Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'dziecko'.
Wyświetlam 1 - 10 z 42 notek

Szał Muffinek i Elsy

  • Napisane 27 stycznia 2017 o 13:02

Od paru dni zapanował u mnie wirus na Muffinki. Pieczemy z A. już od trzech dni. I wymyślamy tylko co by dorzucić do środka. Raz były z kawałkami czekolady, na następny dzień z rodzynkami, kremem i różnymi posypkami A. je wystroiła. Wczoraj zrobiłyśmy z nutellą. Odkryłam wczoraj, że mam posiekane migdały, więc może dziś lub jutro będą następne. Choć A. przypadły najbardziej z nutellą do gustu. Wczoraj przed snem załapała się jeszcze na dwie ciepłe muffinki z nutellą. Ach ta jej mina: Mamo, jakie to pyszne. Tylko proszę, jak przyjdę jutro z przedszkola to żeby zostało coś jeszcze dla mnie – i poszła spać. Dorzuciłam jej jedno do dzisiejszego śniadania do śniadaniówki.

Byliśmy na mieście na spacerku w środę i okazało się, że jest mnóstwo przecen. Szał zakupów mi się włączył. Zakupiłam marynarkę w czerwono-czarną kratę, elegancką czarną bluzkę, dwa T-Shirty i sweterek. Dla dzieciaków też udało mi się coś znaleźć. A. wybrała sobie ponadto rękawiczki i koronę od Elsy. Ona i ta jej Elsa. W jej pokoju, gdzie się nie spojrzy jest coś z Elsą. Papi kupiła jej na rozpoczęcie przedszkola plecaczek na śniadanie z Minnie Mouse i miała go dwa lata. Nie planowałam nowego kupować, bo to ostatni rok, a nie był mocno zużyty, bo nosi tam tylko swoje zabawki i śniadaniówkę. Od sierpnia, kiedy zaczęła jeździć busem do przedszkola, rzucała na podłogę w aucie plecak, zapinała pasy i odjeżdżała. W tamtym tygodniu S. kupił jej nowy plecak, no oczywiście z Eslą! Z efektem 3D. Tak się nim zachwyciła, że teraz kiedy wchodzi do busa, kładzie go na kolana, zapina się pasem i trzyma go w rękach. S. mi o tym opowiedział, a później ona sama przyszła i dodała: Mamo wiesz, ten plecak z Minnie był już stary, ale ten nowy z Elsą jest taki fajny i nowy, że ja nie chcę żeby był brudny albo kaputt. Więc jak wchodzę do busa to trzymam go na kolanach… Padłam. Za niedługo idzie do szkoły, więc Elsa się skończy i przyniesie znów jakąś nową pierdołę do domu…

Jutro wybieram się z A. do fryzjera. Zażyczyła sobie z myciem głowy. Tak więc idziemy jutro się obciąć. Mam nadzieję, że się uda. Dziś wpada Papi na pogaduchy. A ja aktualnie myślę, co przygotować na obiad. S. wczoraj zrobił zupę z dyni, ale wiem że A. nie będzie tego jeść… Myślę nad plackami ziemniaczanymi, bo prosiła o to ostatnio moja starsza córka, więc może to na dziś przygotuję do zupy dyniowej.

 

Inness

Niedziela

  • Napisane 22 stycznia 2017 o 21:05

Ale była cisza….

A. była na nocce u koleżanki. Ja byłam sama w domu z Ss. i wiecznie mi coś brakowało. S. wrócił późno z pracy i gdy położyłam Ss. spać, dziwnie było bez jednego brakującego dziecka. W końcu 6 lat razem, dzień w dzień :) Dziś wróciła już do domu. Od razu przyleciała do mnie i woła, że za mną tęskniła. Dziś Ss. nauczyła się raczkować, jak na dziecko przystało. Jeszcze powolutku, ale to kwesta koło dwóch dni i będzie naparzać przez całe mieszkanie jak torpeda.

Wysprzątaliśmy z S. dziś całe mieszkanie, korzystając z okazji, że nie ma jednego urwisa. Tak wiem, dziś niedziela. Ale osobiście nienawidzę sprzątać w soboty. I jakoś nie przeszkadza mi sprzątanie w niedziele. Dzień jak każdy, tylko tyle, że wszystko pozamykane. W domu u matki zawsze w sobotę obowiązkowe i przymusowe sprzątanie w soboty i tak to znienawidziłam, że nie powielam rytuału mojej matki.

