Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'przedszkole'.
Wyświetlam 1 - 10 z 15 notek

Stworzyć małego geniusza

  • Napisane 4 listopada 2016 o 22:13

Wczoraj byliśmy z A. na Laterne. Zrobiła nawet dwie, jedna była popryskana farbami a druga była z obrazkami. Namalowała na niej mnie, siebie, wózek w którym była Ss; ptaka i karmik dla ptaków. Rozbawiła mnie tym. Pośpiewaliśmy, zjedliśmy po hot dogu, A. zaliczyła 3 kubki ciepłego kakao. Ss. była za to okropna, płakała bez przerwy. Później porozmawiałam z jedną z przedszkolanek od A. Bardzo ją chwaliła. Mówiła też, że jej płacz i frustracje naprawdę się zmniejszyły do minimum. Potrafi sobie już z tym poradzić i nie dochodzi do takich krzyków. Pokazała mi tablicę, gdzie były praktycznie same obrazki pomalowane od A; stwierdziła że potrafi pięknie malować z całej grupy, wpada na fajne pomysły, potrafi stworzyć kreatywne rzeczy. Aż mi się miło zrobiło. Pokazała mi rzeczy, które udaje się jej rozwiązywać i nie ma wątpliwości, że w szkole poradzi sobie bardzo dobrze, a na pewno w pierwszej klasie, bo rzeczy które ona już opanowała są właśnie w pierwszej klasie.

Dziś byliśmy zameldować A. w szkole. Zobaczyła swoją przyszłą szkołę i bardzo jej się spodobał plac zabaw. Poszliśmy do biura i jakaś babka przyszła i przejęła A. a myśmy mieli załatwić papierkowe rzeczy. Później wezwano nas do pokoju, gdzie była A. i okazało się, że robiła jakieś zadania, które miały stwierdzić czy nadaje się już do szkoły i czy poradzi sobie z nimi. No i kobieta, która robiła z A. te testy znów zachwycała się moją córką. Powiedziała, że wykonała wszystko prawidłowo. Zna prawie cały alfabet, wszystkie liczby, wie która liczba następuje po kolejnej. Jedyne zastrzeżenie miała do sklejania zdań i że potrzebuje kursu językowego lub logopedy, który poszerzy jej zasięg słów po niemiecku i będzie potrafiła lepiej układać zdania. Ja sama w przyszłym tygodniu chcę w końcu znaleźć jakiegoś logopedę w pobliżu nas i zapisać ją. No i znów dziś ta kobieta z pokoju pochwaliła moje dziecko. Dziś to już się wzruszyłam. Udało mi się nie uronić żadnej łzy, ale mało brakowało. Oczywiście ze szczęścia i z dumy, jaka mnie rozpierała. Ostatnimi czasy słuchałam prawie tylko o jej frustracji i problemach w radzeniu sobie z nerwami. Owszem też były pochwały, że zdolna i w ogóle, ale moją głowę zaprzątały ciągle myśli na temat tego zachowania. Teraz kiedy w końcu słyszę, że jej furia w większym stopniu się zmniejsza i słyszę same pochwały to w środku czuję się szczęśliwa.

Zastanawiam się tylko, czy urodziłam geniusza z łatwo przyswajalną wiedzą, z tendencją do złych zachowań, czy może to zasługa tego że poświęciłam jej dużo czasu na wymyślanie przeróżnych rzeczy, zajęć, uczyłam ją tego malowania, pisania, liczb czy ostatnio odejmowania i dodawania do dziesięciu… Zastanawia mnie to. Ale będę miała okazję to sprawdzić na małej Ss. już nie długo. A. od małego lubiła się uczyć i poznawać przeróżne nowości. Okaże się. Bądź co bądź – jestem z niej ogromnie dumna!

Jutro wybieram się z Papi do fryzjera. Babski wypad. S. wziął wolne i posiedzi z dzieciakami, a ja idę zmienić wygląd moich włosów. Mam już pomysł na nie, tylko nie wiem jak będę w tym wyglądać. A w niedzielę wyprawiamy z Papi nasze wspólne urodziny. Ale tak naprawdę mamy je dopiero we wtorek! :) Jutro zapowiada się miły dzień. Bo co lepiej nie poprawia humoru niż wizyta u fryzjera?

 

 

Inness

Sierpniowy skrót i odwiedziny

  • Napisane 5 sierpnia 2016 o 12:42

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu.

