Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'Polska'.
Wyświetlam 1 - 9 z 9 notek

Małe nowości i rozmyślenia nad urlopem do Polski

  • Napisane 7 kwietnia 2016 o 23:21

Dzień za dniem.

Dostałam w końcu przelewem pieniądze za kaucję no i w końcu zakupiłam komodę, na którą muszę poczekać bo nie było jej na stanie, więc muszę poczekać z końcowym uporządkowaniem rzeczy z przeprowadzki. Ale dziś kupiliśmy firany i pokoje w końcu wyglądają jak pokoje.

W przyszłą niedzielę Ss. będzie mieć miesiąc. Coraz mniej śpi za dnia, obserwuje wszystko dookoła. W przyszły wtorek pierwszy bilans, czyli pomiary, szczepionki i inne duperele. Oj będzie płacz nie z tej ziemi.

U nas znów Kirmes. Byliśmy w zeszły piątek i jutro znów chcemy się wybrać, bo jest do niedzieli. Udało mi się nawet przejechać na dwóch z nich, ale na takich lajtowych. Jest jedna na której jeszcze nigdy nie jechałam, ale boję się ze względu na nie dawną operację – cesarkę. Jednak jest to otwarcie brzucha i zszywanie, więc mam obawę że coś mogło by się „poluzować”, że tak to ujmę.

Papi wyjeżdża w niedzielę do Polski, tym razem do stolicy gdzie ja jeszcze nie byłam, a na końcówce urlopu wybiera się do rodziny. Chcę coś kupić moim siostrzenicom, ale nie mam pojęcia co. Jedna ma pół roku, a druga 10 lat. Szukałam jakiegoś pomysłu w internecie, ale nic konkretnego nie znalazłam.

Udało mi się znaleźć nowe przedszkole 300m od mojego mieszkania. Niestety przyjęcia dzieciaków są od nowego roku, czyli od 1 sierpnia więc jeszcze 4 miesiące A. będzie musiała dojeżdżać kawał do starego. Jest to poniekąd uciążliwe, bo codzienne dojeżdżanie wiąże się z paliwem, no i ja sama nie mogę jej zawieźć. A co za tym idzie, nie wiem tak dokładnie jak wygląda sprawa z przedszkolem, co nowego itp. Czasem uda mi się zabrać z S. i odebrać ją z przedszkola. Na początku była smutna, że jeździ tylko z S; ale już się przyzwyczaiła. Teraz uczy się, a raczej próbuje jeździć na urodzinowych rolkach, bo jednak owe zostały zakupione. Po pierwszej próbie załapała równowagę na tyle by ustać sama w ubranych na nogach rolkach, z czego była bardzo z siebie dumna.

S. coraz częściej wspomina sprzed dwóch lat nasz urlop w Polsce, bo bardzo mu się spodobała i mówi, że chciałby pojechać i w tym roku, bo w tamtym nam razem się nie udało. Planuje coś na wakacje, ale nie wiem jak to będzie wyglądało ze względu na koszta no i na podróż z malutkim dzieckiem. Choć jazda autem różni się czasem dojazdu wobec podróżą autobusem. Ale do wakacji jest jeszcze wiele czasu i zobaczymy jak to się potoczy.

Z drugiej strony jak pomyślę, że gdyby ex dowiedział się, że przebywam w Polsce pewnie znalazł by się pod domem mojej matki w celu zobaczenia się z córką, co kompletnie mnie fakt ten nie cieszy. Po całym zajściu tej jego nie udanej sprawy w sądzie i brakiem jakiegokolwiek kontaktu z dzieckiem…. Mogłoby być dość ostro. Do dziś nie mamy ze sobą kontaktu i nie ubolewam nad tym. Wręcz przeciwnie, mam święty spokój. A. nadal kompletnie o nim nic nie mówi. Tak jakby on dla niej nie istniał. Cóż się dziwić, ma dopiero 5 lat. No ale mimo wszystko, myśl o zobaczeniu jego wizerunku napawa mnie mdłościami.

