Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'poród'.
Wyświetlam 1 - 5 z 5 notek

Strach przed jutrzejszym!

  • Napisane 11 marca 2016 o 21:48

Mój ostatni wpis jako ciężarna…

Jutro na 9:00 mam być w szpitalu, by wywołać poród. Oczywiście nie wiadomo, czy załapie za pierwszym razem bo nie zawsze to wychodzi. Jestem tydzień po terminie. Co u mnie bywa już normalką. Sęk w tym, że strach oblatuje mnie przed samym bólem i przed znów długim oczekiwaniem na przyjście skurczy.

Z A. przebywałam 3 tygodnie w szpitalu zanim doszło do porodu. Jak pomyślę, że tym razem mogę tyle tam być to odechciewa mi się wszystkiego. Najgorzej ze względu na A. Aktualnie jest u Kami, ma się nią opiekować do porodu. Ale mimo wszystko A. potrzebuje mnie, potrzebuje matki. Wystarczy, że „ojca” ma kretyna. Kami ma córkę, więc podczas zabawy zapomni, że mnie nie ma lecz matka to nadal matka. Dziś prawie się rozpłakałam, jak tłumaczyłam jej że nie będziemy się widzieć przez parę dni, tak jak to zwykle bywa. Zapewniłam, że będę dzwonić do niej i że jak wrócę już ze szpitala, to będzie mieć siostrzyczkę. Ona przytuliła się mocno i powiedziała: Kocham cię bardzo mocno. Wzruszyłam się.

Dziś byłyśmy jeszcze razem u kolegi A. na urodzinach. Tort był przepyszny. Impreza była miła. Dziś również obchodzi urodziny ex, „ojciec” A.  Kończy dziś 33 lata i pomyśleć, że na koncie ma już utratę rodziny plus dług przez siebie zrobiony na 100 tys. Nieźle, jak na taki wiek. Ale sam sobie winien.

Idę się jakoś „zrelaksować”, bo moja głowa ciągle przy jutrzejszym dniu. Obejrzę jakiś film i coś zjem. A od jutra walka. Z jednej strony chciałabym być już po, ale z drugiej ten ból i ten strach… Katastrofa.

Do usłyszenia jako matka dwójki dzieci!

 

Inness

Kochany S. i cholerne zmęczenie

  • Napisane 8 marca 2016 o 22:43

Dziś S. mnie zaskoczył z rana i złożył mi życzenia z okazji dnia kobiet. Myślałam, że zapomniał bo w tamtym tygodniu tylko wspomniałam, że w Polsce obchodzi się dzień kobiet to tylko się zaśmiał, co to za święto. W Niemczech też niby jakieś święto, ale nie na taką skalę jak u nas. Więc przygotowałam się, że S. pochodzący z całkiem innego zakątka świata plus mieszkający w Niemczech, gdzie nie obchodzi się tego w takim stopniu, jak u nas zapomni i będzie musztarda po obiedzie. Ale rano złożył życzenia, ucałował i gdy wrócił z piekarni z bułkami, trzymał bukiet kwiatów. Bardzo miło z jego strony.

Pomimo tego, iż jest innej wiary i ma inna kulturę. Nasze święta różnią się bardzo od siebie, świętujemy całkiem inaczej i inne rzeczy, to i tak jest zdania, że związał się z Polką więc i moje święta są jego świętami. Gdy mamy Boże Narodzenie, Wielkanoc, Walentynki, Dzień kobiet czy urodziny to on tak samo chce to ze mną świętować. Jeśli chodzi przykładowo o Wigilię, to jest w to tak samo zaangażowany jak ja. Ja też nie odstaję i choć nie czuję jego świąt, to też angażuję się w przygotowanie jedzenia i w to, by był to miły dzień dla niego, dla nas.

