Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'prezent'.
Wyświetlam 1 - 6 z 6 notek

Zbliżające się urodziny i bardzo dobry zakup

  • Napisane 28 września 2016 o 20:28

Wczoraj dostałam przepiękny bukiet jesienny od S. ma się rozumieć. Co prawda wspominał rano, że ma dla mnie niespodziankę ale zdziwiłam się, że to kwiaty. Kiedyś były dość częstym prezentem bez okazji i dawno już od niego żadnych nie dostałam (pomijając te w doniczkach). Postarał się chłopaczyna. Myślę nad prezentem dla niego na urodziny, które wypadają na początku października. Wspominał kiedyś, że chciałby skrzynkę na narzędzia. Problem w tym, że ja na takich rzeczach się nie znam. Nie wiem jaka może mu się akurat przydać. Podpytałam kiedyś czy ma jakąś na oku i tak oto dowiedziałam się nazwę sklepu i…

Praca nad mieszkaniem i stereotypy dla dzieciaków

  • Napisane 9 marca 2016 o 22:42

No tak, wczoraj położyłam się przed północą więc dziś o 7:00 już miałam pobudkę. Czułam, że jestem dość wyspana, bo 100% wyspana napisać nie mogę. Dlatego, że i tak wybudzam się ze snu w nocy, więc sen przerywany jest. Ale było lepiej. Popracowałam dziś, skończyłam rozpakowywanie łazienki, wysprzątałam ją. S. powiesił co miał, czyli firankę w sypialni, zegary, obrazki, garderobę i parę innych rzeczy. Na koniec umył podłogę w całym mieszkaniu. Ja po godzinie 18:00 z kolei czułam, że znów zmęczenie i chęć spania bierze górę. Na końcówce ciąży, jak dla mnie wysiłek szybko mnie męczy i tylko oczy uciekają mi w kierunku łóżka.

Założyłam dziś w końcu poszewki na pościel dziecka i ładnie prezentuje się cały komplet z baldachimem. Wybrałam pomarańczowy kolor z misiami, bo nienawidzę różu. Nie lubię tego stereotypu: dziewczynka – róż, chłopiec – błękit. Dla mnie to jakaś paranoja. Gdy byłam w ciąży z A. nigdy jej nie kupiłam różowego ciuszka, wszystko co było różowe dostała od kogoś. Wózek też miałam najpierw niebieski, a potem czerwono-czarną spacerówkę. Ty razem zrobiłam tak samo, ciuszki dominują w kolorach niebieskich, zielonych, kremowych, siwych, pomarańczach i innych jeszcze. Wózek czarny-beż. S. powybierał parę rzeczy różowych, więc przecież się nie będę stawiać. Nie żebym szła z jednej skrajności w drugą. Owszem dziewczynka może mieć ten róż, ale nie wszystko w różu. Od bluzeczki poczynając, kończąc na smoczku. Kiedyś widziałam zdjęcie od koleżanki na FB, która spodziewała się córki – jaki pokój jej urządziła. Tapeta różowa, w różowe kwiaty, łóżeczko różowe z różowym wypełnieniem i różowe miśki. Boże, myślałam że oślepnę. Lub co najmniej wypaliło mi całą paletę barw z oczu, oprócz różu. Nie lubię, nie, nie… Jak ktoś tak woli, proszę bardzo. Dla mnie to przesada.

Jutro muszę kupić prezent, bo A. dostała dziś zaproszenie na urodzinową imprezę od kolegi z przedszkola. Przyjęcie odbywa się w piątek, więc ja wybiorę się z A.   S. za ten czas pomaluje przedpokój, bo nadal czekaliśmy z malowaniem. A w sobotę wyruszam do szpitala. Boję się, ale co ma być to będzie…

Mam okropną zgagę po mięsie mielonym. Cholerną… Dziś S. zrobił pizzę na obiad. Jedną z mięsem mielonym i pomidorami, drugą z tuńczykiem, papryką, pieczarkami i trzecią margheritę. Pyszne, ale ta zgaga teraz jest okropna. Wszystko przez ciążę. Do tego puchnące dłonie. Prawa jest najgorsza, bo nią najwięcej pracuję. Rano nie umiem nic chwycić dłoniami. Nie potrafię palców zgiąć, bo bolą jak cholera. Później przestaje, ale w ciągu dnia potrafi ból wrócić kilkakrotnie…

 

Inness

Walentynki i Megu :)

  • Napisane 14 lutego 2016 o 18:21

S. zwolnił się z pracy w piątek. Po ponad tygodniowej napiętej atmosfery w pracy i afery z szefem w piątek, S. ubrał się i wyszedł. Szuka następnej. Dziś walentynki. Prezent dostałam już po północy, piękne orchidee i śliczny komplet piżamy w ulubionym fioletowym kolorze. W związku z tym podłym i okropnym tygodniem, jaki przeżyłam pod względem psychicznym nie wybrałam się na miasto i nie kupiłam mu nic. Jedynie przyszła w piątek rzecz z Brytanii, którą zamówiłam i miało być jedną częścią z prezentu dla S. Było to serce z napisem I love you i klucz pasujący do serca z podobnym…

