Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'mieszkanie'.
Wyświetlam 1 - 10 z 15 notek

Back to books and a summary of two days…

  • Napisane 30 września 2016 o 23:28

Zawsze kiedy przyjeżdżam do Polski obowiązkowo wchodzę do księgarni. Przeważnie uda mi się znaleźć coś ciekawego.

Książki to moje hobby, z którego długo nie zdawałam sobie sprawy. Pamiętam, że przed wyjazdem do Niemiec kupiłam jedną i zabrałam ze sobą. Jak się potem okazało była sagą. Były jeszcze 4 inne części, a ostatnia wyszła tego roku. Zakupiłam wszystkie, oprócz ostatniej. Podkusiło mnie nawet i kupiłam wszystkie 3 tomy Greya. Wciągnęło mnie tak samo. Mnie i moją siostrę. A moja biblioteczka zaczęła się powiększać.

Długo ociągałam się do brania za książki, które kupiłam tym razem. Dobrze wiem, że jak wezmę jakąś do ręki, to pochłania mnie to całkowicie. Chcę przeczytać następną i następną. Przed wczoraj wzięłam się w końcu do jednej z tych, które kupiłam tym razem. No i szybko ją skończyłam. Teraz moja głowa ciągle jest na głodzie książkowym. Właśnie skończyłam poszukiwania internetowe za kolejnymi typami. Oczywiście znalazłam parę, ale w większości jest nie dostępnych na stronie której kupuję. Udało mi się znaleźć nawet książkę, którą już zakupiłam z myślą o siostrze jako prezent urodzinowy, które obchodzimy razem. Z racji tego, że jesteśmy bliźniaczkami. Powinna jej się spodobać, bo to jej jak i moja tematyka.

Kupiłam też sobie jedną, ale nie wszystkie które znalazłam, bo pochłaniałoby to za dużo mojego czasu.

Miałam dziś jechać na zakupy po ubrania dla dzieciaków. Byliśmy nawet w drodze, ale Ss. zaczęła płakać i marudzić więc zrezygnowaliśmy, bo było już koło 16:00. Do owego sklepu mieliśmy ponad 20 km, a sklep otwarty był tylko do 18:00. Stwierdziłam, że zakupy w szybkim tempie nie bardzo wchodziły w grę. Przesunęliśmy wyjazd na jutro po śniadaniu.

Wczoraj S. przywiózł obie szafy i okazało się, że jedna była strzałem w 10, ale z drugą był już problem. Nie dość, że cholernie ciężka. Mieliśmy wielki problem wnieść ją na 2 piętro. Po wniesieniu okazało się, że nie pasuje w tej pozycji jak miała ona stać. Więc musiała zostać postawiona inaczej. Muszę jeszcze wszystko do końca poukładać i powinno być tak jak należy.

 

Innes

Małe nowości i rozmyślenia nad urlopem do Polski

  • Napisane 7 kwietnia 2016 o 23:21

Dzień za dniem.

Dostałam w końcu przelewem pieniądze za kaucję no i w końcu zakupiłam komodę, na którą muszę poczekać bo nie było jej na stanie, więc muszę poczekać z końcowym uporządkowaniem rzeczy z przeprowadzki. Ale dziś kupiliśmy firany i pokoje w końcu wyglądają jak pokoje.

W przyszłą niedzielę Ss. będzie mieć miesiąc. Coraz mniej śpi za dnia, obserwuje wszystko dookoła. W przyszły wtorek pierwszy bilans, czyli pomiary, szczepionki i inne duperele. Oj będzie płacz nie z tej ziemi.

U nas znów Kirmes. Byliśmy w zeszły piątek i jutro znów chcemy się wybrać, bo jest do niedzieli. Udało mi się nawet przejechać na dwóch z nich, ale na takich lajtowych. Jest jedna na której jeszcze nigdy nie jechałam, ale boję się ze względu na nie dawną operację – cesarkę. Jednak jest to otwarcie brzucha i zszywanie, więc mam obawę że coś mogło by się „poluzować”, że tak to ujmę.

Papi wyjeżdża w niedzielę do Polski, tym razem do stolicy gdzie ja jeszcze nie byłam, a na końcówce urlopu wybiera się do rodziny. Chcę coś kupić moim siostrzenicom, ale nie mam pojęcia co. Jedna ma pół roku, a druga 10 lat. Szukałam jakiegoś pomysłu w internecie, ale nic konkretnego nie znalazłam.