Dzwoniłam wczoraj do matki i nakręcałam ją na przyjazd do mnie. Znów. Słyszałam przez telefon, że kobiecina się nakręciła. Choć jak stwierdziła to nie tak hop siup i że musi się z tym przespać. Argumentowałam tym, że od A. i Ss. zbliżają się urodziny i mogłaby przyjechać. Nic nie obiecywała i mówiła, że mam sobie nie robić nadziei, ale jeśli miałaby przyjechać to dopiero w lutym. Jestem ciekawa czy się zjawi…

 

Inness

Zero współczucia dla matki

  • Napisane 16 stycznia 2017 o 11:50

Coś w tym stwierdzeniu, że – tylko matka gdy chora jest musi być zdrowa –  jest.

„Ostatnio leżała bezczynnie w łóżku i spała niepotrzebnie. Co z tego, że ma gardło chore i gorączkę i mówiła mi o tym? Bajka na dobranoc też się nie odbyła, bo nie potrafi mówić. Przecież może ciszej czytać. Ma się ze mną bawić, wstać z łóżka i być na chodzie” – podejrzewam, że tak właśnie myśli moje starsze dziecko, pomimo tego że tłumaczyłam jej jak się czuję…. Tłumaczę, że też jestem człowiekiem jak ona, a nie żadnym robotem i też gdy ona była chora leżała pod kocem i narzekała, że ją głowa boli. Wytłumaczyłam jak mogłam, ona niby to zrozumiała bo przytaknęła. Nawet dwa razy przyszła i spytała, czy potrzebuję masażu. Ale dziś gdy ubrałam ją w kurtkę, bo szykowała się do przedszkola. Stanęła w drzwiach i powiedziała już na klatce schodowej: „Ale dziś jak wrócę z przedszkola, to masz nie spać!” i poszła z S.

Och te dzieci! Przecież jak tylko skończyła się gorączka i antybiotyk na gardło podziałał, to zabrałam małego pyskacza do Mc Donald’s. Ale to nie ważne. Ona pamięta, że ja leżałam bezczynnie w łóżku. Pyskata się robi coraz bardziej. Za miesiąc skończy 6 lat i to dopiero będzie się działo, jak miewam. Więc siedzę i czekam do tej 15.00 aż smarkacz wróci i będzie dalej rządzić swoją łamaną polszczyzną.

A tak na serio, nie żebym dała sobą rządzić, ale wiem że jest tylko dzieckiem i nie rozumie jeszcze wielu spraw, pomimo tego że jakoś próbuję je tłumaczyć.

Wczoraj nadrobiłam sąsiedniego bloga. Spędziłam na nadrabianiu prawie 4 godziny, razem z odpowiedziami. Gdy skończyłam, wyłączyłam lapa i zasnęłam. I tak nie miałam co robić, a czytać lubię. Nie koniecznie na laptopie, bo oczy mi się szybciej męczą. Ale było ciekawie za to.

Śniegu zostały resztki. Wczoraj A. była na dworze i lepiła bałwana z S.  Byli pozjeżdżać z górki, a ja byłam w domu, bo Ss. spała. Także zima tego roku zaliczona na 100%

 

Inness

Stworzyć małego geniusza

  • Napisane 4 listopada 2016 o 22:13

Wczoraj byliśmy z A. na Laterne. Zrobiła nawet dwie, jedna była popryskana farbami a druga była z obrazkami. Namalowała na niej mnie, siebie, wózek w którym była Ss; ptaka i karmik dla ptaków. Rozbawiła mnie tym. Pośpiewaliśmy, zjedliśmy po hot dogu, A. zaliczyła 3 kubki ciepłego kakao. Ss. była za to okropna, płakała bez przerwy. Później porozmawiałam z jedną z przedszkolanek od A. Bardzo ją chwaliła. Mówiła też, że jej płacz i frustracje naprawdę się zmniejszyły do minimum. Potrafi sobie już z tym poradzić i nie dochodzi do takich krzyków. Pokazała mi tablicę, gdzie były praktycznie same obrazki pomalowane od A; stwierdziła że potrafi pięknie malować z całej grupy, wpada na fajne pomysły, potrafi stworzyć kreatywne rzeczy. Aż mi się miło zrobiło. Pokazała mi rzeczy, które udaje się jej rozwiązywać i nie ma wątpliwości, że w szkole poradzi sobie bardzo dobrze, a na pewno w pierwszej klasie, bo rzeczy które ona już opanowała są właśnie w pierwszej klasie.