Ja od wczoraj jadę na resztkach sił. Wstaję rano, a raczej mam ogromny problem ze wstawaniem. Czuję się jakby wiecznie brakowało mi snu, sił i dalszej motywacji do działań. Ciągle oczy mi się zamykają, jak tylko na chwilę usiądę. Trochę mnie to przeraża, bo im bliżej porodu, tym bardziej czuję się bezsilna i bez jakiegokolwiek powera.

Przez brak sił i ciągłe uczucie zmęczenia, nie jestem aż tak bardzo myślami przy porodzie i przy tym całym towarzyszącym bólu, ale wiem że czeka mnie coś okropnego powiązanego z czymś niezapomnianym. Z jednej strony chciałabym urodzić naturalnie, poczuć jak to jest gdy zaraz po wyjęciu dziecka widzisz je i możesz dotknąć. Ale jestem przerażona bólem, okresem oczekiwania i z tego powodu wolałabym cesarkę lecz znów po operacji będę dłużej czuła się okropnie. Ogólnie z jakiej strony by nie spojrzeć, to wszystko jest do dupy.

Mam nadzieję, że nowa istotka urodzi się w pełni zdrowa i nie będę musiała znów oglądać kolejnego dziecka w inkubatorze.

 

Inness

Nowe mieszkanie, sąd i ciąża po terminie

  • Napisane 7 marca 2016 o 18:50

Długo mnie nie było. To przez nadmiar rzeczy jakie się pojawiły. Końcówka lutego i wskok do nowego miesiąca – marca – oznaczało wiele rzeczy do zrobienia. Urodziny A. udały się bombowo. Prezenty się podobały i tort z kucykami My little pony się bardzo jej podobał. Sprawa w sądzie zakończyła się pomyślnie dla mnie. Sąd odrzucił całkowicie wniosek ex i postanowił, iż sprawa musi się odbyć w Niemczech!!!! HA! HA! HA! Moja prawniczka powiedziała, że wyszedł z sali bez słowa. Zawiedziony na bank. Myślał, że wygra to o co wnioskował. Jestem ciekawa czy szarpnie się na rozprawę w Niemczech. A. miała…

Motywacjo, gdzie jesteś?!…

  • Napisane 15 stycznia 2016 o 21:13

Sytuacja w domu wreszcie opanowana od wczoraj.

Byłam również na zakupach dla nowego dziecka, by zakupić ubranka dziecięce.

Najgorsze, że nadal nie chce mi się ruszać tego co mam tutaj do zrobienia. Byłam znów wczoraj na nowym mieszkaniu. Były już lokator powynosił swoje rzeczy i można było głębiej wejść do pokoi, a nawet wyjść na balkon. S. bardzo spodobało się to mieszkanie. Mi już wcześniej, ale dopiero wczoraj można było zobaczyć jak wielkie są pokoje, czy łazienka.

Ja już w końcu za zwolnieniu całkowitym. Czyli dopóki to dziecko, które się jeszcze nie narodziło nie dostanie się do przedszkola, to będziemy razem kwitły w domu.

A. już nie może się doczekać, kiedy jej siostra będzie w domu. Ciągle pyta, czy będzie mogła dać jej mleczko lub się pobawić.

Ja muszę w końcu znaleźć tą motywację do działania, bo zostaje coraz mniej czasu…

 

Inness

Rewolucja brzuchowa part. II

  • Napisane 13 lipca 2015 o 22:49

Przez parę ostatnich dni, zastanawiałam się – jak tu wejdę – czy zmienić nazwę bloga… Przez nadchodzące zmiany. Ale postanowiłam, że na razie jest dobrze jak jest.

Zmiany…

Są i to wielkie. A raczej nastąpią.

03.07.2015 to była przełomowa – następna – data w moim życiu. Chodziłam już nerwowa od paru dni i wiedziałam co się może święcić, ale nie wierzyłam w to, bo czekałam na to dość długo i nie brałam tego na poważnie, że jednak mogło się udać. Od dwóch dni szukałam owego „przyrządu”, bo wiedziałam, że gdzieś miałam schowany. W końcu trzeciego lipca, w piątek znalazłam. Użyłam „przyrządu” no i kiedy pokazały się dwie kreski, burknęłam do siebie tylko: „No oczywiste to jak słońce”.

