Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'dzieci'.
Wyświetlam 1 - 10 z 25 notek

Skomplikowane dzieci

  • Napisane 15 czerwca 2017 o 20:12

Chyba jakieś osłabienie organizmu mam, bo od wczoraj jestem cholernie śpiąca i zmęczona…

Auto się popsuło i teraz dupa jasna. Nie wiadomo, kiedy go naprawią. S. chodzi bez chęci do życia. bo naprawa koło 500€, a on biedy planował jakieś późniejsze wakacje i cały jego plan diabeł strzelił. Mówi, że zawsze gdy coś zaplanuje, nigdy się to nie udaje i chyba musi zacząć wszystko na spontana robić.

Pogoda się zepsuła, grzmi i leje jak nie wiadomo co. Ale w weekend mają być upały. Ja chciałabym w końcu z dzieciakami wybrać się na basen to oczywiście natura się odezwała. Jak w tamtym roku i dupa blada. Jak tak dalej pójdzie to pozostanie im znów basen na balkonie.

22 czerwca mam spotkanie w szkole i o jakże pięknej porze: 19:30! Nie wiem teraz jak to rozegrać, czy iść z dzieciakami czy bez. Nie wiem czy S. dostanie wolne. Wolałabym iść z nim, bo czego ja nie zrozumiem to on zrozumie. Dają też pewnie listę z wyposażeniem pierwszoklasisty. Jestem ciekawa jakie wymogi są w Niemczech.

Wczoraj byliśmy na polu zbierać truskawki. Dostajesz koszyczek  jaki chcesz i wchodzisz na pole pełne truskawek. Zbierasz i jesz ile chcesz, a płacisz tylko za wagę uzbieraną w koszyku. Piękne, czerwone, słodkie, soczyste truskaweczki. Tysiąc razy lepsze od kupnych! Dziś zabrałam dzieciaki do Mc’Donalds, bo jeśli mam gotować i za chwilę usłyszeć „fuj!”, „nie dobre!” to odechciewa mi się gotować. Z A. mam masę problemów, jeśli chodzi o kwestię jedzenia. Ona tylko na pierogi i kluski nie powie fuj. Na wszystko inne kręci nosem. Ss. lepiej jada. Uwielbia owoce, gdzie A. trzeba zmuszać, by zjadła banana lub jabłko. Ale daj jej czekoladę, loda czy chrupki. Ooooooo! Nigdy nie jest fuj. Teraz kiedy jeszcze S. robi ramadan to nie ma po prostu komu gotować. Ja sama nie mam apetytu, A. marudzi  za każdym razem. Za to Ss. zje tylko jak mały ptaszek. I gdzie tu sens?

 

Inness

Nowości

  • Napisane 6 czerwca 2017 o 13:57

Kolejna przerwa w blogu. Blog.pl wysyła maile, że brakuje im moich wpisów. Ha ha, wiadomo że to wysyłają do wszystkich, ale śmiesznie się to czyta.

Od stycznia dużo się wydarzyło. Ale prawie nic nie zmieniło.

A. skończyła w lutym 6 lat. W sierpniu idzie do szkoły. A ja mam takiego stracha, chyba większego niż ona… Ale to w innym poście.

W marcu Ss. skończyła roczek. Aktualnie ma 15 miesięcy. Miała swoją pierwszą urodzinową imprezę i nie przejęła się tym szczególnie. Jak to u małych dzieci bywa. Ale za rok będzie już inaczej. Była lekko mówiąc nieznośna, ale było dużo gości i dla niej chyba za dużo się działo. Kolejne ząbki, nowe sylaby wypowiada. Na wszystko mówi „tata” no i tata wniebowzięty, bo uważa że jej pierwsze słowo to właśnie to.  A niech sobie tak myśli. Nie chce mi się tego więcej mu tłumaczyć ani komentować. Chodzi, a już raczej uczy się biegać. Choć ostatnio wróciła do raczkowania i teraz wygląda to komicznie.