Dziś byliśmy zameldować A. w szkole. Zobaczyła swoją przyszłą szkołę i bardzo jej się spodobał plac zabaw. Poszliśmy do biura i jakaś babka przyszła i przejęła A. a myśmy mieli załatwić papierkowe rzeczy. Później wezwano nas do pokoju, gdzie była A. i okazało się, że robiła jakieś zadania, które miały stwierdzić czy nadaje się już do szkoły i czy poradzi sobie z nimi. No i kobieta, która robiła z A. te testy znów zachwycała się moją córką. Powiedziała, że wykonała wszystko prawidłowo. Zna prawie cały alfabet, wszystkie liczby, wie która liczba następuje po kolejnej. Jedyne zastrzeżenie miała do sklejania zdań i że potrzebuje kursu językowego lub logopedy, który poszerzy jej zasięg słów po niemiecku i będzie potrafiła lepiej układać zdania. Ja sama w przyszłym tygodniu chcę w końcu znaleźć jakiegoś logopedę w pobliżu nas i zapisać ją. No i znów dziś ta kobieta z pokoju pochwaliła moje dziecko. Dziś to już się wzruszyłam. Udało mi się nie uronić żadnej łzy, ale mało brakowało. Oczywiście ze szczęścia i z dumy, jaka mnie rozpierała. Ostatnimi czasy słuchałam prawie tylko o jej frustracji i problemach w radzeniu sobie z nerwami. Owszem też były pochwały, że zdolna i w ogóle, ale moją głowę zaprzątały ciągle myśli na temat tego zachowania. Teraz kiedy w końcu słyszę, że jej furia w większym stopniu się zmniejsza i słyszę same pochwały to w środku czuję się szczęśliwa.

Zastanawiam się tylko, czy urodziłam geniusza z łatwo przyswajalną wiedzą, z tendencją do złych zachowań, czy może to zasługa tego że poświęciłam jej dużo czasu na wymyślanie przeróżnych rzeczy, zajęć, uczyłam ją tego malowania, pisania, liczb czy ostatnio odejmowania i dodawania do dziesięciu… Zastanawia mnie to. Ale będę miała okazję to sprawdzić na małej Ss. już nie długo. A. od małego lubiła się uczyć i poznawać przeróżne nowości. Okaże się. Bądź co bądź – jestem z niej ogromnie dumna!

Jutro wybieram się z Papi do fryzjera. Babski wypad. S. wziął wolne i posiedzi z dzieciakami, a ja idę zmienić wygląd moich włosów. Mam już pomysł na nie, tylko nie wiem jak będę w tym wyglądać. A w niedzielę wyprawiamy z Papi nasze wspólne urodziny. Ale tak naprawdę mamy je dopiero we wtorek! :) Jutro zapowiada się miły dzień. Bo co lepiej nie poprawia humoru niż wizyta u fryzjera?

 

 

Inness

Światło w ciemnym długim tunelu

  • Napisane 19 października 2016 o 22:40

Z rana urwanie głowy. Nakramić Ss; w tym czasie dobudzić A. i przypilnować, by nie ubierała się 20 minut. Zrobienie śniadania do przedszkola, zaprowadzenie A. na dół kiedy podjeżdża bus. Ubrać się, ubrać Ss. i nie spóźnienie się na umówiony termin. Zdążyłam na czas. Uff… Ale poranek był masakryczny. Do tego cały dzień lało. Była umówiona z dyrektorką lub psychologiem – sama nie wiem, jak ją opisać – w sprawie A. Co dwutygodniowe spotkania… Psycholożka powiedziała jasno, że u A. widać poprawę jeśli chodzi o jej frustrację. Nie krzyczy już tak i nie wyje (inaczej się tego nie da opisać).…

Eksplozja stresu i nerwów

  • Napisane 15 października 2016 o 20:25

Zawsze jakaś bomba musi wybuchnąć, by było dobrze… Po całym tym cholernym tygodniu wypłakałam się i trochę się lżej zrobiło. Pękłam.

Po wszystkim S. przeprosił za swoje zachowanie i zrozumiał, że opieka nad dziećmi i domem wcale takie łatwe nie jest. Tym bardziej jak się ma taką pięciolatkę w domu. Do tego problemy między nami… On też ma nerwy i stres w pracy, ja rozumiem. Ale powiedziałam mu, że mimo wszystko zazdroszczę mu, że może choć do tej pracy wyjść. Zostawić na chwilę dom, dzieci i wyjść do ludzi. Teraz przy takiej pogodzie mam ograniczone możliwości wychodzenia kiedy się chce choćby na spacer. Choćby z tego względu, żeby jedna nie zachorowała bo potem mam szpital w domu. A dzieci marudne są jeszcze gorsze niż zdrowe…

Poszliśmy na miasto, zjedliśmy obiad i kupiłam kurtkę która mi się podobała. Później wpadła Kami z córką, która została na noc u A. Więc pobawiły się razem i przynajmniej dziś choć  na chwilę A. nie siedziała mi na głowie tylko się czymś zajęły…

Ale i tak czuję jeszcze ten stres w sobie. Muszę cokolwiek z tym zrobić, bo to nie jest nic fajnego.

