Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'choroba'.
Wyświetlam 1 - 10 z 12 notek

Witaj w 2017!

  • Napisane 15 stycznia 2017 o 22:12

Witam Cię 2017 w końcu na moim blogu.

Nie zdążyłam nic napisać jeszcze w starym roku, bo to graniczyło z cudem. Tyle obowiązków, odwiedzin w święta, jedzenia, do tego trójka dzieci… Za dużo tego było.

Święta minęły…. Szczerze to odetchnęłam z ulga. Te jakoś były dla mnie wyczerpujące. Mimo, że S. pomagał i Papi; to jakoś bardzo mnie męczyły. W pierwszy dzień świąt przyszła Papi ze swoim J; ale też Kami ze swoim G; do tego była dwa tygodnie u nas H; córka S. no i było dość głośno. Po świętach zrobiło się dość umiarkowanie, z tym że A. i H. robią więcej hałasu i potrzebują więcej uwagi niż mała Ss. Co wydaje mi się, że powinno być odwrotnie.

Później Sylwester. Oj ten minął w szampańskiej zabawie! Kupiłam dzieciakom szampana (dla dzieci), dla siebie też a S. oczywiście pił colę. Kupiłam dziewczynom po sukience na zabawę sylwestrową, przebrałyśmy się w nasze kreacje, wymodelowałam nam włosy, spryskałam lakierem z brokatem, na koniec każda psiknęła się swoim zapachem i byłyśmy gotowe! Już kiedyś pisałam o aplikacji Just Dance Now! w swoim blogu. Odpalasz aplikację na telefonie i staje się on kontrolerem do gry, włączasz stronę na laptopie justdancenow.com i łączysz się do pokoju gry. Gdy masz jeszcze możliwość podłączenia laptopa do telewizora lub możesz w telewizorze włączyć stronę to oczywiście jest jeszcze lepiej! My tak zrobiłyśmy i miałyśmy niezłą imprezę! One to uwielbiają no i ja też. Od zawsze kocham muzykę i tańczyć, ale niestety talentu brak więc ta gra jest stworzona dla nas. Przy tym liczy się zabawa, a nie kto jak dokładnie odtworzy krok. Do tego jest zawsze tekst piosenki i karaoke w zestawie haha! Może tańczyć nieograniczona ilość osób, co robi grę jeszcze fajniejszą. Niestety A. nie jest przyzwyczajona siedzieć do północy i już o 22.00 zaczęła być marudna. Ale my z H. dałyśmy naprawdę czadu i popis. Później darowałyśmy sobie już kontrolery i tańczyłyśmy jak nam się spodobało. O północy szampany, fajerwerki i poszły spać. Rano wstałam z bólem nogi, gdzie potem się doliczyłam że zaczęłyśmy o 19:30 tańcować do samej północy, więc ból nogi był zrozumiały.

Ferie dobiegały końca i H. musiała wrócić do mamy. A. też w końcu zaczęła chodzić do przedszkola. No i ja znów musiałam wrócić do starego systemu. Bo przez ferie czas spania dzieci się zmienił. Trzeba było przestawić wszystko na swój dawny tor. W ferie A. miała gorączkę i kaszel, potem katar. Później złapała to Ss. Następna była H. i zabrała chorobę do domu. Jak się okazało grypa. Nie mogło być inaczej jeżeli S. nie złapał by również grypy. Wszyscy prawie wyzdrowieli to od wtorku złapało mnie. Jak u mnie zawita gorączka to jestem wrakiem człowieka. A że nie chciała odejść przez dwa dni, to przez właśnie dwa dni leżałam i spałam w łóżku… Do tego ból gardła.   Ss. też nadal mocno kaszlała i gorączkowała, przez co nocki były okropne. Więc ja do lekarza i ona. U mnie okazało się, że wyszła mi jakaś blaza na lewej stronie gardła i idzie mi to na uszy. Dostałam antybiotyk jak i Ss. Wzięłyśmy zaleconą dawkę i w końcu udało nam się przespać  całą noc. Teraz jest już o niebo lepiej.

Tak oto również owymi górnymi sposobami, nie zdążyłam do dziś zajrzeć do twojego bloga, Megu. Wiem obiecałam… Lecz nie miałam czasu nawet na swojego. Mam nadzieję, że się nie gniewasz! Nadrabiam!

Coś przełomowego w nowym roku? Może nie przełomowego, bo jakoś nie widzę tu nic przełomowego. Ujęłabym to bardziej jako test samej siebie.