Wczoraj wywrzeszczałam swojej „przyjaciółce” to co siedziało we mnie już od dawna. Co zbierało się i zbierało od długiego czasu i nie gadamy ze sobą. Jakby tego było mało po całej aferze na WhatsAppie, gdy wybrałyśmy się z Papi do Mc’Donalds on szła po drugiej stronie ulicy ze swoją siostrą i też do maca. Na szczęście usiadła na dworze. Jej córka przyszła do mnie, pogadałyśmy i uciekła bawić się z A. Gdy wychodziły obie z siostrą spojrzała na mnie i rzuciła tylko cześć. Jej siostra, która ma nieznany nikomu konflikt z moją siostrą rzuciła również „Cześć Inness” i wyszły. Odpowiedziałam również, bo nie powiedzenie cześć w takiej sytuacji byłoby durne. Kultura osobista wymaga takich rzeczy, ale nie zamierzam utrzymywać z nią kontaktu, dopóki rozum do głowy jej nie wróci. Jak to w zwyczaju mam mawiać, choć może niezbyt ładnie „za dużo to i świnia  z koryta nie zje”.

No i mamy czerwiec. Połowa roku uciekła mi gdzieś między palcami. Za kolejne pół roku gwiazdka i nowy rok. Śmieszne, jak ten czas leci do przodu. Tym bardziej jak posiada się dzieci…

 

Inness

Dzieci – nie zawsze takie same

  • Napisane 20 stycznia 2017 o 21:38

Oooooch, jestem padnięta…

Małej Ss. wychodzą 2, a nawet chyba 3 zęby naraz i jest taki ryk cały dzień w domu, że można do głowy dostać! Porażka jakaś!

Jutro A. będzie nocować u swojej przyjaciółki M. więc o jedną w domu mniej. Choć szczerze wolałabym na czas ząbkowania wypożyczyć Ss. komuś. Swoją droga A. przechodziła ząbkowanie bez takiego ryku, było dość znośnie. Dziś zauważyłam też, że Ss. zaczęła raczkować w sposób, jaki zawsze ktoś opisywał inne lub swoje dziecko. Czyli w nietypowy dla bobasa sposób, tylko jedna noga cały czas zostaje z przodu i pupą przesuwa się po panelach. I teraz nie wiem co dalej. Albo załapie to zwykłe raczkowanie, albo wstanie na nogi i zacznie chodzić. Już podpiera się i wstaje na kolanach. Wiem, że w jej wieku A. już raczkowała. Jak się sama przekonałam o tym, że każda ciąża i poród jest inne. Tak samo przekonuję się, że każde dziecko też jest inne. Nawet jeśli chodzi o rodzeństwo… Ciekawi mnie, jak było w przypadku moim czyli ciąży bliźniaczej. Czy też były tak mocne różnice między mną a moją siostrą w pierwszym roku życia? Jutro jest dzień babci, więc zadzwonią dzieciaki w życzeniami i jeśli nie zapomnę to zapytam rodzicielki.

S. musi jutro pracować, ale w związku z tym, że A. nocuje u koleżanki to planuje wziąć wolne, by razem coś zrobić. Nie wiem czy się uda, nie wiem też czy uda się małą dać też do popilnowania , byśmy mogli sami odetchnąć od tej naszej dwójki… Okaże się, gdy wróci z pracy.

 

Inness

Witaj w 2017!

  • Napisane 15 stycznia 2017 o 22:12

Witam Cię 2017 w końcu na moim blogu.

Nie zdążyłam nic napisać jeszcze w starym roku, bo to graniczyło z cudem. Tyle obowiązków, odwiedzin w święta, jedzenia, do tego trójka dzieci… Za dużo tego było.

Święta minęły…. Szczerze to odetchnęłam z ulga. Te jakoś były dla mnie wyczerpujące. Mimo, że S. pomagał i Papi; to jakoś bardzo mnie męczyły. W pierwszy dzień świąt przyszła Papi ze swoim J; ale też Kami ze swoim G; do tego była dwa tygodnie u nas H; córka S. no i było dość głośno. Po świętach zrobiło się dość umiarkowanie, z tym że A. i H. robią więcej hałasu i potrzebują więcej uwagi niż mała Ss. Co wydaje mi się, że powinno być odwrotnie.