Coś mnie dziś natchnęło, by tutaj napisać.

Bardzo dużo rzeczy się wydarzyło między mną a S. W większej ilości tych złych. To był naprawdę ciężki okres. Nie wiem dlaczego, ale kłóciliśmy się o takie pierdoły, że aż dziwo bierze – potem przekształcały się w wielkie problemy, nie rozmawianie między sobą, złości, nerwy, itp. Aktualnie jest lepiej, nie ma takiej katastrofy jak było przez ostatnie jakieś 3 miesiące. Nie wiem czy to również nie za sprawą nowego dziecka, nowego mieszkania, tak naprawdę od marca mieszkamy dosłownie w jednym mieszkaniu i te resztki „dotarć” chyba się ukazały i które trzeba było jakoś przejść. Rozmawialiśmy, próbowaliśmy jakoś rozwiązywać na bieżąco owe problemy, ale nie na długo się to udawało. Teraz jest lepiej.

A. jednak poszła do innego przedszkola, do tego że tak to ujmę „specjalnego”, gdzie zamiast zwykłych przedszkolanek są psycholożki. Zaczęła od tego poniedziałku. Podoba jej się, panie również polubiła, mniej dzieciaków w grupie jest bo tylko 8 razem z nią. Na razie to tylko pierwszy tydzień i tylko raz jak na razie był płacz, co będzie – się okaże. Dojeżdża do przedszkola małym busem, bo taką ma możliwość to przedszkole. Rano wychodzimy pod dom i czekamy, aż przyjedzie a potem odbieram ją również spod domu. Wczoraj jechała pierwszy raz i powiedziała, że podoba jej się jeżdżenie z tym kierowcą i nie ma z tym problemu, jeżdżą również inne dzieci tym samym busem.

Ss. za chwilę skończy 5 miesięcy. Taki mały śmieszek się z niej zrobił, że szok. Najbardziej uśmiecha się do A. Śmieje się też na głos, zajada już serki, jogurty, słoiczki i domowe dania. Wszystko wkłada do buźki, wydaje przeróżne dźwięki z siebie, w ogóle jest bardzo kochana. A. jak tylko rano wstaje zaraz przylatuje koło jej łóżeczka i wita się z nią uśmiechem, mówi do niej słodko, śpiewa. Pomaga mi również gdy ja jestem przykładowo zajęta robieniem obiadu, a mała płacze to zagaduje ją, podaje jej smoczek. W sumie to jestem w lekkim szoku, że aż tak będzie blisko z nią, nie wiem czy to kwestia wieku czy czego, ale podejrzewałam że raczej będzie to tak wyglądało, że mała się urodzi no to ŁAŁ, SUPER, SŁODKO i szał minie, ale jednak nie.

Co z nowości? W poniedziałek, a raczej w niedzielę w nocy wyjeżdżamy do Polski na 3 dni. Mojej mamie będą remontować dach w bloku i wszyscy lokatorzy muszą na czas remontu opuścić mieszkanie. Zaproponowałam jej by przyjechała do nas, ale oczywiście ciężko było ją namówić. S. wypalił z pomysłem, że on po nią pojedzie, ale problem jest z językiem, bo on po niemiecku a ona tylko po polsku i co tu robić 8 godzin w aucie? Więc przedstawiłam mamie pomysł, że przyjedziemy wszyscy po nią i zabieramy ją do nas. Nadal nie była przekonana, bo musi pozałatwiać swoje sprawy i nie wie jak to będzie wszystko wyglądało. Ale w zeszły czwartek zadzwoniła do mnie i powiedziała, że udało się jej załatwić co musiała i że może przyjechać. Więc w poniedziałek będę w Polsce a w środę wracamy z powrotem, bo S. nie przepuścił by okazji by nie wejść do jego ulubionego sklepu „Biedronka” hahaha. Pokochał ten sklep, ale w sumie nie wiem za co. Dodatkowo we wtorki jest w mojej miejscowości targ więc stwierdził, że jeden dzień będziemy tam i potem powrót.