 

Inness

Nowe mieszkanie, sąd i ciąża po terminie

  • Napisane 7 marca 2016 o 18:50

Długo mnie nie było. To przez nadmiar rzeczy jakie się pojawiły. Końcówka lutego i wskok do nowego miesiąca – marca – oznaczało wiele rzeczy do zrobienia. Urodziny A. udały się bombowo. Prezenty się podobały i tort z kucykami My little pony się bardzo jej podobał. Sprawa w sądzie zakończyła się pomyślnie dla mnie. Sąd odrzucił całkowicie wniosek ex i postanowił, iż sprawa musi się odbyć w Niemczech!!!! HA! HA! HA! Moja prawniczka powiedziała, że wyszedł z sali bez słowa. Zawiedziony na bank. Myślał, że wygra to o co wnioskował. Jestem ciekawa czy szarpnie się na rozprawę w Niemczech. A. miała…

Stare i nowe mieszkanie, USG i urodziny

  • Napisane 19 lutego 2016 o 12:52

Wczoraj znów kolejna kontrola u ginekologa. Robiła USG, bo wcześniej mówiła coś o jednej większej nerce u dziecka i chciała się upewnić czy wszystko w porządku. Z A. nie miałam w 9 miesiącu USG, więc moje zdziwienie gdy zobaczyłam piękną mała buźkę z policzkami i nosek osiągnęło zenitu. S. też się zdziwił i patrzał z niedowierzaniem. Dokładnie 2 tygodnie zostały do terminu. Ja wyglądam na zmęczoną tą ciążą, bo sama doktorka stwierdziła, że chyba mam już dość. Do tego przeprowadzka i zmęczenie widać na mojej twarzy coraz bardziej.

Wczoraj tylko zjedliśmy na szybko śniadanie i poszliśmy spakować rzeczy u S. w mieszkaniu. Ja zajęłam się balkonem i pokojem, a on całą kuchnią i przedpokojem. Jakoś się uwinęliśmy, ale już przy końcu rozbolała mnie głowa przez ciągłe schylanie się no i te plecy… Została piwnica, ale dziś S. już to sam zrobi. Ja mam dość. Zostało tylko moje mieszkanie. S. dzwonił również do firmy z mieszkania jak daleko stoi remont i kiedy możemy spodziewać się kluczy. Facet odpowiedział, że w tym tygodniu powinno być mieszkanie gotowe, więc w przyszłym tygodniu mamy dostać klucze. Tylko nie wiadomo kiedy, bo dozorca się rozchorował, a to on musi przekazać klucze. Więc nie wiemy czego się spodziewać. Byliśmy tam wczoraj, bo myśleliśmy, że robotnicy kończą prace i wpuszczą nas. Będziemy mogli zobaczyć jak to wygląda po remoncie no i zmierzyć pokoje, by wiedzieć ile kupić farb i tapet, ale okazało się że nikogo tam nie było. Więc doszliśmy do wniosku, że mieszkanie już musi być skończone, tylko nie ma kto nam dostarczyć tych kluczy. I nie potrzebnie musimy czekać na przyszły tydzień, bo inaczej moglibyśmy już w weekend coś próbować robić. Chcemy jak najszybciej te klucze, ale nie idzie to tak jak byśmy chcieli.

Za 4 dni A. ma urodziny, dziś zapakowałam jeden prezent który dostanie we wtorek, czyli to lustereczko. Impreza urodzinowa miała się odbyć we wtorek, ale S. zostały teraz tylko 2 dni pracy i wypada to na poniedziałki i wtorki, więc gdy goście przyjdą on byłby tylko przez godzinę. Więc przesunęłam urodziny na środę.

Najważniejsze, by dostać w końcu te klucze… A za tydzień rozprawa w sądzie. Ex pewnie siedzi jak na szpilkach i liczy na wszystko, o co wnioskował w swoim piśmie. Za mnie pójdzie prawnik, któremu udzieliłam pełnomocnictwo i zobaczymy jak to się potoczy. Oby całą sprawę odrzucono. Tego ja oczekuję od sądu.

 

Inness

Problemy mieszkalne

  • Napisane 30 stycznia 2016 o 19:12

Przyjechałam do Niemiec w sierpniu 2013 roku. Z mieszkaniami był mały problem, ale znalazłam już po 2 miesiącach szukania. W sumie to S. je znalazł. Cieszyłam się, że w końcu mam swoje mieszkanie i mogę się przeprowadzić od koleżanki, u której mieszkałam.