Udało mi się znaleźć nowe przedszkole 300m od mojego mieszkania. Niestety przyjęcia dzieciaków są od nowego roku, czyli od 1 sierpnia więc jeszcze 4 miesiące A. będzie musiała dojeżdżać kawał do starego. Jest to poniekąd uciążliwe, bo codzienne dojeżdżanie wiąże się z paliwem, no i ja sama nie mogę jej zawieźć. A co za tym idzie, nie wiem tak dokładnie jak wygląda sprawa z przedszkolem, co nowego itp. Czasem uda mi się zabrać z S. i odebrać ją z przedszkola. Na początku była smutna, że jeździ tylko z S; ale już się przyzwyczaiła. Teraz uczy się, a raczej próbuje jeździć na urodzinowych rolkach, bo jednak owe zostały zakupione. Po pierwszej próbie załapała równowagę na tyle by ustać sama w ubranych na nogach rolkach, z czego była bardzo z siebie dumna.

S. coraz częściej wspomina sprzed dwóch lat nasz urlop w Polsce, bo bardzo mu się spodobała i mówi, że chciałby pojechać i w tym roku, bo w tamtym nam razem się nie udało. Planuje coś na wakacje, ale nie wiem jak to będzie wyglądało ze względu na koszta no i na podróż z malutkim dzieckiem. Choć jazda autem różni się czasem dojazdu wobec podróżą autobusem. Ale do wakacji jest jeszcze wiele czasu i zobaczymy jak to się potoczy.

Z drugiej strony jak pomyślę, że gdyby ex dowiedział się, że przebywam w Polsce pewnie znalazł by się pod domem mojej matki w celu zobaczenia się z córką, co kompletnie mnie fakt ten nie cieszy. Po całym zajściu tej jego nie udanej sprawy w sądzie i brakiem jakiegokolwiek kontaktu z dzieckiem…. Mogłoby być dość ostro. Do dziś nie mamy ze sobą kontaktu i nie ubolewam nad tym. Wręcz przeciwnie, mam święty spokój. A. nadal kompletnie o nim nic nie mówi. Tak jakby on dla niej nie istniał. Cóż się dziwić, ma dopiero 5 lat. No ale mimo wszystko, myśl o zobaczeniu jego wizerunku napawa mnie mdłościami.

 

Inness

Brak czasu dla samej siebie

  • Napisane 24 marca 2016 o 23:17

Niby nic się nie dzieje, a nie mam czasu odpalić laptopa, coś obejrzeć czy choćby zrobić porządek w szafie.

Mała Ss. śpi, pije mleko i śpi. W nocy koło północy wydaje się być wyspana, ale nie żeby płakała. Po prostu wpatruje się w jeden punkt, za chwilę w drugi i tak obserwuje. Dodatkowo jest również na feriach H. córka S. Więc trójka dzieci w domu to już wyzwanie. H. ma 7 lat, ale czasem odnoszę wrażenie, że mogłaby być zachowaniem 5-latką jak A. Jak nie kłótnie, to znów niepotrzebna wymiana zdań. Ciągle ktoś coś chce no i tak mało czasu mam dla siebie. W nocy pobudki do karmienia Ss; więc wieczorem, kiedy dzieciaki śpią sama mam ochotę tylko na prysznic i spanie. W dodatku ten tydzień S. musi pracować i wraca w nocy, więc wszystko pozostaje na mojej głowie.

Rana po cesarce ładnie się goi. Coraz mniej bólu. Mogę już prawie swobodnie się poruszać. W sumie to jest dobrze, nie patrząc na to, że po całym dniu na nogach jest dziwne uczucie w miejscu szycia.

Schudłam 13 kg w prawie dwa tygodnie. Dla mnie to nowość, bo z A. po porodzie spadło mi tylko to co wyciągnęli z brzucha, czyli dziecko i resztki. Ale apetyt mi gdzieś zanikł. Do tego nawet jak się pojawi, to po małej porcji już nie mogę dalej jeść. Z czego jestem zadowolona, bo przecież i tak nadal nie mam swojej wagi sprzed nawet pierwszej ciąży…

Mieszkanie nadal nie wygląda tak jak powinno. Pozostały do zrobienia małe rzeczy, do ogarnięcia również ale to właśnie one tak się ciągną. Czekam również na pieniądze z kaucji za stare mieszkanie, bo chcę kupić jakieś firanki, komody, bo bez tego nie umiem się ruszyć bo brakuje miejsca właśnie na te drobne rzeczy. Ale na to chyba będę musiała poczekać do przyszłego tygodnia.

