Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'miłość'.
Wyświetlam 1 - 7 z 7 notek

Druga połowa

  • Napisane 18 stycznia 2017 o 12:25

Czego tak naprawdę oczekujemy od drugiej połówki? Jak byłam nastolatką oczekiwałam dobrego humoru, wspólnej dobrej zabawy, jakiś dyskotek, zobaczenie tego, zwiedzenie tego. Jeśli chodzi o osobowość… Chciałam być kochana, nie oszukiwana, chciałam wzajemnego zaufania, nie musiał być przystojny. Wystarczyło by miał w sobie coś, co przykuło moją uwagę do niego i potrafił mnie rozbawić. Jak przekroczyłam magiczny próg 20 roku życia i przestałam być formalnie nastolatką moje życzenia, jeśli chodzi o facetów zbytnio się nie zmieniło. Poza wyskakiwanie na potańcówki czy jakieś grube imprezy. Wtedy byłam już matką jednej z moich córek. Nadal chciałam być kochaną i doszło jeszcze to,…

Życie z Muzułmaninem cz.II

  • Napisane 20 listopada 2015 o 17:43

W związku ze znalezieniem mieszkania i nową sytuacją u Kami, postanowiłam przenieść się do S; przy czym ciągle remontowaliśmy moje mieszkanie. Mieszkałam z S. 2 miesiące. W końcu w styczniu 2014 roku przeniosłam się do siebie, ale to nie oznaczało koniec naszego związku. On przebywał ciągle u mnie, zabrał parę swoich rzeczy i zaczęliśmy tworzyć coś razem. Obawa o wielką różnicę między nami nadal pozostawała. Dla mnie było to jak dwa różne światy, a nie tylko różnica. Wałkowane tematy o nim, jego religii i kulturze nie zniknęły. W dalszym ciągu on tłumaczył mi, z jakże wielką teraz zauważalną cierpliwością to…

Większa miłość. Większa ja.

  • Napisane 14 października 2015 o 13:10

No jak zawsze to bywa w moim mieście – cały dzień pada. Moje miasto z tego słynie. Trochę słońca, więcej deszczu…

Nie chciało mi się dziś cholernie wstać z łóżka. A. przybiegła do mojego pokoju, przez uchylone drzwi zobaczyła, że śpię. Odwróciła się i poszła do siebie. Ja rozmyślałam przez  2 minuty czy wstać i zaprowadzić ją do przedszkola, czy zrobić jej dzień wolnego. Z czego nie byłaby zadowolona, bo woli przedszkole. Przypomniało mi się, że wczoraj z przedszkola pożyczyła grę i Pani powiedziała, że może ją pożyczyć jeśli dziś ją przyniesie z powrotem. Więc nie było rady i wstałam. Zajrzałam do jej pokoju, a ona grzecznie podnosi główkę z poduszki i mówi, że czeka aż ja się obudzę, bo myślała że śpię. No złote dziecko normalnie. Gdyby nie te jej humorki. Ubrała się migiem. Wzięłyśmy po parasolce, po drodze wskoczyłyśmy do piekarni po drożdżówkę dla niej i pomaszerowałyśmy do przedszkola.

S. był od rana u lekarza, bo ma problemy z brzuchem. Lekarz oznajmił nietolerancję laktozy. Nie może pić mleka i jadać serów. No chyba, że są bez laktozy. Do tego jego cholesterol. Ostatnio zapytałam, czy obowiązuje go jeszcze jakaś gwarancja, bo zaczyna się powoli sypać z wiekiem. Być może mogłabym go wymienić. On zaczął się śmiać.

Nie wymieniłam bym go. Całkiem inny świat, niż ten który miałam wcześniej. Bez porównania.

Czasem odnoszę wrażenie, że mój powiększający się brzuszek podoba mu się bardziej i jest z niego bardziej dumny niż ja. To nie wrażenie, tak raczej jest. Na początku myślałam, że te komplementy które mi prawił były po to, by podnieść  mnie na duchu i pocieszyć, bym nie czuła się …hmmm… – jak „wielka kobieta”. Ale słysząc je dziennie i widząc jak patrzy na mnie i większy już brzuszek, to nie widać w tym odrazy – wręcz miłość i troskę. Zaraz się uśmiecha i podchodzi, by mnie przytulić.

Czuję się naprawdę kochana.

 

Inness

Punkt III: Rozszerzenie pojęcia „MIŁOŚĆ”

  • Napisane 4 lutego 2015 o 21:39

http://zagubionaf.blog.pl/2015/01/page/3/  -  Trzeci punkt. Miłość Pojęcie szerokie. Jedni ją poznali, inni nie wiedzą o czym mowa. Naturalnie, lepiej jest ją przeżyć niż nie mieć pojęcia co to właściwie jest. Choć późniejsze rozczarowania bolą cholernie. Ale jak dla mnie i tak warto. To coś pięknego. Długo nie wiedziałam sama o czym mowa. Od najmłodszych lat do nastoletnich, nie było mi dane tak naprawdę poczuć co to jest prawdziwa miłość, taka rodzinna. U mnie w domu to pojęcie nie było rozszerzane. Nikt tym nie szajstał. Praktycznie zanik okazywania uczuć. Jesteś moją córką i to Ci powinno wystarczyć. Bynajmniej ja to tak odbieram.…

Wpływ ludzi na życie

  • Napisane 15 stycznia 2015 o 12:27

O czym by tu dziś?