Później Sylwester. Oj ten minął w szampańskiej zabawie! Kupiłam dzieciakom szampana (dla dzieci), dla siebie też a S. oczywiście pił colę. Kupiłam dziewczynom po sukience na zabawę sylwestrową, przebrałyśmy się w nasze kreacje, wymodelowałam nam włosy, spryskałam lakierem z brokatem, na koniec każda psiknęła się swoim zapachem i byłyśmy gotowe! Już kiedyś pisałam o aplikacji Just Dance Now! w swoim blogu. Odpalasz aplikację na telefonie i staje się on kontrolerem do gry, włączasz stronę na laptopie justdancenow.com i łączysz się do pokoju gry. Gdy masz jeszcze możliwość podłączenia laptopa do telewizora lub możesz w telewizorze włączyć stronę to oczywiście jest jeszcze lepiej! My tak zrobiłyśmy i miałyśmy niezłą imprezę! One to uwielbiają no i ja też. Od zawsze kocham muzykę i tańczyć, ale niestety talentu brak więc ta gra jest stworzona dla nas. Przy tym liczy się zabawa, a nie kto jak dokładnie odtworzy krok. Do tego jest zawsze tekst piosenki i karaoke w zestawie haha! Może tańczyć nieograniczona ilość osób, co robi grę jeszcze fajniejszą. Niestety A. nie jest przyzwyczajona siedzieć do północy i już o 22.00 zaczęła być marudna. Ale my z H. dałyśmy naprawdę czadu i popis. Później darowałyśmy sobie już kontrolery i tańczyłyśmy jak nam się spodobało. O północy szampany, fajerwerki i poszły spać. Rano wstałam z bólem nogi, gdzie potem się doliczyłam że zaczęłyśmy o 19:30 tańcować do samej północy, więc ból nogi był zrozumiały.

Ferie dobiegały końca i H. musiała wrócić do mamy. A. też w końcu zaczęła chodzić do przedszkola. No i ja znów musiałam wrócić do starego systemu. Bo przez ferie czas spania dzieci się zmienił. Trzeba było przestawić wszystko na swój dawny tor. W ferie A. miała gorączkę i kaszel, potem katar. Później złapała to Ss. Następna była H. i zabrała chorobę do domu. Jak się okazało grypa. Nie mogło być inaczej jeżeli S. nie złapał by również grypy. Wszyscy prawie wyzdrowieli to od wtorku złapało mnie. Jak u mnie zawita gorączka to jestem wrakiem człowieka. A że nie chciała odejść przez dwa dni, to przez właśnie dwa dni leżałam i spałam w łóżku… Do tego ból gardła.   Ss. też nadal mocno kaszlała i gorączkowała, przez co nocki były okropne. Więc ja do lekarza i ona. U mnie okazało się, że wyszła mi jakaś blaza na lewej stronie gardła i idzie mi to na uszy. Dostałam antybiotyk jak i Ss. Wzięłyśmy zaleconą dawkę i w końcu udało nam się przespać  całą noc. Teraz jest już o niebo lepiej.

Tak oto również owymi górnymi sposobami, nie zdążyłam do dziś zajrzeć do twojego bloga, Megu. Wiem obiecałam… Lecz nie miałam czasu nawet na swojego. Mam nadzieję, że się nie gniewasz! Nadrabiam!

Coś przełomowego w nowym roku? Może nie przełomowego, bo jakoś nie widzę tu nic przełomowego. Ujęłabym to bardziej jako test samej siebie.