Ja zakupy już zrobiłam, trochę słodyczy dla rodziny, popakowałam. Jeszcze muszę spakować nas i w niedzielę wyruszamy. Nie wiem jak Ss. zniesie taką dłuższą podróż, ale małe dzieci na ogół śpią w aucie, więc mam nadzieje, że i ona będzie. Także w sierpniu będę mieć odwiedziny – moją mamę, która jeszcze nigdy nie była za granicą :)

 

Inness

Kłopoty z przedszkolem i dokumentami

  • Napisane 15 kwietnia 2016 o 21:11

Z nowym przedszkolem od A. może być problem, jak to ujęła dyrektorka teraźniejszego przedszkola. Dzwoniła do nowego przedszkola i jak się okazało jest dużo dzieci w jednej grupie i jeszcze mniej opiekunek niż w starym przedszkolu. Podsumowała, że ma obawy co do tego przedszkola, bo przez zachowanie A. która ponoć potrzebuje swojej uwagi będzie z tym problem przez małą ilość opiekunek. Nadal jej zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Tylko, że dojazd do starego przedszkola jest uciążliwy. Stwierdziła, że jeśli myślę o przeniesieniu A. do innego przedszkola to uważa iż lepsze byłoby przepisanie jej do specjalnego, gdzie opiekunowie są psychologami i lepiej radzą sobie z takimi dzieciakami. Ma się zorientować do poniedziałku w których są wolne miejsca i ma mi dać znać. W razie dalekiego przedszkola jeżdżą ponoć specjalne samochody, które zabierają dzieciaki z jakiegoś przystanku i przywożą w to samo miejsce, gdzie rodzic musi odebrać dziecko. Mam się nad tym zastanowić. Najpierw i tak wolę się przejść do takiego przedszkola i zorientować się jak owe wygląda i jaki tam panuje system.

Oczko Ss. poprawiło się, ale za to pojawiła się okropna wysypka na twarzy i szyi. Podejrzewam, że to potówki i nie podoba mi się to. Do lekarza na bilans nie przyjęli nas z powodu braku zaświadczenia z ubezpieczalni, że dziecko jest ubezpieczone. Oczywiście nie mam jeszcze takiego dokumentu, bo nie mam jeszcze aktu urodzenia, bo mieliśmy problem z wyrobieniem go. Ale dziś w końcu dzwonili, że w poniedziałek jest do odbioru i w końcu w poniedziałek możemy ruszyć się z dokumentami, ubezpieczeniem i pieniędzmi dla Ss. Wizyta u lekarza została przesunięta na 25 kwietnia.

Papi jest już w Polsce. Pojechała do Warszawy pozwiedzać. Jak się okazuje mój „ojciec” z którym nigdy nie miałam kontaktu, w tamtym roku znalazł nas na Fb i zaczął pisać. Ja zerwałam kontakt po paru wiadomościach, bo nie czuję żadnej potrzeby by go ciągnąć. Natomiast Papi pisała z nim i chciała się z nim spotkać, podczas wizyty w Warszawie. On sam mieszka koło Wawy więc do spotkania doszło. Nie wiem jak to wszystko się potoczyło. Opowie mi pewnie po przyjeździe, podsumowała tylko że jest bardzo w porządku.

Chcieliśmy zrobić grilla w niedzielę, ale oczywiście pogoda się popsuła i zaczęło padać i ma padać do niedzieli, więc odpada.

 

Inness

Małe nowości i rozmyślenia nad urlopem do Polski

  • Napisane 7 kwietnia 2016 o 23:21

Dzień za dniem.

Dostałam w końcu przelewem pieniądze za kaucję no i w końcu zakupiłam komodę, na którą muszę poczekać bo nie było jej na stanie, więc muszę poczekać z końcowym uporządkowaniem rzeczy z przeprowadzki. Ale dziś kupiliśmy firany i pokoje w końcu wyglądają jak pokoje.

W przyszłą niedzielę Ss. będzie mieć miesiąc. Coraz mniej śpi za dnia, obserwuje wszystko dookoła. W przyszły wtorek pierwszy bilans, czyli pomiary, szczepionki i inne duperele. Oj będzie płacz nie z tej ziemi.

U nas znów Kirmes. Byliśmy w zeszły piątek i jutro znów chcemy się wybrać, bo jest do niedzieli. Udało mi się nawet przejechać na dwóch z nich, ale na takich lajtowych. Jest jedna na której jeszcze nigdy nie jechałam, ale boję się ze względu na nie dawną operację – cesarkę. Jednak jest to otwarcie brzucha i zszywanie, więc mam obawę że coś mogło by się „poluzować”, że tak to ujmę.