Ciągle chodzi mi po głowie jedna sprawa. Jak bardzo ludzie potrafią namieszać nam w życiu. Jak wiele zmienia to, kogo poznamy na swojej drodze życia. Stajemy się również zależni od drugiej osoby.

Takie wpływy mają na nas już od najmłodszych lat, ale to przecież oczywiste. Matka, rodzeństwo, ojciec, czasem dziadkowie czy ciotki z wujkami. Później koledzy i koleżanki. Spotykamy również namiastki miłości, aż dochodzimy do dorosłego życia i wtedy dopiero zauważamy to oczywiste rzeczy. Jak w moim przypadku. Bo kto by się przejmował takimi rzeczami będąc dzieckiem lub nastolatkiem?

U mnie matka miała wpływ na mnie bardzo duży, aż nie podrosłam i zaczęłam sama zauważać, że i ona potrafi się mylić – co w jej przypadku było częste, ale nie potrafiła się do tego przyznać. Zawsze wiedziała wszystko najlepiej i tak jest do dziś. Później już słuchałam jej, ale nie brałam do siebie praktycznie nic. Zaczęłam zauważać, że najlepiej będzie, jeśli będę słuchać tylko siebie i jeśli wyjdę na tym źle, to sobie będę pluć w twarz. Bo gorsza dla mnie jest myśl, że wyszło źle, bo ktoś mi tak doradził a ja głupia się posłuchałam.

Później zaczęły się koleżanki i koledzy, choć kolegów miałam więcej w szkole niż koleżanek. Owszem miałam najpierw w podstawówce a potem gimnazjum 2 prawdziwe przyjaciółki. Ale potem każda z nas dorosła i poszła w innych kierunkach. Szkolnych jak i życiowych.

Zaczęło się również randkowanie i pierwsze miłości. Pamiętam tylko, te które warto lub które naprawdę coś oznaczały. Po każdej pomyłce zauważałam co było nie tak, co lubię a czego nie. Czego szukać dalej i na co zwracać uwagę. Ale już te takie prawdziwe związki – one uczyły więcej. Kiedyś byłam bardziej roztrzepana niż teraz. Dałam jedną szansę, drugą i jak nie wypalało szłam dalej. Zauważałam z jakiego powodu kończyły się owe związki, ale nie brałam tego do siebie, nie wyciągałam z nich nic, bo byłam zdania że to facet musi podporządkować się mnie, a nie odwrotnie.

Później dorosłam. Później to pojawił się P. Rozczarowałam się i to grubo. Zawiódł mnie i to ogromnie, pojawił się tak znienacka w moim życiu, zakręcił mną, a ja głupia myślałam że wygrałam los na loterii. Pojawiła się ciąża i razem z nią ogromne problemy. Ale nie z powodu ciąży. To P. nie dorósł do założenia rodziny, o czym miałam się potem niestety przekonać. Ale walczyłam. Rozpisywać się tutaj nie będę. Wszystko zostało już tutaj wyrzucone.

http://zagubionaf.blog.pl/2013/06/05/zycie-rodzinne-z-uzaleznieniem/ „Życie rodzinne z uzależnieniem”

Nie raz pamiętam jego słowa, które kiedyś mi powiedział: „Dziwne jest to, że walczysz o rodzinę, walczyłaś też wcześniej o byłe związki i zawsze ponosiłaś klęskę.” Przyznam, że zirytowało mnie to, ale dało do myślenia. O związek z P. walczyłam w każdy sposób. Walczyłam do tego stopnia, że nie wiedziałam co dalej robić i jak sobie z tym wszystkim radzić, więc wylądowałam u psychologa. Na terapię dla współuzależnionych chodziłam przez pewien czas, ale zaczął mnie tam irytować mój płacz, który często się tam wzbierał. Jak później zauważyłam, uspokoił się płacz, ale P. znów pokazywał, że ma to wszystko gdzieś. Ja miałam terapię dla współuzależnionych, a On dla osób uzależnionych. Ale ja starałam się w tak irracjonalny dla mnie sposób walczyć o rodzinę, a On ciągle dawał mi odczuć, że ja i A. i tak zawsze będziemy na szarym końcu. Więc w końcu i ja odpuściłam sobie. Pan P. zmienił moje życie o 360 stopni. Pomógł mi szybko dorosnąć.