Mam ten „nałóg” papierosowy. Jeszcze w starym roku jakoś wzięło mnie na myśl „A może skończyć z tym? No przecież to jest bez sensu. Tym bardziej teraz kiedy zima jest. Wychodzę na ten balkon i marznę, by zapalić ten papierek…” Takie coraz częściej nachodziły mnie myśli w głowie. Później zaczęły pojawiać się typu „W pierwszej ciąży w 3 miesiącu wypaliłaś ostatniego papierosa z paczki i powiedziałaś – więcej nie palę. Wszyscy się śmiali, że nie wytrzymam, ale ja wytrzymałam. Nawet po ciąży dość długi kawałek bez palenia. Ale znów zaczęłam. Przy następnej ciąży znów rzuciłaś i wróciłaś do tego szybciej. No i tak stoisz, marzniesz i palisz kolejnego.”  We wtorek  10.01 wypaliłam ostatniego papierosa. W środę było już ze mną o wiele gorzej pod wpływem choroby. Moja głowa nie była w stanie pomyśleć o papierosie, bo wszystko bolało mnie od gorączki i dreszczy. W sobotę, czyli wczoraj było o wiele lepiej i nawet już wyszłam w końcu z domu. Wczoraj pojawiła się chęć zapalenia może ze 3 razy, dziś też przyszła, ale wytrwałam. Zawsze mi się wydawało, że nie jestem mocno od tego uzależniona. Że jeśli będę chciała to mogę to rzucić od tak. Że przede wszystkim mam tą swoją silną wolę, której nie mają wszyscy. No i przede wszystkim jestem człowiekiem upartym. Chcę sama siebie sprawdzić, czy podczas obu ciąż byłam zdeterminowana bobasem w brzuchu, czy też ta silna wola w jakiś sposób mi pomogła. Jeśli mi się uda to ok, jeśli nie? Trudno. Wiem jedno, całe życie palić nie chcę.

Aktualnie skupiam się na innych rzeczach. Nie raz siedzę i czytam książkę lub oglądam coś do 2-3 w nocy. Kończyłam, zapaliłam, kąpiel i spać. Nie lubiłam do łóżka wchodzić i czuć tego zapachu. Tym bardziej, że S. nie pali. Mi samej by to na jego miejscu przeszkadzało.  Zawsze szybki prysznic i koniec. A tak bardzo lubiłam gorącą kąpiel. Teraz właśnie biorę moją ulubioną gorącą kąpiel, zaczęłam bardziej dbać o skórę i nie muszę zerkać na zegarek, że może już trzeba kończyć, bo trzeba jeszcze wziąć prysznic i spać. Pierwsza zaleta jaką zauważyłam po odstawieniu papierosów. Ach, „nałóg” napisałam w cudzysłowie, ponieważ nie uważam akurat u siebie tego jako nałogu, bo wydawało mi się, że mogę z tym skończyć kiedy chcę. Teraz wreszcie mam okazję to sprawdzić. I nie traktuję tego jako postanowienie noworoczne. Po prostu, by sprawdzić siebie. Po prostu dla siebie…

Z drugiej strony nie wiem czemu, ale wydaje mi się to bardziej osiągalne niż dieta lub moje odchudzanie. To przychodzi mi bardzo ciężko  :lol:

 

Inness

Świąteczny czas!

  • Napisane 22 grudnia 2016 o 14:37

Jeszcze uda mi się coś naskrobać w tym starym roku. Długo się nie odzywałam, bo miałam ciężki okres. Coś ostatnio u mnie bywa za często. Jest ok, a zaraz na drugi dzień potrafi znów tak zbałamucić mój nastrój, że jestem okropna dla większości. Co to jest? Sama bym chciała wiedzieć i się tego pozbyć… Wszystko wkurza mnie na około. Nie wiem, czy to brak słońca. Czy może tego, że czasem czuję się jak uwięziona w jakieś wieży, ale z dwójką dzieci. Niby wychodzimy wszyscy razem – tu coś zjeść, tu na zakupy, tu do znajomych – ale nadal to dziwne…

Trudny weekend

  • Napisane 17 października 2016 o 11:31

Weekend był ciężki…. Naprawdę.

Dzieci też dały popalić, ale najbardziej oczywiście A. Dziś już w końcu poszła do przedszkola i zrobiła się cisza. S. w pracy i jest jak makiem zasiał… Ss. właśnie zasnęła i mam trochę czasu dla siebie. Niezbyt dużo, bo zaraz muszę iść coś ugotować na obiad, ale zawsze coś.