Głowa mi dziś pęka.

 

Inness

Afera za aferą!

  • Napisane 13 października 2016 o 22:32

Ja chyba potrzebuję jakiegoś urlopu… Dzień wolnego… Cokolwiek…. Dziś już nawet myślałam, żeby się upić bo na trzeźwo nie da się tego przegryźć.

Wczoraj wieczorem pokłóciłam się znów z S. Ale najpierw zaczęło się z A. Po raz kolejny miała gdzieś to co do niej powiedziałam. Skończyło się na tym, że zabawki które miały być sprzątnięte na koniec dnia, pozbierałam ja do wora na śmieci i stoi w przedpokoju. A ona jak to ona kolejny atak furii. Później S. wrócił z pracy i focha walnął o dosłownie głupotę…. Kolejny cichy czas nadszedł… Boże, jak zczaiłam się, że się wkurzył o tak durną rzecz to sama wybuchłam. Skończyło się na tym, że poszłam spać i nawet nie wiem kiedy przyszedł do sypialni. Dziś rano zaczęło się od S; później A. i tak oto dzień kolejny w nerwach. Chciałam wyjść choć na chwilę na dwór, oczywiście w towarzystwie dzieci bo jakby inaczej – to zawsze muszę być ja – by zaczerpnąć świeżym powietrzem, ale skończyło się na balkonie. Nie dość, że zimno cholernie to wiedziałam że jak wyjdę, wejdę do sklepu nie potrzebnie i jutrzejszy poranek mógłby być dla mnie ciężki. Zrezygnowana poszłam gotować obiad. O dziwo wyszedł mi dobry. Nawet A. zachwalała. Jutro ma być ponoć słońce i 12 stopni, więc muszę gdzieś wyjść… Oczywiście z wózkiem i dwójką dzieci. Żadnej chwili dla siebie. No chyba tylko wtedy, gdy śpią. Bo tak to albo S. przylezie z pracy i rzuca jakimiś tekstami i sam coś chce, albo się nie odzywa i nastrój jest taki, że nie chce mi się nawet myśleć. No albo Ss. popłakuje co jakieś pół godziny, bo smoczek wypadnie i koniec z chwili dla samej siebie…

Szlag mnie dziś trafia…

Najchętniej weszła bym pod kołdrę i przespała cały dzień.

 

Inness

Nienajlepsza sałatka i znalezienie kurtki

  • Napisane 12 października 2016 o 18:36

Ooooookropna pogoda. Zimno jak nie wiem co. Trzeba było jednak iść na szczepienie z Ss. Płakała okropnie, na szczęście było tylko jedno ukłucie. Później padła w wózku, kiedy robiłam zakupy.

S. pracuje teraz w każdy dzień, bo dziś sprzedał auto i ma zamiar zakupić nowe, więc potrzebuje pieniędzy. Nie wyrobiłabym się z obiadem, więc weszłam do Mc Donald’s, żeby A. coś zjadła. Z nią iść do restauracji, to jak ślimakowi wciskać mięso… Zamówiłam sobie również obiad – SAŁATKĘ. Matko, ale mi to nie wchodziło! Moja pierwsza sałatka zamówiona w fast food. Okropność! Wracając do domu, zaczęło padać. Zimno było okropnie.

Znalazłam sobie kurtkę na zimę. Co prawda cena lekko poraża, ale w tym samym sklepie kupiłam starą 3 lata temu i byłam zadowolona. Dopiero w tamtym roku zaczął psuć się zamek. Więc kurtkę poszłam szukać właśnie w tym sklepie. Chyba w sobotę pójdę ją nawet kupić :) Gdy przymierzałam, A. stwierdziła, że jest nie ładna. Kazała mi przymierzyć inną. Założyłam tę drugą, ale czułam jakbym miała wór  na sobie… A. stwierdziła, że jest ładna i że tę powinnam kupić. Chyba oszalała. :-D

W domu czekało na mnie gorące cappucino. Było zimno, więc S. trafił w dziesiątkę.