Za parę dni Wielkanoc, ale jak to u mnie nie czuć tego święta. Niby coś jest, ale nie ma takiej magii jak przy Bożym Narodzeniu. W dodatku od tamtego tygodnia pada i pada, więc wiosna która towarzyszy tym świąt tak jakby nadal nie przyszła.

Dziękuję wszystkim za miłe słowa i życzenia dla Ss. i dla mnie.

 

Inness

Praca nad mieszkaniem i stereotypy dla dzieciaków

  • Napisane 9 marca 2016 o 22:42

No tak, wczoraj położyłam się przed północą więc dziś o 7:00 już miałam pobudkę. Czułam, że jestem dość wyspana, bo 100% wyspana napisać nie mogę. Dlatego, że i tak wybudzam się ze snu w nocy, więc sen przerywany jest. Ale było lepiej. Popracowałam dziś, skończyłam rozpakowywanie łazienki, wysprzątałam ją. S. powiesił co miał, czyli firankę w sypialni, zegary, obrazki, garderobę i parę innych rzeczy. Na koniec umył podłogę w całym mieszkaniu. Ja po godzinie 18:00 z kolei czułam, że znów zmęczenie i chęć spania bierze górę. Na końcówce ciąży, jak dla mnie wysiłek szybko mnie męczy i tylko oczy uciekają mi w kierunku łóżka.

Założyłam dziś w końcu poszewki na pościel dziecka i ładnie prezentuje się cały komplet z baldachimem. Wybrałam pomarańczowy kolor z misiami, bo nienawidzę różu. Nie lubię tego stereotypu: dziewczynka – róż, chłopiec – błękit. Dla mnie to jakaś paranoja. Gdy byłam w ciąży z A. nigdy jej nie kupiłam różowego ciuszka, wszystko co było różowe dostała od kogoś. Wózek też miałam najpierw niebieski, a potem czerwono-czarną spacerówkę. Ty razem zrobiłam tak samo, ciuszki dominują w kolorach niebieskich, zielonych, kremowych, siwych, pomarańczach i innych jeszcze. Wózek czarny-beż. S. powybierał parę rzeczy różowych, więc przecież się nie będę stawiać. Nie żebym szła z jednej skrajności w drugą. Owszem dziewczynka może mieć ten róż, ale nie wszystko w różu. Od bluzeczki poczynając, kończąc na smoczku. Kiedyś widziałam zdjęcie od koleżanki na FB, która spodziewała się córki – jaki pokój jej urządziła. Tapeta różowa, w różowe kwiaty, łóżeczko różowe z różowym wypełnieniem i różowe miśki. Boże, myślałam że oślepnę. Lub co najmniej wypaliło mi całą paletę barw z oczu, oprócz różu. Nie lubię, nie, nie… Jak ktoś tak woli, proszę bardzo. Dla mnie to przesada.

Jutro muszę kupić prezent, bo A. dostała dziś zaproszenie na urodzinową imprezę od kolegi z przedszkola. Przyjęcie odbywa się w piątek, więc ja wybiorę się z A.   S. za ten czas pomaluje przedpokój, bo nadal czekaliśmy z malowaniem. A w sobotę wyruszam do szpitala. Boję się, ale co ma być to będzie…

Mam okropną zgagę po mięsie mielonym. Cholerną… Dziś S. zrobił pizzę na obiad. Jedną z mięsem mielonym i pomidorami, drugą z tuńczykiem, papryką, pieczarkami i trzecią margheritę. Pyszne, ale ta zgaga teraz jest okropna. Wszystko przez ciążę. Do tego puchnące dłonie. Prawa jest najgorsza, bo nią najwięcej pracuję. Rano nie umiem nic chwycić dłoniami. Nie potrafię palców zgiąć, bo bolą jak cholera. Później przestaje, ale w ciągu dnia potrafi ból wrócić kilkakrotnie…

 