Papi wyjeżdża w niedzielę do Polski, tym razem do stolicy gdzie ja jeszcze nie byłam, a na końcówce urlopu wybiera się do rodziny. Chcę coś kupić moim siostrzenicom, ale nie mam pojęcia co. Jedna ma pół roku, a druga 10 lat. Szukałam jakiegoś pomysłu w internecie, ale nic konkretnego nie znalazłam.

Udało mi się znaleźć nowe przedszkole 300m od mojego mieszkania. Niestety przyjęcia dzieciaków są od nowego roku, czyli od 1 sierpnia więc jeszcze 4 miesiące A. będzie musiała dojeżdżać kawał do starego. Jest to poniekąd uciążliwe, bo codzienne dojeżdżanie wiąże się z paliwem, no i ja sama nie mogę jej zawieźć. A co za tym idzie, nie wiem tak dokładnie jak wygląda sprawa z przedszkolem, co nowego itp. Czasem uda mi się zabrać z S. i odebrać ją z przedszkola. Na początku była smutna, że jeździ tylko z S; ale już się przyzwyczaiła. Teraz uczy się, a raczej próbuje jeździć na urodzinowych rolkach, bo jednak owe zostały zakupione. Po pierwszej próbie załapała równowagę na tyle by ustać sama w ubranych na nogach rolkach, z czego była bardzo z siebie dumna.

S. coraz częściej wspomina sprzed dwóch lat nasz urlop w Polsce, bo bardzo mu się spodobała i mówi, że chciałby pojechać i w tym roku, bo w tamtym nam razem się nie udało. Planuje coś na wakacje, ale nie wiem jak to będzie wyglądało ze względu na koszta no i na podróż z malutkim dzieckiem. Choć jazda autem różni się czasem dojazdu wobec podróżą autobusem. Ale do wakacji jest jeszcze wiele czasu i zobaczymy jak to się potoczy.

Z drugiej strony jak pomyślę, że gdyby ex dowiedział się, że przebywam w Polsce pewnie znalazł by się pod domem mojej matki w celu zobaczenia się z córką, co kompletnie mnie fakt ten nie cieszy. Po całym zajściu tej jego nie udanej sprawy w sądzie i brakiem jakiegokolwiek kontaktu z dzieckiem…. Mogłoby być dość ostro. Do dziś nie mamy ze sobą kontaktu i nie ubolewam nad tym. Wręcz przeciwnie, mam święty spokój. A. nadal kompletnie o nim nic nie mówi. Tak jakby on dla niej nie istniał. Cóż się dziwić, ma dopiero 5 lat. No ale mimo wszystko, myśl o zobaczeniu jego wizerunku napawa mnie mdłościami.

 

Inness

Urodziny A i klucze do nowego mieszkania

  • Napisane 23 lutego 2016 o 22:35

No i klucze ładnie odebrane. Jestem MEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEGA zadowolona!!!! Jak i S. Kopary nam opadły, jak weszliśmy do mieszkania. Wszystko odnowione, nowe, łazienka od podstaw wyremontowana, ściany przygotowane do malowania. Jest o wiele lepiej niż przypuszczaliśmy, że będzie. Przede wszystkim cieplutko i ładnie. A jak dojdą dzisiejsze tapety i farby, które razem wybieraliśmy pół przedpołudnia to będzie jeszcze piękniej. S. nawet odpalił jakiś taniec w przedpokoju, to chyba był taniec zachwytu  Od jutra S. zaczyna pracę nad ścianami i cała resztą. Ja natomiast muszę przygotować się do jutrzejszego przyjęcia urodzinowego od A. Dziś moja córeczka kończy równe 5 lat!!!!!!  Napompowanie tych…

Tłusty czwartek! Smacznego!

  • Napisane 4 lutego 2016 o 10:48

Tłusty czwartek, a ja nie zjadłam ani jednego pączka… Wczoraj zjadłam jednego i bardzo mi smakował. Uwielbiam pączki. Dziś rano, gdy chciałam poczesać A. do przedszkola zauważyłam, że coś się rusza we włosach. No i po przeglądzie zauważyłam te cholerne wszy. Cholera, tydzień nie była w przedszkolu. Teraz poszła na dwa dni i już znów coś przyniosła. Jedynym faktem pocieszającym jest to, że A. nie posiada grubych włosów. Ma dokładnie takie jak ja, czyli cienkie. Po wizycie u ginekologa muszę kupić szampon i zacząć kurację. Od paru dni ciągle mam zatkane ucho. Mam krople, ale S. nalega bym nie brała…

!!!!!!!!!!!!!!