Mam ten „nałóg” papierosowy. Jeszcze w starym roku jakoś wzięło mnie na myśl „A może skończyć z tym? No przecież to jest bez sensu. Tym bardziej teraz kiedy zima jest. Wychodzę na ten balkon i marznę, by zapalić ten papierek…” Takie coraz częściej nachodziły mnie myśli w głowie. Później zaczęły pojawiać się typu „W pierwszej ciąży w 3 miesiącu wypaliłaś ostatniego papierosa z paczki i powiedziałaś – więcej nie palę. Wszyscy się śmiali, że nie wytrzymam, ale ja wytrzymałam. Nawet po ciąży dość długi kawałek bez palenia. Ale znów zaczęłam. Przy następnej ciąży znów rzuciłaś i wróciłaś do tego szybciej. No i tak stoisz, marzniesz i palisz kolejnego.”  We wtorek  10.01 wypaliłam ostatniego papierosa. W środę było już ze mną o wiele gorzej pod wpływem choroby. Moja głowa nie była w stanie pomyśleć o papierosie, bo wszystko bolało mnie od gorączki i dreszczy. W sobotę, czyli wczoraj było o wiele lepiej i nawet już wyszłam w końcu z domu. Wczoraj pojawiła się chęć zapalenia może ze 3 razy, dziś też przyszła, ale wytrwałam. Zawsze mi się wydawało, że nie jestem mocno od tego uzależniona. Że jeśli będę chciała to mogę to rzucić od tak. Że przede wszystkim mam tą swoją silną wolę, której nie mają wszyscy. No i przede wszystkim jestem człowiekiem upartym. Chcę sama siebie sprawdzić, czy podczas obu ciąż byłam zdeterminowana bobasem w brzuchu, czy też ta silna wola w jakiś sposób mi pomogła. Jeśli mi się uda to ok, jeśli nie? Trudno. Wiem jedno, całe życie palić nie chcę.

Aktualnie skupiam się na innych rzeczach. Nie raz siedzę i czytam książkę lub oglądam coś do 2-3 w nocy. Kończyłam, zapaliłam, kąpiel i spać. Nie lubiłam do łóżka wchodzić i czuć tego zapachu. Tym bardziej, że S. nie pali. Mi samej by to na jego miejscu przeszkadzało.  Zawsze szybki prysznic i koniec. A tak bardzo lubiłam gorącą kąpiel. Teraz właśnie biorę moją ulubioną gorącą kąpiel, zaczęłam bardziej dbać o skórę i nie muszę zerkać na zegarek, że może już trzeba kończyć, bo trzeba jeszcze wziąć prysznic i spać. Pierwsza zaleta jaką zauważyłam po odstawieniu papierosów. Ach, „nałóg” napisałam w cudzysłowie, ponieważ nie uważam akurat u siebie tego jako nałogu, bo wydawało mi się, że mogę z tym skończyć kiedy chcę. Teraz wreszcie mam okazję to sprawdzić. I nie traktuję tego jako postanowienie noworoczne. Po prostu, by sprawdzić siebie. Po prostu dla siebie…

Z drugiej strony nie wiem czemu, ale wydaje mi się to bardziej osiągalne niż dieta lub moje odchudzanie. To przychodzi mi bardzo ciężko  :lol:

 

Inness

Choroba, przyjemne święta, dzieci, tępy ex

  • Napisane 27 grudnia 2015 o 13:25

Patrzę kiedy był ostatni post. No tak, dzień przed moją chorobą.

Dopadło mnie tydzień temu okropne choróbsko. Tak duszący kaszel z zapchanymi zatokami, że nie spałam cały piątek (18.12).  19.12 byłam w szpitalu, ale tylko na daremno czekałam na badanie, bo nie przepisał lekarz mi nic. Dodatkowo pojawiła się gorączka. Przepisał mi tylko krople na katar dla dzieci. Tutaj, gdy kobieta jest w ciąży ma przeje*ane. I to dosłownie. W Polsce w ciąży też byłam chora i lekarz w szpitalu powiedział, że mam zażyć jakiś syrop na kaszel. Tutaj nie dawają nic. Kami nalegała bym spędziła u niej noc, na wypadek gdyby się pogorszyło i trzeba by znów jechać do szpitala. Więc zostałam u niej. W zeszłą niedzielę zebrałam się do domu. Dwa dni leżałam w gorączce. W poniedziałek 21.12 późnym wieczorem w końcu wrócił S. Ja straciłam głos na dobre. We wtorek pojechałam znów do lekarza, ale tylko kazał mi się inhalować rumiankiem, który nic nie pomaga. W środę, dzień przed wigilią byłam u Kami lepić pierożki i przygotować parę potraw. Gorączki już nie miałam, ale nadal zapchane zatoki i ostry kaszel. Mimo tego zrobiłyśmy, co zaplanowałyśmy. W wigilię, bo razem ją robiłyśmy w tym roku pojechałam z S. i A. do Kami. Zaczęłyśmy przygotowania i już po godzinie 17:00 zasiedliśmy do wigilijnego stołu.

Dzieci już nie mogły się doczekać, by dorwać się do prezentów. A. dostała wymarzony zamek dla koników My little Pony. Boże, zobaczyć jej reakcję, na ten wielki prezent było czymś niezapomnianym. Trochę się wykosztowałam, pomimo przeceny… Ale ten pisk, wrzask i szczęście na jej twarzy… Opłacało się. Wiedziała, że musi na niego zapracować. Myślała, że dostanie go na mikołaja, ale w związku z jej beznadziejnym zachowaniem w przedszkolu nie dostała. Ciągle rozmawiałam z nią o prezencie pod choinką. Jaki on będzie, czy znów kartofle i marchewki, jak to zwykle „niegrzeczne dzieci” dostają, czy być może jednak ten wymarzony zamek. W drugi dzień świąt, przyszła do mnie i powiedziała:

- Mamo, opłacało się być grzecznym.

- Dlaczego?

- Bo dostałam mój ukochany zamek dla koników.

Uśmiechnęłam się pod nosem.

No i w końcu dziś już normalny dzień. Po świętach. Ja dostałam piękną torebkę z imitacją skóry z krokodyla i kurteczkę zimową. