Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'matka'.
Wyświetlam 1 - 4 z 4 notek

Niedziela

  • Napisane 22 stycznia 2017 o 21:05

Ale była cisza….

A. była na nocce u koleżanki. Ja byłam sama w domu z Ss. i wiecznie mi coś brakowało. S. wrócił późno z pracy i gdy położyłam Ss. spać, dziwnie było bez jednego brakującego dziecka. W końcu 6 lat razem, dzień w dzień :) Dziś wróciła już do domu. Od razu przyleciała do mnie i woła, że za mną tęskniła. Dziś Ss. nauczyła się raczkować, jak na dziecko przystało. Jeszcze powolutku, ale to kwesta koło dwóch dni i będzie naparzać przez całe mieszkanie jak torpeda.

Wysprzątaliśmy z S. dziś całe mieszkanie, korzystając z okazji, że nie ma jednego urwisa. Tak wiem, dziś niedziela. Ale osobiście nienawidzę sprzątać w soboty. I jakoś nie przeszkadza mi sprzątanie w niedziele. Dzień jak każdy, tylko tyle, że wszystko pozamykane. W domu u matki zawsze w sobotę obowiązkowe i przymusowe sprzątanie w soboty i tak to znienawidziłam, że nie powielam rytuału mojej matki.

Dzwoniłam wczoraj do matki i nakręcałam ją na przyjazd do mnie. Znów. Słyszałam przez telefon, że kobiecina się nakręciła. Choć jak stwierdziła to nie tak hop siup i że musi się z tym przespać. Argumentowałam tym, że od A. i Ss. zbliżają się urodziny i mogłaby przyjechać. Nic nie obiecywała i mówiła, że mam sobie nie robić nadziei, ale jeśli miałaby przyjechać to dopiero w lutym. Jestem ciekawa czy się zjawi…

 

Inness

Matka

  • Napisane 27 września 2016 o 11:56

Prawie koniec września.

W październiku S. ma urodziny.

W sierpniu byliśmy w Polsce na 4 dni, bo przedłużyliśmy sobie naprawdę mały urlop w tym roku. Nie wiem czy uda się coś jeszcze zorganizować do końca roku. Mama była na 3 tygodnie u nas. Było fajnie, bo ciągle siedzę sama z dzieciakami w domu. Jedna skończyła pół roku, druga ma 5 lat i ani z jedną ani z drugą o czymś konkretniejszym nie da się porozmawiać. Wiecznie tylko ja chcę pić, jeść, bajkę, pobaw się ze mną, zagrajmy w coś, płacz, itp. Więc miła odmiana nastąpiła, gdy był ktoś starszy od mojej 5. latki, z kim można było pogadać.

Cieszyłam się, że mama jest. Pomagała mi gdy mała płakała, czasem coś ugotowała. Ale ma ona też swoje minusy. Już kiedyś o tym wspominałam, że bardzo lubi rozmawiać o ludziach. Przez całe trzy tygodnie nasłuchałam się tyle opowiastek, że nie raz już nie ogarniałam. Słuchałam nawet o ludziach, których nie znałam. Wtrąciłam się kilka razy, żeby uświadomić kobiecinie, że nie znam owej osoby więc dlaczego mi o niej opowiada? Ale ona tylko się zaśmiała i nawijała dalej. Dlatego nienawidzę jak ktoś gada za kimś za plecami. Mieszka tutaj w moim mieście też pewna kobieta, która jest żywiołową i wesołą osobą, ale po dwóch spotkaniach nasłuchałam się o tym i o tym i od razu sama odepchnęła mnie od siebie. Wcześniej jeszcze pisała i nalegała by się spotkać, ale sama w końcu musiała się zorientować po moim kolejnym „zbyciu”, że przyjaciółkami nie zostaniemy. Nie lubię takiego czegoś, nie żebym sama była aniołkiem, co to to nie. Ale za dużo to nie zdrowo. Kolejną sprawą było to, że nigdzie nie dało się z moją rodzicielką wyjść. Miałam parę pomysłów, by zabrać ją tam czy tam ale na wszystko odmawiała bolącym ją kolanem. Nie miała najmniejszej ochoty. Dla niej rozrywką największą było iść do Lidla lub Reala bądź innego sklepu. A najlepsze było siąść z kawą lub bez u mnie na balkonie i obserwować ludzi przechodzących i moich sąsiadów. Nie mam pojęcia czy po prostu taka już jej natura, czy ludzie w jej wieku tylko takimi rzeczami się interesują, ale ona od zawsze taka była. Ale łudziłam się, że jeśli przyjedzie do Niemiec to będzie chciała coś zobaczyć, zwiedzić. Pomyliłam się. Nie mniej jednak, w dzień odjazdu koło 5:00 rano popłakałam się wracając do domu, że sobie już pojechała.

