Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'dokumenty'.
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Obcy więcej wart niż rodzina

  • Napisane 17 kwietnia 2016 o 23:27

Dziś moja mama skończyła 56 lat. Dzwoniłam na Skype i zaśpiewałyśmy jej z A. Sto lat. Była tam też i Papi, bo miała dziś wyjazd około 16:20 z powrotem do Niemiec. Porozmawiałyśmy wszystkie, trochę niezręcznie i dziwnie się zrobiło, kiedy weszłam na temat „ojca”. Ona jakaś dziwna się zrobiła po zapytaniu się przeze mnie, czy „ojczulek się popłakał jak się z nią żegnał?”. Na szczęście potem przyjechał bus i musiała odjeżdżać. Więc mogłam normalnie porozmawiać z starszą siostrą i mamą.

Papi i matka nigdy nie miały dobrych relacji pomiędzy sobą. Szczerze powiedziawszy, ciężko jest mieć dobre relacje z moją matką. Na ogół można z nią porozmawiać, ale sama odnoszę wrażenie że godzinna czy dwu godzinna rozmowa na Skype parę razy w miesiącu wystarcza. Była jaka była, już tego nic nie zmieni. Sama już mam dwójkę dzieci i sama wiem, rozumiem i dostrzegam na czym polega macierzyństwo i co to znaczy wychować dziecko lub więcej. Za to ona odnoszę wrażenie, że bardziej poważa całkowicie obcego sobie faceta niż kogoś, kto ją wychował. Ja jak pomyślę, że któraś z moich córek po wychowaniu jej, odwdzięczy mi się w taki sposób w jaki robi to moja siostra…. To szlag mnie trafia. Rozumiem ją po części, bo wesoło nie było. Ale mimo wszystko to nasza matka i jakiś szacunek jej się należ, a nie jeszcze dodatkowo podkreślać w jakiś tam sposób, że obcy facet jest bardziej w porządku niż ona sama. Wiele błędów matka popełniła, ale czy to wystarczający powód, by zachowywać się w taki sposób? Sama podkreśla i jak ponoć podkreślił to typ (ojciec) ja jestem cała matka i unoszę się honorem, bo nie chcę mieć z nim kontaktu i usunęłam go z FB. Nie rozumiem tylko co tutaj honor ma do rzeczy? Nie chcę mieć z nim kontaktu, bo nie znam go, jest dla mnie całkowicie obcym człowiekiem i nie czuję potrzeby, by to w jakikolwiek sposób zmieniać… Po co ten honor? Totalna kpina. Co jeszcze się dowiedziałam, że siostra była w tamtym roku w Polsce 2 razy i nie przywiozła mojej mamie żadnego upominku, a do obcego człowieka zajechała i kupiła mu jakąś lampę. Czym pochwaliła się przed moją siostrą i matką. Ja nie byłabym szczęśliwa, gdyby moje dziecko pamiętało o kimś, kto palca nie włożył w wychowanie dziecka, a dziecko o nim pamięta lecz o własnej rodzicielce nie. Ale taka właśnie jest moja siostra bliźniaczka. Do obcych więcej z siebie daje, niż dla własnej rodziny.

Poza tym dziś spędziłyśmy taneczne popołudnie z A. Odpaliłam grę Just Dance Now, gdzie już kiedyś to opisywałam i potańczyłyśmy sobie w dobrych humorkach.

Jutro wszyscy z rana musimy się uwinąć, bo najpierw do 9:00 godziny trzeba odwieźć A, do przedszkola a potem my śmigamy po dokumenty dla Ss. Kolejny dzień na załatwianiu papierkowej roboty…

 

Inness

Porażka lotnicza – znów

  • Napisane 1 grudnia 2015 o 20:53

Co się dzieje, raz szczęście a raz pech? Myśleliśmy oboje z S; że ostatnim naszym pechem była sytuacja z mieszkaniem. W końcu się znalazło. Dziś miał wylecieć do Iraku. Ale zamiast lotu o godzinie 20:00, lot był o 14.30. Na szybko pakowałam S, on na szybko wziął prysznic. W ostatniej chwili załatwiłam kierowcę, jak się okazało musiał go zawieźć na samo lotnisko, bo pociągiem by nie zdążył. Lotnisko w Düsseldorf, więc od nas 180 km. Zdążyli, ale nie było miejsc, jak się okazało po 40 minutach czekania na lotnisku…

Wrócili z powrotem. Jestem zdołowana tym faktem, że nie udało mu się polecieć, a co za tym idzie – nie zdoła szybko załatwić potrzebnych dokumentów. Z drugiej jednak strony jest w domu i nie muszę czekać na jego powrót. Nie wiem czy spróbuje wylecieć za tydzień. Na razie mówi, że nie ma ochoty znów próbować. Z resztą jak się dowiedział na miejscu, że jeśli uda mu się wylecieć to nie wiadomo kiedy by wrócił, ponieważ przez ostatnie bombardowanie między Rosją a Turcją, nie latają często samoloty i co parę tygodni lata jeden samolot do Niemiec. Także, jeśli nawet udałoby mu się wylecieć, to możliwe że nawet wrócił by w styczniu. Przerażająca prawda… Nie wyobrażam sobie takiego czekania…

Na szczęście nie jest tak źle, spotkaliśmy się z Kami, jej partnerem i córką w Mc Donalds, posiedzieliśmy, zjedliśmy coś. Potem pojechaliśmy do Kami na kawę, pośmialiśmy się ze starych czasów. S. powiedział mi w chwili sam na sam ze mną, że cieszy się nawet, że nie wyleciał, bo nie cieszył się na samą myśl. On nie chce ani dalej niż na jeden krok być dalej ode mnie… Ja też nie, ale chciałam by udało się załatwić to co miało być zrobione i żyć bez zbędnych nerwów. Ahhh… Nie wiem co dalej z tą sytuacja, chyba trzeba zdać się na los.

 

Inness