Jestem w ciąży.

Najpierw się rozpłakałam. Sama nie wiem czemu. Kiedy po 15 minutach się lekko uspokoiłam, zadzwoniłam do S. czy może wcześniej urwać się z pracy, ale on jak to on zaczął wypytywać przez telefon, dlaczego. Nie chciałam go w ten sposób informować, więc odpuściłam i powiedziałam, że może wrócić normalnie z pracy – jak zwykle. Po 10 minutach oddzwania i pyta, czy jestem w domu, bo zaraz przyjedzie. Zaczęłam się denerwować… Wyciągnęłam z szafy, wcześniej – prawie rok temu – zakupione małe skarpeteczki i schowałam pod poduszkę.

Przyszedł…

- O co chodzi?

- Kochasz mnie?

- Co za durne pytanie, no jasne, że tak…

Zaczęłam się jąkać i trząść…

- Muszę Ci coś powiedzieć…

I odwracam się, żeby sięgnąć po skarpeteczki.

- Jesteś w ciąży?

Myślę sobie, co psujesz niespodziankę? Mimo tego podaję mu skarpeteczki i mówię

- Będziemy w końcu tego potrzebować.

- Na prawdę????

Mi głos się już załamał…

- Na serio będę drugi raz ojcem?

Jego łzy w oczach i zdumienie rozbroiło mnie do końca i wybuchłam płaczem.

- Boże, ukradłaś mi serce…

No i zaczął obsypywać mnie pocałunkami po twarzy. Wzruszyłam się do potęgi. Lepszej reakcji nie mogłam się spodziewać.

Oboje byliśmy w szoku, ponieważ o dziecko staraliśmy się prawie przez rok. Nie wychodziło nic a nic. W końcu zostawiliśmy to na pastę losu. Co ma być to będzie. 27 lipca miałam termin do ginekolożki w sprawie terapii, na podstawie tabletek, żeby ciąża w końcu się pojawiła. A ona przyszła sama. 07.07 poszliśmy do niej i powiedziałam, że test okazał się pozytywny. Ucieszyła się, że wszystko odbyło się naturalnie, bez tabletek. Poszliśmy zrobić USG. Zanim cokolwiek powiedziała, ja już sama widziałam tą plamkę na monitorze. Lekarka pogratulowała serdecznie, a ja znów się rozpłakałam. 7 tydzień…

Niby nic, ale ciągle jestem śpiąca. Na szczęście nie wymiotuję, ale dziennie boli mnie brzuch. Co jest normą, jak to ginekolożka ujęła. Choć dziś o dziwo nie boli mnie nic. Za to w ciągu dnia nie umiem obejść się bez drzemki. No po prostu nie wyrabiam bez tego. Fasolka ma 1 cm. Następną wizytę mamy na 06.08. A. zareagowała szaleńczym śmiechem, kiedy ją poinformowaliśmy, że będzie starszą siostrą i codziennie wypytuje o dzidzię. Całuje mnie po brzuchu. Pokazywałam jej zdjęcia, jak dziecko się kształtuje, a ona co dzień pyta mnie: „Mamusiu, a dzidzia się kształtuje?”, „Jest już duża?” i mnóstwo innych pytań. Na badaniu byłam z nią i S. Dałam jej grę, by odwrócić jej uwagę, co dzieje się na kozetce, ale ją najbardziej zainteresowało to, jak to możliwe, że mamusia jedzie do góry na fotelu? I ona też chce…

Termin jest na 04.03.2016.  S. śmieje się, że chronologicznie rodzę dzieci: A. z lutego, następne z marca. Jak nadarzy się następne, to na bank będzie z kwietnia.

Tak więc rewolucja się szykuje…

 

Inness