Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'niemcy'.
Wyświetlam 1 - 3 z 3 notek

Problemy mieszkalne

  • Napisane 30 stycznia 2016 o 19:12

Przyjechałam do Niemiec w sierpniu 2013 roku. Z mieszkaniami był mały problem, ale znalazłam już po 2 miesiącach szukania. W sumie to S. je znalazł. Cieszyłam się, że w końcu mam swoje mieszkanie i mogę się przeprowadzić od koleżanki, u której mieszkałam.

Poza tym w Polsce też niby miałam mieszkanie, ale głównym najemcą był ex, ja byłam tylko zameldowana z A. Zaraz po przeprowadzeniu się na nowo urządzone mieszkanie, od jego brata usłyszałam dokładnie dzień po, że nie jestem u siebie i mam się nie odzywać, bo jak sobie przypominam powiedziałam coś co było mu w niesmak. I tak się to już potem ciągnęło, że nie u siebie. Problem z meldunkiem oczywiście też musiał się pojawić. Wcześniej wynajmowaliśmy mieszkanie przez rok czasu od kumpla ex. Później ex wygrał na przetargu mieszkanie, ale oczywiście do gruntownego remontu. Podczas wynajmu byłam nadal zameldowana u matki, po urodzeniu A. też była zameldowana na adresie mojej matki. Po wprowadzeniu się na mieszkanie, matka ex stwierdziła, że córka mojego ex może być zameldowana na nowym mieszkaniu, a ja mam pozostać u matki z meldunkiem. Gdy ex wrócił do domu z taką nowiną, wkurw mnie ogarnął niesamowity. Zapytałam dlaczego? Co jest tego powodem, bo takiego genialnego pomysłu ze strony jego rodziny się spodziewałam. Ex powiedział mi, że jego rodzice boją się, że gdy się zamelduję będę się rządzić i w razie naszego rozstania ja będę się domagać praw do mieszkania. Powiedziałam, że to jakiś absurd. Albo staramy się stworzyć rodzinę, albo nie. Albo zameldują nas tam we trójkę, albo ja i dziecko pozostaniemy na mieszkaniu mojej matki zameldowane. Powiedziałam, że nic innego nie wchodzi w grę. Dziecko idzie tam, gdzie ja. W ciągu całego tego remontu ciągle słuchałam, że oni to robią dla nas, a nagle gdy przyszło do formalności to ja jestem tam jak jakiś szczur. Niby mieszkam tam, ale bez żadnych praw. Ex porozmawiał z „rodziną” i na szczęście nawet nie brał tego pomysłu pod uwagę. Choć raz usłyszałam od niego, że czemu nie może tak być?!

Później przez cały pobyt tam czyli jakieś 2 lata słyszałam co jakiś czas, że to oni wyremontowali mieszkanie, bo ex udawał że nie ma pieniędzy a tysiącami obracał w kasynie. No i oni to zrobili dla syna i wnuczki. Gdy w końcu postanowiłam w czerwcu 2013, że nie mam po co tam dalej przebywać i wyjeżdżam za granicę nagle zdania się poodwracały. Dlaczego wyjeżdżam? Dlaczego nie zostanę? Czemu chcę zabierać córkę ojcu? Na te i inne pytania odpowiadałam milion razy, ale nikt nie chciał tego zrozumieć. Po kolejnej nie ukończonej terapii ex, po kolejnych awanturach zamieniających się w piekło, z 200 zł do przeżycia na miesiąc z małym dzieckiem, przez odrazę, wstręt i coraz większą nienawiść rodzącą się we mnie do ex, z coraz większymi problemami, by jakoś to pogodzić, z uczuciem cholernej samotności i żadnym wsparciem….. I, i, i, i……. Powodów było mnóstwo, by wyjechać. Pod koniec, by wybić mi to z głowy rodzina ex chciała mi uświadomić, że to nie jest tak kolorowo jak mi się wydaje wyjechać do obcego kraju. To wszystko bzdury, że tam mi będzie lepiej. Nawet jeśli dostanę mieszkanie i pieniądze, to będę tęsknić i będę tego grubo żałować. Pomysł narodził się, by oddać mi mieszkanie. To właśnie, które ciągle było mi wypominane. Które było podkreślane, że nie mam do niego żadnych praw. I na końcu całkowite niezrozumienie, że postanowiłam wyjechać zamiast przyjąć tak szczodry prezent w postaci mieszkania. Moje argumentowanie, że to będzie tylko na chwilę. Że potem nikt życia nie będzie miał. Ja – bo nie jestem nadal u siebie, bo siedzę na sępa, bo moja rodzina nie pomogła tyle w remoncie co oni, bo ex musi mieszkać u rodziców, a ja siedzę nie u siebie… Ex – bo jest bez mieszkania, bez grosza przez uzależnienie, bo nie mieszka z córką pomimo tego, że to jego mieszkanie… No i kochani rodzice ex – bo oni włożyli tam mnóstwo pieniędzy, a teraz ktoś obcy tam jest. Powodów było jeszcze więcej, ale oni byli święcie przekonani, że oni oddają mi to mieszkanie tak o i nie będę się w ogóle wtrącać. Co oczywiście było bzdurą. To miało mi tylko wybić z głowy pomysł, bym nie wyjeżdżała, bo co ludzie powiedzą? Ex, nauczyciel informatyki w gimnazjum, gdzie zrobił dziecko nieślubne i gdzie ono jest? Dlaczego ja wyjechałam? Wstyd.