Inness

Nowe mieszkanie, sąd i ciąża po terminie

  • Napisane 7 marca 2016 o 18:50

Długo mnie nie było. To przez nadmiar rzeczy jakie się pojawiły. Końcówka lutego i wskok do nowego miesiąca – marca – oznaczało wiele rzeczy do zrobienia. Urodziny A. udały się bombowo. Prezenty się podobały i tort z kucykami My little pony się bardzo jej podobał. Sprawa w sądzie zakończyła się pomyślnie dla mnie. Sąd odrzucił całkowicie wniosek ex i postanowił, iż sprawa musi się odbyć w Niemczech!!!! HA! HA! HA! Moja prawniczka powiedziała, że wyszedł z sali bez słowa. Zawiedziony na bank. Myślał, że wygra to o co wnioskował. Jestem ciekawa czy szarpnie się na rozprawę w Niemczech. A. miała…

Urodziny A i klucze do nowego mieszkania

  • Napisane 23 lutego 2016 o 22:35

No i klucze ładnie odebrane. Jestem MEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEGA zadowolona!!!! Jak i S. Kopary nam opadły, jak weszliśmy do mieszkania. Wszystko odnowione, nowe, łazienka od podstaw wyremontowana, ściany przygotowane do malowania. Jest o wiele lepiej niż przypuszczaliśmy, że będzie. Przede wszystkim cieplutko i ładnie. A jak dojdą dzisiejsze tapety i farby, które razem wybieraliśmy pół przedpołudnia to będzie jeszcze piękniej. S. nawet odpalił jakiś taniec w przedpokoju, to chyba był taniec zachwytu  Od jutra S. zaczyna pracę nad ścianami i cała resztą. Ja natomiast muszę przygotować się do jutrzejszego przyjęcia urodzinowego od A. Dziś moja córeczka kończy równe 5 lat!!!!!!  Napompowanie tych…

W oczekiwaniu na jutro!

  • Napisane 22 lutego 2016 o 19:56

Jutro dwa wielkie wydarzenia w jednym dniu

  • Urodziny A.

Prezenty popakowane, torcik kupiłam ale muszę kupić coś większego. Normalnie by wystarczył, ale zakupiłam taką nakładkę na tort z konikami My Little Pony, bo A. uwielbia te konie i jest większa niż sam tort. Paczuszki dla dzieciaków do przedszkola zrobiłyśmy. Jak tylko A. się położy do łóżka i zaśnie, to jak zawsze co roku, wieczorem nadmuchiwałam mnóstwo balonów i pozawieszałam jej w pokoiku. Więc gdy rano się budzi przybiega do mojego pokoju i woła: ŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAŁ MAM BALONY W POKOJU. I znów wielkie ŁAAAAAAAAAAAŁ! W tym roku się wycwaniłam, bo zakupiłam pompkę do dmuchania balonów. Dmuchanie balonów jest ciężką pracą, a w ciąży przy wiecznym braku tlenu…. Jeszcze gorzej. Poza tym rzecz owa się przyda, bo kolejne urodziny nowego dziecka też trzeba będzie świętować. A co za tym idzie… Dmuchanie balonów….

Pójdzie do przedszkola świętować w grupie swoje urodziny, później gdy wróci do domu dostanie prezent, a drugi w środę bo w ten dzień wyprawiamy imprezę w domu.

  • Dostaniemy w końcu klucze do mieszkania!!!!

Tak zadeklarował się dziś drugi dozorca, bo z jednym nie ma kontaktu. Jutro ponoć o 10:00 mamy przyjechać pod mieszkanie i dostaniemy w końcu wyczekiwane klucze, by można było coś zacząć robić. Nie możemy się doczekać z S. Dziś kupiliśmy już tapety do pokoju A; wczoraj do sypialni. Chcielibyśmy kupić więcej, ale nie mamy pomiaru ścian i trudno jest cokolwiek wyliczyć – ile i czego potrzebujemy. Mam nadzieję, że już jutro zakończy się męka z czekaniem. Jedno jest pewne, dziś mam pospane. Ciągle będę myślała o tych kluczach i jak wygląda to mieszkanie po remoncie.

Dziś też już obudziłam się po 7:00 rano i spać nie mogłam, bo myśli krążyły mi koło czwartkowej rozprawy w sądzie. Niech ta sprawa też się już skończy.

 

Inness

Stare i nowe mieszkanie, USG i urodziny

  • Napisane 19 lutego 2016 o 12:52

Wczoraj znów kolejna kontrola u ginekologa. Robiła USG, bo wcześniej mówiła coś o jednej większej nerce u dziecka i chciała się upewnić czy wszystko w porządku. Z A. nie miałam w 9 miesiącu USG, więc moje zdziwienie gdy zobaczyłam piękną mała buźkę z policzkami i nosek osiągnęło zenitu. S. też się zdziwił i patrzał z niedowierzaniem. Dokładnie 2 tygodnie zostały do terminu. Ja wyglądam na zmęczoną tą ciążą, bo sama doktorka stwierdziła, że chyba mam już dość. Do tego przeprowadzka i zmęczenie widać na mojej twarzy coraz bardziej.