Poza tym w Polsce też niby miałam mieszkanie, ale głównym najemcą był ex, ja byłam tylko zameldowana z A. Zaraz po przeprowadzeniu się na nowo urządzone mieszkanie, od jego brata usłyszałam dokładnie dzień po, że nie jestem u siebie i mam się nie odzywać, bo jak sobie przypominam powiedziałam coś co było mu w niesmak. I tak się to już potem ciągnęło, że nie u siebie. Problem z meldunkiem oczywiście też musiał się pojawić. Wcześniej wynajmowaliśmy mieszkanie przez rok czasu od kumpla ex. Później ex wygrał na przetargu mieszkanie, ale oczywiście do gruntownego remontu. Podczas wynajmu byłam nadal zameldowana u matki, po urodzeniu A. też była zameldowana na adresie mojej matki. Po wprowadzeniu się na mieszkanie, matka ex stwierdziła, że córka mojego ex może być zameldowana na nowym mieszkaniu, a ja mam pozostać u matki z meldunkiem. Gdy ex wrócił do domu z taką nowiną, wkurw mnie ogarnął niesamowity. Zapytałam dlaczego? Co jest tego powodem, bo takiego genialnego pomysłu ze strony jego rodziny się spodziewałam. Ex powiedział mi, że jego rodzice boją się, że gdy się zamelduję będę się rządzić i w razie naszego rozstania ja będę się domagać praw do mieszkania. Powiedziałam, że to jakiś absurd. Albo staramy się stworzyć rodzinę, albo nie. Albo zameldują nas tam we trójkę, albo ja i dziecko pozostaniemy na mieszkaniu mojej matki zameldowane. Powiedziałam, że nic innego nie wchodzi w grę. Dziecko idzie tam, gdzie ja. W ciągu całego tego remontu ciągle słuchałam, że oni to robią dla nas, a nagle gdy przyszło do formalności to ja jestem tam jak jakiś szczur. Niby mieszkam tam, ale bez żadnych praw. Ex porozmawiał z „rodziną” i na szczęście nawet nie brał tego pomysłu pod uwagę. Choć raz usłyszałam od niego, że czemu nie może tak być?!

Później przez cały pobyt tam czyli jakieś 2 lata słyszałam co jakiś czas, że to oni wyremontowali mieszkanie, bo ex udawał że nie ma pieniędzy a tysiącami obracał w kasynie. No i oni to zrobili dla syna i wnuczki. Gdy w końcu postanowiłam w czerwcu 2013, że nie mam po co tam dalej przebywać i wyjeżdżam za granicę nagle zdania się poodwracały. Dlaczego wyjeżdżam? Dlaczego nie zostanę? Czemu chcę zabierać córkę ojcu? Na te i inne pytania odpowiadałam milion razy, ale nikt nie chciał tego zrozumieć. Po kolejnej nie ukończonej terapii ex, po kolejnych awanturach zamieniających się w piekło, z 200 zł do przeżycia na miesiąc z małym dzieckiem, przez odrazę, wstręt i coraz większą nienawiść rodzącą się we mnie do ex, z coraz większymi problemami, by jakoś to pogodzić, z uczuciem cholernej samotności i żadnym wsparciem….. I, i, i, i……. Powodów było mnóstwo, by wyjechać. Pod koniec, by wybić mi to z głowy rodzina ex chciała mi uświadomić, że to nie jest tak kolorowo jak mi się wydaje wyjechać do obcego kraju. To wszystko bzdury, że tam mi będzie lepiej. Nawet jeśli dostanę mieszkanie i pieniądze, to będę tęsknić i będę tego grubo żałować. Pomysł narodził się, by oddać mi mieszkanie. To właśnie, które ciągle było mi wypominane. Które było podkreślane, że nie mam do niego żadnych praw. I na końcu całkowite niezrozumienie, że postanowiłam wyjechać zamiast przyjąć tak szczodry prezent w postaci mieszkania. Moje argumentowanie, że to będzie tylko na chwilę. Że potem nikt życia nie będzie miał. Ja – bo nie jestem nadal u siebie, bo siedzę na sępa, bo moja rodzina nie pomogła tyle w remoncie co oni, bo ex musi mieszkać u rodziców, a ja siedzę nie u siebie… Ex – bo jest bez mieszkania, bez grosza przez uzależnienie, bo nie mieszka z córką pomimo tego, że to jego mieszkanie… No i kochani rodzice ex – bo oni włożyli tam mnóstwo pieniędzy, a teraz ktoś obcy tam jest. Powodów było jeszcze więcej, ale oni byli święcie przekonani, że oni oddają mi to mieszkanie tak o i nie będę się w ogóle wtrącać. Co oczywiście było bzdurą. To miało mi tylko wybić z głowy pomysł, bym nie wyjeżdżała, bo co ludzie powiedzą? Ex, nauczyciel informatyki w gimnazjum, gdzie zrobił dziecko nieślubne i gdzie ono jest? Dlaczego ja wyjechałam? Wstyd.