Wczoraj Ss. nie mogła choć na dłuższą chwilę zasnąć, bo obie dziewczynki nie dały jej pospać swoją zabawą. Choć ja i S. apelowaliśmy do nich, by choć na godzinę się czymś po cichu zajęły, bo Ss. jest zmęczona. Ale nie dało się przetłumaczyć. Wieczorem po 19.00 kiedy wykąpałam Ss; dałam mleko i wzięłam jak zawsze do odbicia to biedna zasnęła mi na kolanach na siedząco. Odbiła sobie już podczas snu. Wzruszył mnie ten widok, ale z drugiej strony zawołałam A. i pokazałam jej jak małe dziecko potrzebuje snu w ciągu dnia, bo potem marudzi, płacze i męczy się okropnie. Nie wiem czy coś poskutkuje obrazek śpiącej Ss. na moich kolanach, bo mam już dosyć powtarzania do A. „Proszę cicho bądź! Daj jej pospać!”

Przez cały tydzień ferii miałyśmy z A. dużo sprzeczek. 3 razy dostała tej swojej oryginalnej furii. Robi to już tak długo, że przestało mnie to ruszać. Denerwuje mnie to, że ona drze się nie potrzebnie a potem Ss. płacze, bo najzwyczajniej w świecie się boi. Jedyną jaką poprawę zauważyłam, a może lepiej nazwać to „małym krokiem w lepszą stronę” jest to, że po całej akcji i darciu się przychodzi i przytula się i przeprasza za swoje zachowanie. Czego wcześniej w ogóle dotychczas nie było… Przestawała się wydzierać i zaczynała zabawę jak gdyby nigdy nic. Albo przychodziła do mnie i tylko dziwnie na mnie patrzała i zaczynała inny temat. Wczoraj też zrobiła swoją furie. Kami powiedziała, że syn jej siostry też miał dokładnie to samo i przestał to robić jak poszedł do szkoły. Mam wielkie nadzieję, że i u mnie to się skończy bo ileż można?!

Jeśli chodzi o wagę to w tym tygodniu jakoś dobrze mi nie poszło. Nie wiem dlaczego, nie zaczęłam się nagle objadać po nocach. Trudno… Może ten będzie lepszy. Ale i tak czuję się inna. I nie mam takiego uczucia pełności. Coś w ogóle zauważyłam, że moja waga pokazuje różny stan. Raz więcej, raz mniej i to nawet wtedy, kiedy wchodzę od razu drugi raz na wagę. Nie wiem co jest nie halo, przecież stoi w miejscu i nikt jej nie rusza…

__78.3  76.9 76.1  _______________________

 

 

Inness

Konflikt, dieta

  • Napisane 3 października 2016 o 20:53

Wczoraj wzięłam się za sprzątanie mieszkania. Tak wiem, niedziela była. Ale chyba wolę czasem posprzątać w niedzielę, bo to tak nudny dzień że nie wiem co mam ze sobą zrobić. Dziś dokończyłam i nawet udało mi się pozanosić parę rzeczy do piwnicy, które już dawno powinny zostać wyniesione.

Dziś święto w Niemczech, więc wszystko pozamykane i A. jest również w domu, bo przedszkola też mają wolne. Także dziś również mam uczucie, jakby nadal była niedziela.

Z S. znów jesteśmy na złej ścieżce. Nikt do nikogo się nie odzywa. I choć atmosfera jest napięta, cisza jest pomiędzy nami (po raz kolejny) to mam wrażenie, że raz mi to pasuje a z drugiej strony jest bardzo uciążliwe. Z jednej strony mam spokój, że nikt mi nie wisi nad uchem (oczywiście poza A.), nikt mnie nie irytuje, nikt nie rzuca dziwnymi tekstami. Z drugiej strony irytuje mnie to co się dzieje, irytuje mnie to, że czasem powiem co mi na sercu leży, a on potrafi tak wyolbrzymić temat, że potem jest jak jest. Irytuje mnie to, że nie potrafimy czasem porozmawiać jak na ludzi przystało, że później on siedzi wgapiony w telefon (jak zawsze) lub ogląda film, na który czasem nawet nie patrzy. Irytuje mnie to, że czasem czuję się jakbym miała 3 dzieci w domu, że jego UROJENIA w głowie przewyższają trzeźwe myślenie i na koniec jego duma i honor… Czasem ciężko jest, bo tak naprawdę kłócimy się o bzdury. Udaje dorosłego, ale tak naprawdę jak nie ma ludzi w pobliżu to w domu wcale taki nie jest. Ja oczywiście nie jestem bez winy, ale wydaje mi się, że ktoś kto kończy 36 lat powinien z innej perspektywy patrzeć na pewne rzeczy. Czasem czuję jakbym rozmawiała z facetem mojego wieku. Który poznaje dopiero co to życie dorosłego człowieka…