Wczoraj tylko zjedliśmy na szybko śniadanie i poszliśmy spakować rzeczy u S. w mieszkaniu. Ja zajęłam się balkonem i pokojem, a on całą kuchnią i przedpokojem. Jakoś się uwinęliśmy, ale już przy końcu rozbolała mnie głowa przez ciągłe schylanie się no i te plecy… Została piwnica, ale dziś S. już to sam zrobi. Ja mam dość. Zostało tylko moje mieszkanie. S. dzwonił również do firmy z mieszkania jak daleko stoi remont i kiedy możemy spodziewać się kluczy. Facet odpowiedział, że w tym tygodniu powinno być mieszkanie gotowe, więc w przyszłym tygodniu mamy dostać klucze. Tylko nie wiadomo kiedy, bo dozorca się rozchorował, a to on musi przekazać klucze. Więc nie wiemy czego się spodziewać. Byliśmy tam wczoraj, bo myśleliśmy, że robotnicy kończą prace i wpuszczą nas. Będziemy mogli zobaczyć jak to wygląda po remoncie no i zmierzyć pokoje, by wiedzieć ile kupić farb i tapet, ale okazało się że nikogo tam nie było. Więc doszliśmy do wniosku, że mieszkanie już musi być skończone, tylko nie ma kto nam dostarczyć tych kluczy. I nie potrzebnie musimy czekać na przyszły tydzień, bo inaczej moglibyśmy już w weekend coś próbować robić. Chcemy jak najszybciej te klucze, ale nie idzie to tak jak byśmy chcieli.

Za 4 dni A. ma urodziny, dziś zapakowałam jeden prezent który dostanie we wtorek, czyli to lustereczko. Impreza urodzinowa miała się odbyć we wtorek, ale S. zostały teraz tylko 2 dni pracy i wypada to na poniedziałki i wtorki, więc gdy goście przyjdą on byłby tylko przez godzinę. Więc przesunęłam urodziny na środę.

Najważniejsze, by dostać w końcu te klucze… A za tydzień rozprawa w sądzie. Ex pewnie siedzi jak na szpilkach i liczy na wszystko, o co wnioskował w swoim piśmie. Za mnie pójdzie prawnik, któremu udzieliłam pełnomocnictwo i zobaczymy jak to się potoczy. Oby całą sprawę odrzucono. Tego ja oczekuję od sądu.

 

Inness

Problemy mieszkalne

  • Napisane 30 stycznia 2016 o 19:12

Przyjechałam do Niemiec w sierpniu 2013 roku. Z mieszkaniami był mały problem, ale znalazłam już po 2 miesiącach szukania. W sumie to S. je znalazł. Cieszyłam się, że w końcu mam swoje mieszkanie i mogę się przeprowadzić od koleżanki, u której mieszkałam.

Poza tym w Polsce też niby miałam mieszkanie, ale głównym najemcą był ex, ja byłam tylko zameldowana z A. Zaraz po przeprowadzeniu się na nowo urządzone mieszkanie, od jego brata usłyszałam dokładnie dzień po, że nie jestem u siebie i mam się nie odzywać, bo jak sobie przypominam powiedziałam coś co było mu w niesmak. I tak się to już potem ciągnęło, że nie u siebie. Problem z meldunkiem oczywiście też musiał się pojawić. Wcześniej wynajmowaliśmy mieszkanie przez rok czasu od kumpla ex. Później ex wygrał na przetargu mieszkanie, ale oczywiście do gruntownego remontu. Podczas wynajmu byłam nadal zameldowana u matki, po urodzeniu A. też była zameldowana na adresie mojej matki. Po wprowadzeniu się na mieszkanie, matka ex stwierdziła, że córka mojego ex może być zameldowana na nowym mieszkaniu, a ja mam pozostać u matki z meldunkiem. Gdy ex wrócił do domu z taką nowiną, wkurw mnie ogarnął niesamowity. Zapytałam dlaczego? Co jest tego powodem, bo takiego genialnego pomysłu ze strony jego rodziny się spodziewałam. Ex powiedział mi, że jego rodzice boją się, że gdy się zamelduję będę się rządzić i w razie naszego rozstania ja będę się domagać praw do mieszkania. Powiedziałam, że to jakiś absurd. Albo staramy się stworzyć rodzinę, albo nie. Albo zameldują nas tam we trójkę, albo ja i dziecko pozostaniemy na mieszkaniu mojej matki zameldowane. Powiedziałam, że nic innego nie wchodzi w grę. Dziecko idzie tam, gdzie ja. W ciągu całego tego remontu ciągle słuchałam, że oni to robią dla nas, a nagle gdy przyszło do formalności to ja jestem tam jak jakiś szczur. Niby mieszkam tam, ale bez żadnych praw. Ex porozmawiał z „rodziną” i na szczęście nawet nie brał tego pomysłu pod uwagę. Choć raz usłyszałam od niego, że czemu nie może tak być?!