Tak to mniej więcej wyglądało. Także nawet kiedy miałam niby ten dach nad głową to nie był mój. Gdy mieszkałam jeszcze z matką też nie było za wesoło. Ciągłe awantury, problemy, wyzwiska, wieczne niezadowolenie, zero prywatności. Mam dwie siostry i póki najstarsza się nie wyprowadziła to mieszkałyśmy wszystkie we czwórkę na kawalerce. Gdy starsza się wyprowadziła, to zrobiło się trochę luźniej. Ale i tak prywatność to było tylko marzenie. Zaczęłam praktyki, później pracowałam no i matka zaczęła wymyślać, bym jej pomagała w utrzymaniu mieszkania. Kawalerka z pomocą zasiłku do mieszkania, nie kosztowała drogo, ale rozumiałam i chciałam jej pomóc, bo nie lubię uczucia gdy ktoś coś dla mnie robi a ja nie daję nic od siebie. Lecz ona zawsze była bardzo skąpa i żerowała na każdy grosz. Kawalerka w tych czasach kosztowała z 300 zł z wodą plus prąd. Mimo tego ona chciała ode mnie 400 zł co miesiąc. Dawałam, ale gdy usłyszałam, że środki do czyszczenia też kosztują to miałam dość, bo zdawałam sobie sprawę, że to co oddaję i tak jest za dużo. Zdałam sobie sprawę, że muszę coś ze sobą zrobić i tak wyjechałam do Holandii do pracy. Wróciłam i zaczęłam znów pracować w Polsce. No i na nowo kosztowne rachunki za kawalerkę z matką i siostrą, która potem zaczęła również uciekać za granicę. Zawsze nas obie ciągnęło za granicę…

Tak więc mieszkanie, które mam aktualnie było pierwszym moim, które było tylko dla mnie i córki. W końcu wiedziałam, że mam coś swojego i nikt nie będzie żerował na mnie lub nikt nie będzie wypominał, że nie jestem u siebie. Zawsze wiedziałam, że mam coś swojego. Lecz mieszkanie okazało się niewypałem, zimne w zimę i to cholernie. Latem w upały za gorąco, na tyle że gdy ruszysz się coś zrobić to pocisz się, jakbyś wróciła z joggingu. Grzyb i wymóg jakiegoś grubszego remontu. Więc gdy znaleźliśmy mieszkanie z S. popłakałam się  ze szczęścia. Dzieli mnie od niego tylko 30 dni. Lecz 2 lata temu, gdy przyjechałam nie było aż takiego problemu z mieszkaniem, jaki jest teraz. Właśnie przez powiększającą się liczbę obcokrajowców. Dziś właściciel mieszkania przyszedł z mnóstwem ludzi, by mogli zobaczyć mieszkanie. Moje mieszkanie będzie wolne od 01.04 więc ludzi zainteresowanych nie brakuje. Ale jak tylko sobie pomyślę co czeka ich na tym mieszkaniu to jest mi ich żal. Szczególnie tych z dzieckiem. Nie mogę ich uprzedzić i odradzić, bo właściciel jest od odpowiadania na pytania. Trzy kobiety stanęły w pokoju A. i pytają mnie o ścianę, która jest w opłakanym stanie. Spojrzałam tylko na nią, a ona już zrozumiała co mam do powiedzenia. Wyszeptałam tylko po cichu, że nie chce nic mówić, ale to mieszkanie to katastrofa. Podziękowała mi na głos i pożegnała się nie zamieniając słowa z właścicielem. Reszta ludzi zobaczyła mieszkanie i wyszła po chwili. Została tylko kobieta z facetem i córką w wieku szkolnym. Jej już nie udało mi się  uprzedzić, bo rozmawiała z właścicielem.

Wiem tylko jedno, następni ludzie mieszkający tutaj będą żałować, że się tutaj wprowadzili…

 

Inness

Uchodźcem być to nic fajnego + rodzina

  • Napisane 29 stycznia 2016 o 13:39

Chodzę rozdrażniona, nie wyspana, zmęczona, z uczuciem wielkiego kamienia w brzuchu, który naciska mi na pęcherz i daje stale znaki o dyskomforcie. Znaleźć dobrą pozycję do siedzenia graniczy z cudem. O staniu nie ma nawet mowy. Jeśli jestem na nogach to tylko i wyłącznie w ruchu. W miejscu ustać nie mogę, bo zaraz dziecko ciśnie mi brzuch w dół. Dziś jest 35 tydzień ciąży. Od paru dni ząb tzw. mądrości, który wychodzi już dość długo napieprza mnie tak, że jeść nie umiem. A dokładnie dziąsło. Byłam w środę u dentysty, dała mi jakieś lekarstwo i stwierdziła, że nie ma miejsca, dlatego tak boli. Przyniosło mi to ulgę na chwilę. Przed posiłkiem muszę się ratować tabletką, bo nie jestem w stanie przeżuć pokarmu.