Kończę na dziś, bo mała Ss. rozłożyła się na mnie, kopie i śmieje się, zadowolona ze swoich wyczynów – rwie się do laptopa. A ja męczę się z jedną ręką by pisać, a drugą trzymam ją by nie spadła z łóżka…

 

Inness

 

 

 

 

Udane urodziny, kolejna furia

  • Napisane 10 października 2016 o 22:37

Tydzień minął bardzo szybko. W końcu pogodziłam się z S. ale Bóg wie, kiedy znów coś wypali. Sobotę spędziłam na pieczeniu ciasta i muffinków dla S. na urodziny. W niedzielę rano zaśpiewałyśmy mu z A. sto lat i wręczyłyśmy prezent. Nawet powiesiłam mu kilka balonów i serpentyn w salonie. Ale miał minę. Popołudniu przyszli goście, wsadziłam w ciasto świeczki z numerem 36 i weszłam do salonu z kolejnym sto lat. Wszyscy mu zaśpiewaliśmy, a sam S. uśmiechnął się szeroko. Pogadaliśmy, zjedliśmy później kolację i goście się rozeszli. No i po urodzinach. S. zadowolony najbardziej ze skrzynki na narzędzia, jaką udało mi się kupić. Nawet trafiłam w tą, którą chciał sobie kupić. Ale szczerze, gdy weszłam do sklepu i stanęłam przed regałem z mnóstwem skrzynek na narzędzia, dosłownie czułam się jak facet stojący przy półce z podpaskami :lol:

A. ma tydzień ferii, bo akurat nadeszły w Niemczech. Dziś wrzeszczała i to dosłownie, bo poprosiłam ją by posprzątała rzeczy które rozsypała mi w sypialni. Chciałam jej puścić bajkę, która leciała za 10 minut ponieważ ją lubi. Ale ona swoje „NIE”. Już od bardzo długiego czasu przestała się mnie w większości słuchać. Czasem nawet jak jej powiem to czy tamto, to po prostu nie słucha. Zwróciłam jej kolejny raz uwagę i nadal nic. Poszłam do salonu i włączyłam telewizor, a ta zaraz znalazła się obok. Mówię jej, że nie zobaczy bajki bo ją o coś prosiłam ale nie posłuchała. Ona stwierdziła, że już idzie zbierać. Wytłumaczyłam jej, że nie na tym to polega. Wtedy kiedy ją o coś proszę, a nawet dwa razy powinna to zrobić, a nie wtedy kiedy coś dostaje w zamian. Ona rozpłakała się, a z płaczu zrobiły się krzyki, tupanie nogami i rękami o podłogę. Ryk było na bank słychać u sąsiadów. Po 10 minutach weszłam do pokoju i mówię, żeby wstała i w końcu to pozbierała, ale ta nadal swoje. Wyszłam, po chwili znów wróciłam i kazałam jej posprzątać już wszystko to co i u siebie nabałaganiła, bo zaraz kolacja, kąpiel i spać. Ss. wykąpałam, dałam mleko i położyłam spać. Poszłam sprzątać kuchnie, a gdy A. skończyła w końcu przy zbieraniu zabawek płakać i kiedy wszystko już pozbierała, wpadła do kuchni i przytuliła się. Mówię, że powinna przeprosić. Przeprosiła. Usiadłam z nią w kuchni przy stole i tłumaczyłam jej jak sprawa stoi. Ona tylko wycierała łzy i patrzyła. Nie wiem na ile wystarczy mój wykład, ale jak sobie pomyślę, że za 4 miesiące skończy 6 lat a ona nadal potrafi robić to co robiła rok temu i przez co zmieniła przedszkole…. To mnie to przeraża…. Serio. Nie wiem co mam dalej o tym myśleć…

Jeśli chodzi o dietę to trzymałam się zasad, które sobie postawiłam i czasem było naprawdę ciężko, zwłaszcza wieczorami i późnymi wieczorami. Walka z głodnym żołądkiem nie jest łatwa. Tym bardziej, że lubię jedzenie. Ale kiedy widzę, że cyferki się zmieniają na wadze, to jakaś motywacja się pojawia.

__78.3 76.9 __________________________________

 

Inness

Zbliżające się urodziny i bardzo dobry zakup

  • Napisane 28 września 2016 o 20:28

Wczoraj dostałam przepiękny bukiet jesienny od S. ma się rozumieć. Co prawda wspominał rano, że ma dla mnie niespodziankę ale zdziwiłam się, że to kwiaty. Kiedyś były dość częstym prezentem bez okazji i dawno już od niego żadnych nie dostałam (pomijając te w doniczkach). Postarał się chłopaczyna. Myślę nad prezentem dla niego na urodziny, które wypadają na początku października. Wspominał kiedyś, że chciałby skrzynkę na narzędzia. Problem w tym, że ja na takich rzeczach się nie znam. Nie wiem jaka może mu się akurat przydać. Podpytałam kiedyś czy ma jakąś na oku i tak oto dowiedziałam się nazwę sklepu i…