Nie wiem kiedy znów będzie nam dane tak długo pobyć ze sobą, choć nigdy za nią nie przepadałam, nigdy nie bardzo lubiłam jej towarzystwo. Zawsze potrafiłyśmy się o coś pokłócić. Jej charakter, spojrzenie na świat i poglądy są tak całkowicie od moich różne, że było sprzeczek kiedyś co niemiara. Ale wiem dobrze też, że mieszkam 900 km od niej, czy chcę czy nie jest moją matką. Wiem też, że nie młodnieje każdego dnia i że nigdy nie wiadomo co nas może dopaść. Dlatego też nie wiem ile razy zdążymy się jeszcze zobaczyć, bo sama przyjeżdżam raz w roku do Polski. Ale i tak się cieszę, że spróbowałam, że przyjechała i mogłyśmy w taki czy inny sposób pobyć we wspólnym gronie. No i chociaż A. będzie pamiętała, że babcia była u niej i że mogły pograć prawie codziennie w Chińczyka…

Z tym podsumowaniem doszłam do wniosku, że zmieniło się moje podejście do matki. Owszem nadal potrafi mnie wyprowadzić z równowagi, zirytować czy choćby zepsuć dzień. Zdarza się to nawet kiedy choćby zadzwonię do niej na telefon czy Skype. Ale wracając wstecz kiedy miałam 18 lat a wracając do aktualnego czasu, to bardzo dużo zmieniłam w swoim podejściu do matki. Kiedyś uważałam, że za całe to zło jakie chcąc czy nie chcąc mi wyrządziła mam ją totalnie gdzieś i nie chce jej znać. Wyprowadzam się i palę za sobą mosty. Ale jednak tak nie potrafiłam. Jaka by nie była to ona dała mi życie i wychowała. Wychodzę z założenia, że do niektórych wniosków trzeba dojrzeć i dorosnąć….

 

Inness

Obcy więcej wart niż rodzina

  • Napisane 17 kwietnia 2016 o 23:27

Dziś moja mama skończyła 56 lat. Dzwoniłam na Skype i zaśpiewałyśmy jej z A. Sto lat. Była tam też i Papi, bo miała dziś wyjazd około 16:20 z powrotem do Niemiec. Porozmawiałyśmy wszystkie, trochę niezręcznie i dziwnie się zrobiło, kiedy weszłam na temat „ojca”. Ona jakaś dziwna się zrobiła po zapytaniu się przeze mnie, czy „ojczulek się popłakał jak się z nią żegnał?”. Na szczęście potem przyjechał bus i musiała odjeżdżać. Więc mogłam normalnie porozmawiać z starszą siostrą i mamą.