Bomba w końcu wybuchła…

  • Napisane 12 lutego 2016 o 17:20

No i wybuchłam. Wczoraj. Myślałam, że się uspokoiłam, że wszystko już w normie. Ale pojawił się problem, który przełamał wszystko co do tej pory trzymałam i starałam się uporządkować w głowie. Wybuchłam ogromnym płaczem, że nie potrafiłam złapać oddechu. Zwymiotowałam nawet. Później było mi cholernie zimno i trzęsłam się, sama nie wiedząc dlaczego. Byłam jak naładowana bomba, która może się uruchomić od byle czego. Dziś już jest lepiej, choć nie mogłam spać do 3:00… Przez to jestem zmęczona i mam napuchnięte, zmęczone oczy. Ale widzę, że jest poprawa z samopoczuciem. Potrafię w końcu po prawie całym tym cholernym tygodniu się…

Dwukołowy prezent!

  • Napisane 13 kwietnia 2015 o 22:24

Zawsze wpadam tu co trzeci dzień… Już od dłuższego czasu.. Czemu? Nie mam pojęcia. Weekend był mieszanką wybuchową. Trochę przyjemności pomieszane z tęsknotą. Nerwy razem ze śmiechem. Stres połączony z melancholią. Wszystko naraz. Na szczęście wszystko już wróciło do normy. W końcu! Do kiedy? Nie chce nawet myśleć. Rano lekarz – dwie szczepionki (ponawiane). Później skoczyliśmy na szybkie śniadanie lub lunch z S. czyli zupa z mięsem i jogurtem. Spóźniona, ale najedzona poszłam na zajęcia. Przesiedziałam jakoś z katarem, który mnie złapał od rana. Po szkole poszłam do drogerii, bo okazało się że mają fajne promocje. Skoczyłam jeszcze szybko do…

Czarne farbowanie

  • Napisane 10 stycznia 2015 o 22:27

Ogarnęłam wczoraj wszystko to co miałam zrobić i choinka zniknęła. Oficjalnie brak jakichkolwiek śladów świąt.

Dziś miałam błogie lenistwo sobotnie i jutro pewnie będzie to samo, jak zwykle u mnie w niedzielę.

Zafundowałam sobie dziś nowy kolorek włosów i kolor wyszedł – jakby to ująć najdelikatniej – całkowicie inny. Z jakieś dwa miesiące temu rozjaśniłam się i to dwa razy, bo moje włosy to krótko ujmując katastrofa. Po drugim rozjaśniaczu paliła mnie skóra, ale twardo nałożyłam dodatkowo farbę już z wybranym kolorem. I nic to nie pokryło! Miałam w tamtej chwili 3 kolory na głowie! Był już wieczór, więc z rana czapka na głowę i jechałam do drogerii po troszkę ciemniejszy odcień, żeby uzyskać jeden kolor. Na efekcie końcowym i tak miałam średni jasny brąz z odcieniami.

W grudniu dostałam prezent na Mikołajki od S. Co było w środku? Między innymi farba ciemny brąz! Myślałam, że zemdleje! Prawie paliły mi się włosy, rozjaśniałam je przez 3 godziny, a On kupuje ciemny kolor! Więc od razu pytam grzecznie:

- To jakiś podtekst?

- Nie, skądże. Nie wiedziałem co Ci kupić, więc pomyślałem, że dobrze jest mieć farbę w zapasie.

- Przecież wiesz, że rozjaśniałam dość DŁUGO włosy na jaśniejszy odcień. Skąd pomysł na taki ciemny kolor? Przecież teraz tego nie zrobię…

- Przecież nie musisz teraz, czy za miesiąc, ale kiedyś…

 

Dał mi do myślenia. I tak, mimo jego zaprzeczeń znalazłam podtekst w tym co powiedział. Ale w zeszłym miesiącu doszłam do wniosku, że jednak taki odcień brązu jaki sobie fundnęłam nie do końca mi pasuje. Moje pierwsze farby to były szamponetki, wiesz jako nastolatka chciałam zaszaleć. Później przeszłam na czerń i tak dłuuugie lata tak zostałam. Później przyszła moda na czerwień. Przefarbowałam się, ale na ciemniejszą, nie na tą prawie krwistą. I tak zaczęły się próby z rozjaśnianiem. No i dziś miał być ciemny brąz a jest czerń! Gdzie ten brąz? Nie wiem, ale po takim czasie bez czerni jakoś ciężko mi to przełknąć.

Jutro będzie lepiej. Muszę się z tym przespać!

Dobranoc!

Czarna Inness