tego uczucie płonących stóp i tysiące igieł wbijających się w pięty. Coś potwornego. Ale jakoś dałam radę dojechać, potem 3 piętro. Zejście na dół i dojście do przedszkola, by odebrać A. Tego dnia to było coś okropnego. Dopiero po kąpieli zrobiło się lżej.

W czwartek znów szkoła i po szkole ginekolog. Zrobiła mi USG i wyszło jednak, że będzie dziewczynka. S. nie chciał mi uwierzyć, bo myślał, że go kłamię. Ja natomiast przy badaniu pomyślałam – znów dziewczynka, a jednak. Trzymaliśmy się oboje mocniej myśli, że będzie chłopak. Ale jednak nie. Jedno wiem na pewno – więcej wiem o dziewczynkach, ekonomicznie tez będzie lepiej, bo wiele będzie rzeczy po A. No i ładniejsze imiona i łatwiej jest znaleźć dla dziewczynki. S. natomiast jest rozczarowany lekarzem, ponieważ mówiła, że na 90% będzie chłopak, on się nastawił i nici z tego. Prześpi się z tą myślą i przywykniemy do nowej wiadomości.

Co do S. – otrzymał już dokumenty we wtorek, ale najbliższy wylot jest w poniedziałek. Być może w poniedziałek wieczorem będzie. W poniedziałek również Kami ma urodziny. Rozmawiamy codziennie, ale telefon to nie to samo. Ja też nie przepadam za rozmowami telefonicznymi, wolę spotkać się i porozmawiać. Jakoś muszę wytrzymać do poniedziałku.

Prezenty popakowane, mam spokój. Święta za 6 dni.

A. ucieszyła się, że jednak będzie mieć siostrę.

Zwolnienie mam do 07.01.2016. Więc trochę odpocznę.

 

Inness

Porażka lotnicza odwołana. Odlot aktualny

  • Napisane 12 grudnia 2015 o 17:43

No i stało się…. S. dziś wylatuje. Właśnie oczekuje na lotnisku na samolot. Popłakałam się. Mimo tego, iż ostatnio nie były miłe dwa dni to i tak serce mi się kraje, jak mam być bez niego. Sama zasypiać i budzić się. Tylko A. mi pozostała. Nie wiem, czy zdąży wrócić do świąt. Na nic się nie nastawiam, ani na nic nie robię sobie nadziei. Zawiedzenie i rozczarowanie boli bardziej. Dopiero jutro rano będzie w Iraku. Cały wieczór i noc w podróży i w oczekiwaniu. Mam nadzieję, że uda się mu załatwić jak najszybciej te dokumenty. Wczoraj była M. – córka…

Menu dnia – ciężkostrawna atmosfera

  • Napisane 9 grudnia 2015 o 20:10

Achhhh… Zamiast iść lepiej, to wszystko spada na dno. Już wczoraj rano S. był naburmuszony. Ja natomiast nie dałam się wciągnąć w kłótnie. Poszłam na zajęcia, było mi naprawdę ciężko, byłam mega śpiąca przez nie wysypianie się, do tego ta choroba. Dociągnęłam do końca, ale jak już wchodziłam do domu, byłam wykończona. Na szybko zrobiłam obiad i najgorsze, że dzień wcześniej umówiłam się z Kami, że do niej wpadnę. Miała wizytę u dentysty i jak byłaby gotowa, miała mi dać znać. Myślałam, że zdążę zjeść obiad i się położyć na chwilę, ale napisała wiadomość z pytaniem: kiedy będę, bo już…

Rozmarzenie nad świętami

  • Napisane 2 grudnia 2015 o 17:52

Dziś pospaliśmy dość długo. Znaczy ja i A. Nie zaprowadziłam jej do przedszkola, bo tak naprawdę nie odespałam tego weekendu i czułam się senna. Ale jak teraz siedzę i marzę, by zasnąć to zauważam że nic to nie dało. Ciąża to jednak wiecznie wyczerpująca się bateria. Nawet jeśli nic nie robisz, myślisz by się położyć i przynajmniej chwilę przespać.

Zjedliśmy szybkie śniadanie, ogarnęłam mieszkanie, zrobiłam pranie i obiadek. Wpadła Papi – o matko i córko! Dotarła. Poczekaliśmy na S; aż wrócił z pracy i wszyscy zjedliśmy obiad. Potem cappucino, ciacho i pogawędki. S. walczy z telewizorem, by pojawiły się kanały. Nie udaje się jak na razie. Mam nadzieję, że do świąt zdąży :)

Święta… Czas wyżerki i prezentów. Wyżerka – jak najbardziej, choć w trakcie ciąży może to nie korzystnie wpłynąć na mój wygląd. Raczej w nowym roku będę wyglądać jak gruba ryba. Taaa, jeszcze większa niż teraz. Przerażająca wizja samej siebie. Przygotowywanie kolacji wigilijnej… Ujdzie, choć lepienie pierogów z brzuchem, przyrządzanie potraw z brzuchem może być wyzwaniem. Ale i tak najgorsze jest to kupowanie prezentów. Uwielbiam kogoś obdarowywać prezentem, nawet jeśli jest brak okazji. Czasem kupię coś dla A. i widząc jej uśmiech – jestem zadowolona. Czasem coś kupię i dla S. to też sprawia mi to ogromną przyjemność. Z resztą on też czasem z czymś przyjdzie. Czasem potrafi naprawdę mnie zaskoczyć pod względem ”prezentu bez okazji”. Ale prezenty na święta są okropne. Uwielbiam ten czas, gdy już wszystko mam i mogę je ładnie zapakować i czekają na ten dzień, by położyć je pod choinką. Najgorsze jest, co dla kogo kupić. Nie lubię prezentów nie trafionych. Wolę jak prezent wywoła uśmiech lub niedowierzanie na twarzy. A takie prezenty wymagają większego główkowania.

Lubię też w świętach to, że każdy jest w domu, czuć tą atmosferę świąt, każdy jest elegancko ubrany i wszyscy zajadamy pyszności przy stole. W tym roku nie będą one jeszcze takie, jakie mi się marzą. Ale w przyszłym roku będą one mam nadzieję lepsze. W lepszym mieszkaniu, w większym gronie… Będzie elegancko! :)

 

Innessoz