Do tego wszystkiego noc jest okropnością. O północy naturalnie już mam zwłoki, więc po 12 w nocy przeważnie śpię, ale codzienne pobudki związane ze spacerkiem do toalety, ciągły zapchany nos (o dziwo tylko w nocy), kaszel który jeszcze tam gdzieś został no i dziecko, które uniemożliwia znalezienie dobrej pozycji do spania – to wszystko sprawia, że codziennie jestem wybudzona ze snu, którego potem w dniu mi brakuje i to uczucie zmęczenia towarzyszy mi przez cały dzień. No pomijając fakt, że stres z sądem, przeprowadzką i z porodem nasila się coraz bardziej, i kiedy w nocy wybudzam się, to moje myśli nie potrafią się uspokoić.

Mam codziennie sny. Jak nie poród, porodówka, dzieci to znów ex, który pojawia się we śnie. Nie są to miłe sny, bo poród nigdy nie jest miły, a zobaczenie znów ex i jego rodzinki przyprawia mnie o mdłości. Jedynym pocieszającym faktem jest, że raz dałam mu w gębę, a raz tak opieprzyłam, że jak się obudziłam to było mi lepiej.

Wczoraj S. zaprosił kuzyna swojego kolegi, który przyjechał do Niemiec. Z tej sławnej ostatnio grupy – uchodźca. Przyjechał również z Iraku. S. chce mu pomóc na tyle ile będzie mógł. Zaprosił go wczoraj na obiad, bo wiadomo w takich halach, gdzie sypiają nie ma nawet kuchni. Nie porozmawialiśmy za wiele, bo wiadomo nie zna ani niemieckiego, ani angielskiego. Ale wydawał się przyjazny. Bardzo chętnie bawił się z A; której bardzo to odpowiadało, bo ciągle siedzi w domu z powodu choroby. Cholernie się jej nudzi, więc nowa twarz w domu to nadzieja na zabawę.

Żal mi się go zrobiło, bo wyglądał na zmęczonego nockami, gdzie jak opowiadał w nocy dzieci płaczą i ludzie grają muzyką. Widziałam, że się wstydził i starał się jeść powoli i kulturalnie, ale S. przyrządził jedzenie, które dla nich obu jest jak u nas schabowy z ziemniakami i gdyby nie my, to talerz został by opróżniony dość szybko. Jego kuzyn mieszka od nas jakieś 100km i wiedział, że pojawi się u nas. Nie przyjechał, co wcale mnie nie zdziwiło, bo to oznaczałoby że musiałby chłopaka w jakiś sposób wesprzeć. A on do takich nie należy.

Co również utwierdza mnie w przekonaniu, że  z rodziną tylko na zdjęciu i nie masz na co liczyć. Ja również ponad 2 lata temu, gdy przyjechałam do Niemiec nikt z poza mojej dość licznej na dole Niemiec rodziny nikt nie pomógł. Przyjechałam do koleżanki. Dopiero, gdy po jakimś miesiącu było do przewidzenia, że wszelkie papierkowe rzeczy zostały załatwione, to odezwała się pierwsza kuzynka. Dlatego nie utrzymuję z nikim kontaktu. Jak już byłam urządzona, to po paru miesiącach jedna z nich chciała mnie przyjechać odwiedzić. Zbyłam ją tylko ,bo gdy potrzebowałam pomocy jakoś nikt się nie odezwał. A kontroli lub zobaczenia jak mieszkam – nie potrzebuję. A wiadomo co za tym idzie – ploty.

Brzydzę się takim czymś.

 

Inness

Wózek i łóżeczko – niby tylko…

  • Napisane 18 stycznia 2016 o 18:49

18 stycznia – dzień poszukiwań łóżeczka i wózka dla dziecka. Jest to trudniejsze niż w Polsce. Tutaj ceny są z kosmosu. Mało tego, płacisz za wózek od 700€, do tego osobno gondola, torba, nosidełko, itp. W Polsce dla porównania wszystko jest już w jednym pakiecie. Łóżeczko – od 90€ wzwyż. Do tego osobno materac, pościel, poduszka z kołderką no i pościel. W Polsce podobnie – wszystko dobierasz osobno, by skompletować łóżeczko, ale ceny nie takie jak tutaj. Nie ma wyboru i muszę kupić prawie wszystko na Ebay. W internecie też można znaleźć podobną sytuację jak w sklepach, czyli wszystko do…