Później przez cały pobyt tam czyli jakieś 2 lata słyszałam co jakiś czas, że to oni wyremontowali mieszkanie, bo ex udawał że nie ma pieniędzy a tysiącami obracał w kasynie. No i oni to zrobili dla syna i wnuczki. Gdy w końcu postanowiłam w czerwcu 2013, że nie mam po co tam dalej przebywać i wyjeżdżam za granicę nagle zdania się poodwracały. Dlaczego wyjeżdżam? Dlaczego nie zostanę? Czemu chcę zabierać córkę ojcu? Na te i inne pytania odpowiadałam milion razy, ale nikt nie chciał tego zrozumieć. Po kolejnej nie ukończonej terapii ex, po kolejnych awanturach zamieniających się w piekło, z 200 zł do przeżycia na miesiąc z małym dzieckiem, przez odrazę, wstręt i coraz większą nienawiść rodzącą się we mnie do ex, z coraz większymi problemami, by jakoś to pogodzić, z uczuciem cholernej samotności i żadnym wsparciem….. I, i, i, i……. Powodów było mnóstwo, by wyjechać. Pod koniec, by wybić mi to z głowy rodzina ex chciała mi uświadomić, że to nie jest tak kolorowo jak mi się wydaje wyjechać do obcego kraju. To wszystko bzdury, że tam mi będzie lepiej. Nawet jeśli dostanę mieszkanie i pieniądze, to będę tęsknić i będę tego grubo żałować. Pomysł narodził się, by oddać mi mieszkanie. To właśnie, które ciągle było mi wypominane. Które było podkreślane, że nie mam do niego żadnych praw. I na końcu całkowite niezrozumienie, że postanowiłam wyjechać zamiast przyjąć tak szczodry prezent w postaci mieszkania. Moje argumentowanie, że to będzie tylko na chwilę. Że potem nikt życia nie będzie miał. Ja – bo nie jestem nadal u siebie, bo siedzę na sępa, bo moja rodzina nie pomogła tyle w remoncie co oni, bo ex musi mieszkać u rodziców, a ja siedzę nie u siebie… Ex – bo jest bez mieszkania, bez grosza przez uzależnienie, bo nie mieszka z córką pomimo tego, że to jego mieszkanie… No i kochani rodzice ex – bo oni włożyli tam mnóstwo pieniędzy, a teraz ktoś obcy tam jest. Powodów było jeszcze więcej, ale oni byli święcie przekonani, że oni oddają mi to mieszkanie tak o i nie będę się w ogóle wtrącać. Co oczywiście było bzdurą. To miało mi tylko wybić z głowy pomysł, bym nie wyjeżdżała, bo co ludzie powiedzą? Ex, nauczyciel informatyki w gimnazjum, gdzie zrobił dziecko nieślubne i gdzie ono jest? Dlaczego ja wyjechałam? Wstyd.