  • Napisane 27 listopada 2015 o 17:39

Ohhhh…. Wczoraj była makabra… A. znów narozrabiała w przedszkolu. Ja wychodzę z siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!

Poszło o głupotę, jak zawsze, a skończyło się na opluciu, ugryzieniu i zbicie przedszkolanki przez A. Ja do głowy dostaję. Co jeszcze mogę zrobić, by ona w końcu się opamiętała na dobre? Nie mam ochoty w ogóle oddawać ją do przedszkola, by potem wysłuchiwać takich rzeczy o niej. Dobija mnie ta sprawa z nią. Nie mam na to już żadnych słów…!!!!!!!!!!!!!!

S. nie pojechał wczoraj, ale ma ponoć wyjechać we wtorek. Wolałabym, żeby nigdzie nie wyjeżdżał, ale z drugiej strony patrząc na moje zmienne stany humorów, chyba przyda mi się pauza, wyciszenie, trochę samotności, odpoczynku, czy jakkolwiek by to nazwać… Sama nie wiem. Po wczorajszej akcji A. znów wszystko mnie irytuje i mam dość. To trwa już rok i nie puszcza. Na samą myśl o tym łapie mnie taki wkurw, że nie umiem tego opisać. Ileż można…

Wczoraj byłam też u ginekolog. Nie robiła mi USG, ale zbadała, próbowała znaleźć serduszko i posłuchać, ale jak zawsze nie dało się uchwycić. Słyszałam tylko przez moment. Jedyna dobra wiadomość ze wczoraj, to to, że nie muszę czekać do końca stycznia, bym dostała to cholerne zwolnienie do końca ciąży, tylko przy następnej wizycie mi wypisze. Oby, bo nie wyrabiam. We wtorek siedziałam ze łzami w oczach na lekcji, zero dobrego samopoczucia, ból pleców, zero koncentracji. Przepisała mi też wczoraj pas podtrzymujący brzuch, by odciążyć plecy. Mam nadzieję, że pomoże na tyle bym nie miała takiego bólu jak wczoraj, gdy wróciliśmy od lekarki. Gdyby nie S. i ten masaż, to nie ruszyłabym się już do następnego dnia z łóżka…

Chciałabym zasnąć snem jak misie na zimę i przespać to co złe, cały okres, który został do porodu, poród i przeprowadzkę.

 

Inness

Kolejne rozmowy i szukanie rozwiązań

  • Napisane 17 listopada 2015 o 17:25

Poruszyłam dziś na zajęciach temat A. z nauczycielką, bo w końcu ona powinna znać lepiej temat. Opowiedziałam pokrótce jak sprawa wygląda i co wczoraj powiedziała mi przedszkolanka. Ona niestety nie słyszała nigdy o przedszkolach innych niż zwykłe, ale obiecała się zapoznać i mnie doinformować. Jeśli chodzi o tę szkołę specjalną, powiedziała bym na zapas się nie martwiła, bo to w końcu jeszcze szmat czasu, kiedy A. będzie musiała iść do szkoły i być może do tego czasu się ogarnie. A jeśli nawet nie, to zawsze mogę ją dać do szkoły w wieku 7 lat a nie 6.

Jakieś pocieszenie dla mnie to jest. Być może, jak nie uda się tego okiełznać do 6 roku życia, to być może starsza o rok będzie inna i wtedy uda się ją dać do szkoły bez obaw… Z lepszą nadzieją przy duszy postanowiłam znów dziś porozmawiać, ale tym razem z dyrektorką z przedszkola. Powiedziałam, nad czym myślałam wczoraj i dziś. Ona powiedziała, że ciągle szukają jakieś pomocy, w sensie jak pomóc A; by uciszyć te nie potrzebne nerwy, że jest w przedszkolu pewna pani, która może codziennie rano przez pół godzinki z A. pouczyć się niemieckiego, bo być może wtedy coś się zmieni. Myślę, że może i nie tak dobra znajomość języka przeszkadza jej w danym momencie, gdy nadchodzi ten cały wybuch. Oczywiście się zgodziłam, bo chcę wszystkiego spróbować by pozbyć się tego zachowania.

Jak zostałam znów poinformowana, A. znów dziś krzyczała, ale potrafiła się szybciej niż wcześniej uspokoić.