I tak sobie nie rozmawiamy już 2 dzień. Nie wiem ile jeszcze to potrwa. Chciałam konflikt zażegać, ale on był uparty. Uffff………!

Poza tym dziś przeszłam na dietę. Mam wiele rzeczy, w które nie mogę wejść po ciąży i strasznie mnie to wkurza. Dużo mi nie zostało do wagi sprzed ciąży, a powinnam ważyć o wiele mniej kilogramów nawet przed ciążą. Pomyślałam, że jeżeli tak bardzo brakuje mi motywacji i chęci, bo gasną one po 2-3 dniach… Będę ważyć się co tydzień i tutaj zapisywać wyniki. Obym wytrwała!

__78.3→__________________________________

 

Inness

Naprawdę zły dzień…

  • Napisane 1 października 2016 o 22:41

Dziś miałam okropny dzień.

Spałam do 10:30, zjadłam śniadanie. Myślałam, że to będzie miły dzień. Ale nie…

A. wyprowadzała mnie okropnie z równowagi. Nie słucha się totalnie. Mam wrażenie, jakby była głucha. Nie słucha, a potem przychodzi i pyta o rzecz, którą powiedziałam jej dosłownie 2 minuty temu. Popołudniu zmęczona Ss. nie chciała za nic w życiu zasnąć tylko płakała i płakała. Gdy w końcu zasnęła, sama się położyłam. Pech chciał, że w tej chwili Ss. znudziło się spanie i postanowiła się obudzić. Wieczorem pojechaliśmy do sklepu i znów chodziła gdziekolwiek, tylko nie w tą stronę gdzie ja. Poszliśmy coś zjeść i robi co jej do głowy najdzie. Na koniec Ss. gdzieś zapodziała swój smoczek i zaczęła drzeć się w niebo głosy. Zaczęłam się kłócić z S, że powinien uważać na tego cholernego smoczka, bo wiadomo że pół roczne dziecko nie posiedzi za długo cicho w foteliku w aucie. Wysiadłam. Moje nerwy zostały pozbawione granic…

 

To był naprawdę ciężki dzień.

 

Inness

Sierpniowy skrót i odwiedziny

  • Napisane 5 sierpnia 2016 o 12:42

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu.

Coś mnie dziś natchnęło, by tutaj napisać.

Bardzo dużo rzeczy się wydarzyło między mną a S. W większej ilości tych złych. To był naprawdę ciężki okres. Nie wiem dlaczego, ale kłóciliśmy się o takie pierdoły, że aż dziwo bierze – potem przekształcały się w wielkie problemy, nie rozmawianie między sobą, złości, nerwy, itp. Aktualnie jest lepiej, nie ma takiej katastrofy jak było przez ostatnie jakieś 3 miesiące. Nie wiem czy to również nie za sprawą nowego dziecka, nowego mieszkania, tak naprawdę od marca mieszkamy dosłownie w jednym mieszkaniu i te resztki „dotarć” chyba się ukazały i które trzeba było jakoś przejść. Rozmawialiśmy, próbowaliśmy jakoś rozwiązywać na bieżąco owe problemy, ale nie na długo się to udawało. Teraz jest lepiej.