Tak to mniej więcej wyglądało. Także nawet kiedy miałam niby ten dach nad głową to nie był mój. Gdy mieszkałam jeszcze z matką też nie było za wesoło. Ciągłe awantury, problemy, wyzwiska, wieczne niezadowolenie, zero prywatności. Mam dwie siostry i póki najstarsza się nie wyprowadziła to mieszkałyśmy wszystkie we czwórkę na kawalerce. Gdy starsza się wyprowadziła, to zrobiło się trochę luźniej. Ale i tak prywatność to było tylko marzenie. Zaczęłam praktyki, później pracowałam no i matka zaczęła wymyślać, bym jej pomagała w utrzymaniu mieszkania. Kawalerka z pomocą zasiłku do mieszkania, nie kosztowała drogo, ale rozumiałam i chciałam jej pomóc, bo nie lubię uczucia gdy ktoś coś dla mnie robi a ja nie daję nic od siebie. Lecz ona zawsze była bardzo skąpa i żerowała na każdy grosz. Kawalerka w tych czasach kosztowała z 300 zł z wodą plus prąd. Mimo tego ona chciała ode mnie 400 zł co miesiąc. Dawałam, ale gdy usłyszałam, że środki do czyszczenia też kosztują to miałam dość, bo zdawałam sobie sprawę, że to co oddaję i tak jest za dużo. Zdałam sobie sprawę, że muszę coś ze sobą zrobić i tak wyjechałam do Holandii do pracy. Wróciłam i zaczęłam znów pracować w Polsce. No i na nowo kosztowne rachunki za kawalerkę z matką i siostrą, która potem zaczęła również uciekać za granicę. Zawsze nas obie ciągnęło za granicę…

Tak więc mieszkanie, które mam aktualnie było pierwszym moim, które było tylko dla mnie i córki. W końcu wiedziałam, że mam coś swojego i nikt nie będzie żerował na mnie lub nikt nie będzie wypominał, że nie jestem u siebie. Zawsze wiedziałam, że mam coś swojego. Lecz mieszkanie okazało się niewypałem, zimne w zimę i to cholernie. Latem w upały za gorąco, na tyle że gdy ruszysz się coś zrobić to pocisz się, jakbyś wróciła z joggingu. Grzyb i wymóg jakiegoś grubszego remontu. Więc gdy znaleźliśmy mieszkanie z S. popłakałam się  ze szczęścia. Dzieli mnie od niego tylko 30 dni. Lecz 2 lata temu, gdy przyjechałam nie było aż takiego problemu z mieszkaniem, jaki jest teraz. Właśnie przez powiększającą się liczbę obcokrajowców. Dziś właściciel mieszkania przyszedł z mnóstwem ludzi, by mogli zobaczyć mieszkanie. Moje mieszkanie będzie wolne od 01.04 więc ludzi zainteresowanych nie brakuje. Ale jak tylko sobie pomyślę co czeka ich na tym mieszkaniu to jest mi ich żal. Szczególnie tych z dzieckiem. Nie mogę ich uprzedzić i odradzić, bo właściciel jest od odpowiadania na pytania. Trzy kobiety stanęły w pokoju A. i pytają mnie o ścianę, która jest w opłakanym stanie. Spojrzałam tylko na nią, a ona już zrozumiała co mam do powiedzenia. Wyszeptałam tylko po cichu, że nie chce nic mówić, ale to mieszkanie to katastrofa. Podziękowała mi na głos i pożegnała się nie zamieniając słowa z właścicielem. Reszta ludzi zobaczyła mieszkanie i wyszła po chwili. Została tylko kobieta z facetem i córką w wieku szkolnym. Jej już nie udało mi się  uprzedzić, bo rozmawiała z właścicielem.