Tak to mniej więcej wyglądało. Także nawet kiedy miałam niby ten dach nad głową to nie był mój. Gdy mieszkałam jeszcze z matką też nie było za wesoło. Ciągłe awantury, problemy, wyzwiska, wieczne niezadowolenie, zero prywatności. Mam dwie siostry i póki najstarsza się nie wyprowadziła to mieszkałyśmy wszystkie we czwórkę na kawalerce. Gdy starsza się wyprowadziła, to zrobiło się trochę luźniej. Ale i tak prywatność to było tylko marzenie. Zaczęłam praktyki, później pracowałam no i matka zaczęła wymyślać, bym jej pomagała w utrzymaniu mieszkania. Kawalerka z pomocą zasiłku do mieszkania, nie kosztowała drogo, ale rozumiałam i chciałam jej pomóc, bo nie lubię uczucia gdy ktoś coś dla mnie robi a ja nie daję nic od siebie. Lecz ona zawsze była bardzo skąpa i żerowała na każdy grosz. Kawalerka w tych czasach kosztowała z 300 zł z wodą plus prąd. Mimo tego ona chciała ode mnie 400 zł co miesiąc. Dawałam, ale gdy usłyszałam, że środki do czyszczenia też kosztują to miałam dość, bo zdawałam sobie sprawę, że to co oddaję i tak jest za dużo. Zdałam sobie sprawę, że muszę coś ze sobą zrobić i tak wyjechałam do Holandii do pracy. Wróciłam i zaczęłam znów pracować w Polsce. No i na nowo kosztowne rachunki za kawalerkę z matką i siostrą, która potem zaczęła również uciekać za granicę. Zawsze nas obie ciągnęło za granicę…

Tak więc mieszkanie, które mam aktualnie było pierwszym moim, które było tylko dla mnie i córki. W końcu wiedziałam, że mam coś swojego i nikt nie będzie żerował na mnie lub nikt nie będzie wypominał, że nie jestem u siebie. Zawsze wiedziałam, że mam coś swojego. Lecz mieszkanie okazało się niewypałem, zimne w zimę i to cholernie. Latem w upały za gorąco, na tyle że gdy ruszysz się coś zrobić to pocisz się, jakbyś wróciła z joggingu. Grzyb i wymóg jakiegoś grubszego remontu. Więc gdy znaleźliśmy mieszkanie z S. popłakałam się  ze szczęścia. Dzieli mnie od niego tylko 30 dni. Lecz 2 lata temu, gdy przyjechałam nie było aż takiego problemu z mieszkaniem, jaki jest teraz. Właśnie przez powiększającą się liczbę obcokrajowców. Dziś właściciel mieszkania przyszedł z mnóstwem ludzi, by mogli zobaczyć mieszkanie. Moje mieszkanie będzie wolne od 01.04 więc ludzi zainteresowanych nie brakuje. Ale jak tylko sobie pomyślę co czeka ich na tym mieszkaniu to jest mi ich żal. Szczególnie tych z dzieckiem. Nie mogę ich uprzedzić i odradzić, bo właściciel jest od odpowiadania na pytania. Trzy kobiety stanęły w pokoju A. i pytają mnie o ścianę, która jest w opłakanym stanie. Spojrzałam tylko na nią, a ona już zrozumiała co mam do powiedzenia. Wyszeptałam tylko po cichu, że nie chce nic mówić, ale to mieszkanie to katastrofa. Podziękowała mi na głos i pożegnała się nie zamieniając słowa z właścicielem. Reszta ludzi zobaczyła mieszkanie i wyszła po chwili. Została tylko kobieta z facetem i córką w wieku szkolnym. Jej już nie udało mi się  uprzedzić, bo rozmawiała z właścicielem.

Wiem tylko jedno, następni ludzie mieszkający tutaj będą żałować, że się tutaj wprowadzili…

 

Inness

Motywacjo, gdzie jesteś?!…

  • Napisane 15 stycznia 2016 o 21:13

Sytuacja w domu wreszcie opanowana od wczoraj.

Byłam również na zakupach dla nowego dziecka, by zakupić ubranka dziecięce.

Najgorsze, że nadal nie chce mi się ruszać tego co mam tutaj do zrobienia. Byłam znów wczoraj na nowym mieszkaniu. Były już lokator powynosił swoje rzeczy i można było głębiej wejść do pokoi, a nawet wyjść na balkon. S. bardzo spodobało się to mieszkanie. Mi już wcześniej, ale dopiero wczoraj można było zobaczyć jak wielkie są pokoje, czy łazienka.

Ja już w końcu za zwolnieniu całkowitym. Czyli dopóki to dziecko, które się jeszcze nie narodziło nie dostanie się do przedszkola, to będziemy razem kwitły w domu.

A. już nie może się doczekać, kiedy jej siostra będzie w domu. Ciągle pyta, czy będzie mogła dać jej mleczko lub się pobawić.

Ja muszę w końcu znaleźć tą motywację do działania, bo zostaje coraz mniej czasu…

 

Inness