Gdy mnie zobaczyła, jak przyszłam ją odebrać przyznała mi się sama od siebie, że była afera. Nie skłamała jak co dzień. Poczułam, że jednak z wczorajszej naszej rozmowy coś wyniosła.

Zobaczymy, co będzie dalej.

 

 

Przykre wiadomości

  • Napisane 16 listopada 2015 o 18:54

Niezbyt miła wiadomość w połowie dnia do mnie przyszła.

Poszłam odebrać A. z przedszkola. Przedszkolanka zaraz podeszła, bo chce ze mną porozmawiać. Już miałam nogi jak z waty… Poinformowała mnie, że z A. nadal nie ma poprawy. Nadal są krzyki i płacze. Nie słucha innych pań, poza nią lecz i tak nie obywa się bez tych przykrych rzeczy… Zapytała czy w czwartek, następny poniedziałek i wtorek A. może zostać w domu. Na pytanie „dlaczego” odpowiedziała, że jej nie będzie w tych dniach, a inne przedszkolanki z grupy nie dają sobie z nią rady, bo tylko ona jakoś potrafi ją szybciej uspokoić, by nie doszło do większych afer i rzucaniem czymś. Odpowiedziałam, że w czwartek nie ma sprawy, ale z przyszłym tygodniem będzie ciężko, bo muszę być na zajęciach. Powiedziała również, że jednak w przyszłym roku będzie musiała iść do innego przedszkola, w którym są mniejsze grupy dzieciaków i przedszkolankami są psycholodzy. A jeśli to nie pomoże, to nie będzie mogła iść do normalnej podstawówki, tylko do specjalnej.

Nie bardzo wiem, na czym polega tutaj szkoła specjalna. Zaczęłam szukać w internecie. To szkoła dla upośledzonych dzieciaków, niepełnosprawnych lub z problemami w nauce czy zachowaniu.

Przyszłam do domu i się rozpłakałam, bo niezbyt miło jest słuchać takich rzeczy o swoim dziecku. Czytam o tej szkole i jest mi strasznie przykro. A. jest naprawdę mądrym dzieckiem, potrafi ładnie malować, rysować, zna literki, cyferki, potrafi się też ładnie bawić, szybko się uczy. Ale co z tego, jeśli przez swoje krzyki i płacze w przedszkolu o głupoty niszczy sobie szansę na zwykłą, normalną edukację. Serce mi się kroi….

Po raz kolejny rozmawiałam z nią dziś, najbardziej przykre jest dla mnie to, że codziennie gdy już ją odbieram sama mi woła, że była dziś grzeczna i że nie kłamie. A jednak… Boi się konsekwencji i dlatego chyba się nie przyznaje… Próbowałam jej wytłumaczyć, że przez swoje zachowanie może zostać wypisana z przedszkola, że będzie musiała iść do innego, że nie będzie tam kolegów i koleżanek z dotychczasowej grupy, że jeśli nadal tak będzie to i do szkoły pójdzie innej. Wszystko przez to zachowanie.

Widziałam jak jej przykro było, że się popłakała. Powiedziałam również, że wiem doskonale, że jest mądrą i bardzo zdolną dziewczynką i że nie chcę jej dawać do innego przedszkola, czy troszkę innej szkoły. Próbuję jej jakoś to wyperswadować.

Przestała – mam nadzieję, bo przedszkolanka mi już nie donosi takich rzeczy – rzucać stołami i krzesłami i czym popadnie, to mam nadzieję, że też przestanie się tak zachowywać.

Oby, bo moja nadzieja powoli się wypala.

 

Inness

Świecące latarnie

  • Napisane 2 listopada 2015 o 22:49

Mam ostatni tydzień wolnego. Dostałam dziś wiadomość na komunikatorze, od koleżanki z zajęć, że jest totalna katastrofa i nic nie rozumie. Ja mam już 2 tygodnie zaległości, więc ja dopiero nic nie zakumam. Na razie mam to gdzieś, cieszę się wolnymi dniami od szkoły i możliwością pospania dłużej. A. miała dziś w przedszkolu „Laterne”. Mieli przyjść rodzice z dzieciakami, mały poczęstunek, śpiewanie piosenek, a potem dzieciaki poszły z przedszkolankami. Rodzice musieli się przejść dość kawałek na takie choćby boisko, które mieści się w parku i tam zaczekać na dzieciaki. Przyznam, że stanie w ciemnościach, w niezbyt ciepłych warunkach i to…