Wiem tylko jedno, następni ludzie mieszkający tutaj będą żałować, że się tutaj wprowadzili…

 

Inness

Tęsknota i Passenger

  • Napisane 13 grudnia 2015 o 11:01

Tyle czasu mam dla siebie, że nie wiem co mam robić. Wiem, mam masę rzeczy do zrobienia, ale szczerze to mi się nic nie chce. Może zacznę od przyszłego tygodnia, bo dziś i tak jest niedziela.

Z resztą te sprawy dotyczą mieszkania, ale jak na nie patrzę, to mi się zwyczajnie nie chce. Żyję ja jak i S. nowym mieszkaniem. Teraz głowę zaprząta mi jeszcze sprawa, kiedy wróci i czy uda się tam załatwić wszystko, tak jak na to liczymy. O 5:22 naszego czasu był już na miejscu. Tam są dwie godziny różnicy. Czyli u nas 10, a tam 12 godzina. Pisałam rano i dzwoniłam, ale nie ma internetu, więc podejrzewam że poszedł z papierami od razu załatwiać, bo wspominał. Gdy tylko będzie na miejscu to od razu atakuje.

Obiecał mi wczoraj, że jeśli uda się załatwić dokumenty, to jeśli tego samego dnia za pół godziny będzie odlot to on się zbiera i idzie na samolot. Napisał mi nad ranem wiadomość, po której się wzruszyłam. I zabrakło mi go jeszcze bardziej…

W nocy śniły mi się jakieś głupoty. Śmieszna sytuacja, bo w końcu w śnie (był jakby świadomy) stwierdziłam, że to jakieś głupoty i otworzyłam oczy ze świadomością. Rozwaliło mnie to.

Dziś sprawdziłam stan przesyłki, którą wysłałam do polskiego sądu. Czyli moje odwołanie i okazało się, że w piątek już je otrzymali. Muszę czekać na dalszy rozwój. Oby następnym krokiem było odrzucenie wniosku i postanowienie przez sąd, że rozprawa powinna odbyć się w Niemczech. Chciałabym bardzo, żeby mój były otrzymał jeden egzemplarz tego jak go obsmarowałam. Bo on prawdy nie napisał w swoim wniosku. Wysłałam dwa egzemplarze mojego wniosku dowodowego, bo tak było opisane w zawiadomieniu z sądu. Więc podejrzewam, iż otrzyma jedno. Chciałabym zobaczyć jego minę i jego rodziny. Wiele bym dała za to. Tym bardziej, że pisałam to sama. Pisałam prawdę oczywiście, którą oni lubią dość często tuszować. Ze mnie zrobić tą wredną i bez serca, a on taki poszkodowany. Proszę bardzo. Żeby się kawą nie zakrztusili.

Od wczoraj zasłuchałam się znów w Passenger. Wokalista ma przepiękną barwę głosu. Charakterystyczną na tyle, że gdy w radiu usłyszysz to wiesz, że to on.

Albo


Inness

  • Napisane w kategorii:

Stres, choroba, Mikołaj

  • Napisane 7 grudnia 2015 o 23:17

Podsumowując te parę dni nieobecności: Oj nie było mnie parę dni. Ale to przez stres i chorobę i brak chęci włączenia laptopa. W zeszły piątek otrzymałam list z Polski z sądu. Mój były chce się ze mną sądzić. Ciekawe tylko dlaczego sąd chce zrobić sprawę w Polsce, gdzie dziecko mieszka w Niemczech. To jakaś totalna bzdura. Mój były zażyczył sobie rozmów na Skype dwa razy w tygodniu i  raz w roku 2 tygodniowych wakacji  z dzieckiem w Polsce oczywiście, gdzie on po nią będzie przyjeżdżał i ją odwoził z powrotem. Jak to przeczytałam to poczułam, jakby ktoś strzelił mnie butem…

Wszystko jest jak było…

  • Napisane 8 czerwca 2015 o 12:25

Wydawałoby się, że wszystko wróciło na swój dawny tor.

Ja w końcu wróciłam z Polski z urlopu.

Przedszkole od A. zakończył strajk i wreszcie dziś poszła do przedszkola.

S. wrócił ze swojego urlopu i dziś znów poszedł do pracy.

Tylko ja zostałam w domu. Od jutra też szkoła, ale tylko do 24 czerwca. Potem wakacje.

Zmienili nam nauczycielkę, jestem okropnie zawiedziona. Ape była może czasem za wymagająca, ale polubiłam ją. No i lepiej szła mi nauka z nią u boku.

Weekend spędziliśmy z S. sami po ponad miesięcznej rozłące. Ja swój urlop, on swój. Ten czas bez niego był okropnością. I choć kupiłam w Polsce parę książek by zabić czas i myśli to i tak nie potrafiłam się skupić. Przeczytałam tylko jedną. Było ciężko. Nie miałam nawet chęci, by tu zawitać i wylać swoje uczucia. A zmieniały się one jak pogoda i buzowały jak woda. Katastrofa.

Tyle.

Inness

Koniec urlopu

  • Napisane 14 maja 2015 o 18:24

Wróciłam dziś z urlopu.

Mam tak dużo do zrobienia i brak chęci. Rozpakowywanie jest najgorsze, dodatkowo muszę odespać całą nockę z podróży.

W końcu u siebie. Nie ma jak w domu.

Muszę się pozbierać, a później coś naskrobię.

 

Inness

Krótki skrót

  • Napisane 25 kwietnia 2015 o 07:42

W końcu znalazłam chwilę, by coś napisać. Zaszalałam widzę z tymi postami ostatnio.

Prawda taka, że pogoda się zmieniła i od ponad tygodnia jest przepiękna i naprawdę ciepło! Korzystam więc, a to jakiś grill, to znów wycieczki na rowerach, odwiedziny u Kami. Od dwóch dni wzięłam się za naukę A. w jeżdżeniu na rowerze. Wczoraj było już lepiej, ujechała dość spore kawałki sama, ale pozostaje wciąż kwestia startu i równowagi. Trochę się przez to zniechęciła, ale jeśli znów pogoda dopisze, to wyciągnę ją na rowerek. Taaa, jak pogoda dopisze, bo z dniem dzisiejszym się popsuła. O dziwo i tak długo się utrzymało to ciepło.

Do tego S. miał ostatnio kłopoty zdrowotne (gdzie nadal są) i miał dużo wolnego, więc spędzaliśmy razem czas. Ja nie lubię korzystać ze sprzętów takich jak laptop czy telefon, jeśli z kimś siedzę. Sama nie lubię tego u ludzi, więc i ja tego nie praktykuję.

W szkole dosyć dobrze. Ostatnio test zdany na 25,5 pkt na 30 możliwych – tylko gramatyka. Uważam, że nie najgorzej. Mogłam mieć więcej, ale źle zrozumiałam jedno zadanie no i źle wypełniłam.

Co nowego?

Jest coś. Mianowicie wybieram się na urlop do Polski. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej nie. Głównym powodem wyjazdu jest komunia mojej siostrzenicy, ale postanowiłam wyjechać na dłużej, bo wydawać tyle kasy na weekend? Parodia. Więc wyjeżdżam na dłużej. Jadę tylko z A. i to mnie smuci. S. planuje coś innego. Ale z drugiej strony, trochę wolnego od siebie się przyda. W związku z jego pogorszeniem zdrowia i dobry nastrój mu się pogorszył, więc jest trochę dziwacznie.

Wyjazd planuję na 30 kwietnia i powrót na 13 maja. Ma być też i ładna pogoda. A. zobaczy się z rodziną no i z tatą swoim. Ja odpocznę. Chyba nie będzie tak źle…

Tak w skrócie o wszystkim.

 

Inness