Długo się zbierałam, żeby rzucić to wszystko w cholerę i w końcu to zrobiłam. Zostawiłam tego idiotę i pojechałam za nowym życiem.

Nie żałuję niczego. Niczego! Lepiej postąpić nie mogłam. Czasem widzę tutaj dla mnie tą barierę językową, ale w końcu chodzę na zajęcia w tym kierunku i da się to okiełznać. Głupia nie jestem.

Teraz jest S. Pan S. jest kochającym, sentymentalnym, wspierającym, uczuciowym, rodzinnym, zdolnym mężczyzną. Owszem ma też swój honor i jest on bardzo dla niego ważny, nie znów tak bardzo jak dla mnie, ale mając takie życie jakie On miał wcześniej – ja bym zbzikowała. Jesteśmy ze sobą ponad rok. Długo było między nami bardzo dobrze, sama się dziwiłam, że to trwa aż tak długo. Pokochałam Go całym sercem i kocham nadal tak, że jeszcze nigdy żadnego tak nie kochałam. Czekałam z przerażeniem kiedy bajka pryśnie, kiedy pojawią się te minusy i nasze nie dociągnięcia. Przyszła w końcu i na to pora. Ale z biegiem naszego wspólnego czasu, potrafimy ze sobą lepiej rozmawiać, a raczej docierać się. I nie chodzi tu wcale o barierę językową. Po porostu ja się muszę jeszcze wiele nauczyć, ale On tak samo. Widzę przede wszystkim to, że stać go na to czego nie było stać P. Mianowicie o chęci. Ma chęć wysłuchania tego co mam do powiedzenia, chęć do tego żeby spróbować zmienić to co uniemożliwia nam bycie szczęśliwym, a przede wszystkim chęć do bycia ze mną i kochania mnie. To dla mnie jest ogromnie ważne. P. stracił tą chęć bardzo szybko. Choć zapewniał w swoim  ”Teatrzyku kłamstw”, że jest inaczej.

S. natomiast też wiele mnie nauczył, na wiele rzeczy otwiera mi oczy. Nie raz zadziwiam samą siebie, kiedy spojrzę wstecz jaka byłam wcześniej i co myślałam, a teraz co myślę o tym samym. Przykład widnieje również wyżej: „To facet ma mi się podporządkować, a nie ja jemu”. A przecież to nie o to chodzi, bo w związku nie ma Ja, tylko My. Chodzi o kompromis a nie o walczenie tylko o swoje. Na to S. otworzył mi oczy. Czego wcześniej nawet nie brałam pod uwagę. Może to jest odpowiedź na zdanie, które rzucił mi kiedyś P. na temat walki. Nie wiem, ale podejrzewam, że dorosnę do tego żeby sobie i na to odpowiedzieć.

 

Inness

Tytuł się urwał :)

  • Napisane 4 września 2013 o 22:19

Odżyłam na nowo… Na nowo spostrzegłam kolory świata i to piękno…

Coraz bardziej czuję się tutaj jak w domu.

Wszystko mi tutaj pasuje.

Podoba mi się tutaj bardziej niż w tamtym kraju…

Dodatkowo ktoś pojawił się na horyzoncie. Ktoś, kto wie jak zawrócić Inness w głowie.

Ale ja nie śpieszę się. Powoli…

Ten cholerny strach odzywa się, a ma on powody, by się odzywać…

Czas pokaże, co z tego wyjdzie.

Póki co, uśmiech codziennie gości mi na twarzy! Jestem z tego mega zadowolona!

 

 

Dziękuję wszystkim za wsparcie!

 

Inness

Czy przeciwieństwo to dobra rzecz w związkach?

  • Napisane 6 czerwca 2013 o 11:33

Leżąc wczoraj w łóżku, zaczęłam się zastanawiać, z resztą nie pierwszy raz nad zdaniem, że PRZECIWIEŃSTWA SIĘ PRZYCIĄGAJĄ. Czy to prawda? Jeśli chodzi o związki oczywiście. Zaczynam wątpić w to zdanie. Bo niby jeśli tak jest, to na początku wiadomo ma się te różowe okulary, i te przeciwieństwa nas śmieszą. Tak było w moim przypadku. Ale z czasem zaczynają one stawać między dwoma ludźmi, zaczynają lekko mówić denerwować.

Ja mam inny pogląd na życie, niż P; różni nas baaardzo dużo, na początku było to nawet urocze, wiązało się to również z tym, że mieliśmy dużo tematów, ale z czasem? Przestaliśmy się z tego śmiać, zaczęło nas denerwować, że Ty uważasz tak, a ja tak i że w życiu się nie dogadamy. I zaczyna powoli rosnąć tak zwany mur.

Dlatego co jest lepsze? Szukać drugiej połówki z innymi zainteresowaniami, poglądami na życie, na świat? Czy szukać osoby podobnej do nas? Bo ciągle nie umiem sobie na to pytanie odpowiedzieć….

 

Inness