Papi i matka nigdy nie miały dobrych relacji pomiędzy sobą. Szczerze powiedziawszy, ciężko jest mieć dobre relacje z moją matką. Na ogół można z nią porozmawiać, ale sama odnoszę wrażenie że godzinna czy dwu godzinna rozmowa na Skype parę razy w miesiącu wystarcza. Była jaka była, już tego nic nie zmieni. Sama już mam dwójkę dzieci i sama wiem, rozumiem i dostrzegam na czym polega macierzyństwo i co to znaczy wychować dziecko lub więcej. Za to ona odnoszę wrażenie, że bardziej poważa całkowicie obcego sobie faceta niż kogoś, kto ją wychował. Ja jak pomyślę, że któraś z moich córek po wychowaniu jej, odwdzięczy mi się w taki sposób w jaki robi to moja siostra…. To szlag mnie trafia. Rozumiem ją po części, bo wesoło nie było. Ale mimo wszystko to nasza matka i jakiś szacunek jej się należ, a nie jeszcze dodatkowo podkreślać w jakiś tam sposób, że obcy facet jest bardziej w porządku niż ona sama. Wiele błędów matka popełniła, ale czy to wystarczający powód, by zachowywać się w taki sposób? Sama podkreśla i jak ponoć podkreślił to typ (ojciec) ja jestem cała matka i unoszę się honorem, bo nie chcę mieć z nim kontaktu i usunęłam go z FB. Nie rozumiem tylko co tutaj honor ma do rzeczy? Nie chcę mieć z nim kontaktu, bo nie znam go, jest dla mnie całkowicie obcym człowiekiem i nie czuję potrzeby, by to w jakikolwiek sposób zmieniać… Po co ten honor? Totalna kpina. Co jeszcze się dowiedziałam, że siostra była w tamtym roku w Polsce 2 razy i nie przywiozła mojej mamie żadnego upominku, a do obcego człowieka zajechała i kupiła mu jakąś lampę. Czym pochwaliła się przed moją siostrą i matką. Ja nie byłabym szczęśliwa, gdyby moje dziecko pamiętało o kimś, kto palca nie włożył w wychowanie dziecka, a dziecko o nim pamięta lecz o własnej rodzicielce nie. Ale taka właśnie jest moja siostra bliźniaczka. Do obcych więcej z siebie daje, niż dla własnej rodziny.

Poza tym dziś spędziłyśmy taneczne popołudnie z A. Odpaliłam grę Just Dance Now, gdzie już kiedyś to opisywałam i potańczyłyśmy sobie w dobrych humorkach.

Jutro wszyscy z rana musimy się uwinąć, bo najpierw do 9:00 godziny trzeba odwieźć A, do przedszkola a potem my śmigamy po dokumenty dla Ss. Kolejny dzień na załatwianiu papierkowej roboty…

 

Inness

Wizyt ciąg dalszy

  • Napisane 3 sierpnia 2013 o 09:51

Wczoraj jednak wyobraźcie sobie nic nie zrobiłam. Śmiać mi się z tego chce. Za to byłam na grillu, wróciłam po 21, obejrzałam serial i poszłam spać.

Dziś po 9 rano budzi mnie sms. Patrzę nieznajomy numer telefonu. Czytam więc wiadomość i patrzę z niedowierzaniem. Kto to jutro chce się u mnie zjawić?! Osoba z mojej przeszłości. Ale jest On z dalszej przeszłości. To były dość dobre czasy. Ostatni raz widziałam Go parę lat temu. Więc będzie o czym rozmawiać, ale jeśli wpadnie na 15 minut to nie zdążę się nawet rozkręcić ze wstępem rozmowy. Czekam więc do jutra.

Dziś też mam wychodne. Idę pożegnać się z bliską mi osobą. Może nie miałyśmy częstego kontaktu, ale kiedy już się spotkałyśmy to zawsze wspierała mnie tak, że odnajdywałam te resztki sił, zawsze mogłam na Nią polegać. Zastępowała mi tak na prawdę drugą matkę lecz z tą różnicą, że Ona była taką matką, którą zawsze chciałam mieć, a nigdy nie miałam. Czuła, kochająca, troskliwa, sympatyczna, przytuliła, kiedy tego potrzebowałam. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Nawet kiedy na ulicy ją widzę, moja twarz promienieje w mgnieniu oka. Będzie mi jej brakować, kiedy stąd odjadę. Mojej matki chrzestnej…