A. jednak poszła do innego przedszkola, do tego że tak to ujmę „specjalnego”, gdzie zamiast zwykłych przedszkolanek są psycholożki. Zaczęła od tego poniedziałku. Podoba jej się, panie również polubiła, mniej dzieciaków w grupie jest bo tylko 8 razem z nią. Na razie to tylko pierwszy tydzień i tylko raz jak na razie był płacz, co będzie – się okaże. Dojeżdża do przedszkola małym busem, bo taką ma możliwość to przedszkole. Rano wychodzimy pod dom i czekamy, aż przyjedzie a potem odbieram ją również spod domu. Wczoraj jechała pierwszy raz i powiedziała, że podoba jej się jeżdżenie z tym kierowcą i nie ma z tym problemu, jeżdżą również inne dzieci tym samym busem.

Ss. za chwilę skończy 5 miesięcy. Taki mały śmieszek się z niej zrobił, że szok. Najbardziej uśmiecha się do A. Śmieje się też na głos, zajada już serki, jogurty, słoiczki i domowe dania. Wszystko wkłada do buźki, wydaje przeróżne dźwięki z siebie, w ogóle jest bardzo kochana. A. jak tylko rano wstaje zaraz przylatuje koło jej łóżeczka i wita się z nią uśmiechem, mówi do niej słodko, śpiewa. Pomaga mi również gdy ja jestem przykładowo zajęta robieniem obiadu, a mała płacze to zagaduje ją, podaje jej smoczek. W sumie to jestem w lekkim szoku, że aż tak będzie blisko z nią, nie wiem czy to kwestia wieku czy czego, ale podejrzewałam że raczej będzie to tak wyglądało, że mała się urodzi no to ŁAŁ, SUPER, SŁODKO i szał minie, ale jednak nie.

Co z nowości? W poniedziałek, a raczej w niedzielę w nocy wyjeżdżamy do Polski na 3 dni. Mojej mamie będą remontować dach w bloku i wszyscy lokatorzy muszą na czas remontu opuścić mieszkanie. Zaproponowałam jej by przyjechała do nas, ale oczywiście ciężko było ją namówić. S. wypalił z pomysłem, że on po nią pojedzie, ale problem jest z językiem, bo on po niemiecku a ona tylko po polsku i co tu robić 8 godzin w aucie? Więc przedstawiłam mamie pomysł, że przyjedziemy wszyscy po nią i zabieramy ją do nas. Nadal nie była przekonana, bo musi pozałatwiać swoje sprawy i nie wie jak to będzie wszystko wyglądało. Ale w zeszły czwartek zadzwoniła do mnie i powiedziała, że udało się jej załatwić co musiała i że może przyjechać. Więc w poniedziałek będę w Polsce a w środę wracamy z powrotem, bo S. nie przepuścił by okazji by nie wejść do jego ulubionego sklepu „Biedronka” hahaha. Pokochał ten sklep, ale w sumie nie wiem za co. Dodatkowo we wtorki jest w mojej miejscowości targ więc stwierdził, że jeden dzień będziemy tam i potem powrót.

Ja zakupy już zrobiłam, trochę słodyczy dla rodziny, popakowałam. Jeszcze muszę spakować nas i w niedzielę wyruszamy. Nie wiem jak Ss. zniesie taką dłuższą podróż, ale małe dzieci na ogół śpią w aucie, więc mam nadzieje, że i ona będzie. Także w sierpniu będę mieć odwiedziny – moją mamę, która jeszcze nigdy nie była za granicą :)

 

Inness

Uciekający czas

  • Napisane 27 kwietnia 2016 o 22:53

W poniedziałek w końcu Ss. miała bilans. 6 tygodni po urodzeniu przytyła 1,100 kg i o 4 cm jest większa. Całe badanie poszło jak z płatka, bo jak się okazało nie było szczepienia. Będzie dopiero w 3 miesiącu życia. Kolejny bilans czeka mnie z A. Termin jest na maja. Na szczęście też jeszcze bez szczepionki. We wtorek przedszkole znów miało swój daremny strajk, ale A. poszła do przedszkola. Po godzinie dostałam telefon, że mam ją odebrać, bo znów nie potrafiła się uspokoić. Jak się okazało znów poszło o totalną bzdurę. Ręce opadają. Pogoda jest makabryczna. Najpierw 2 dni były mocny…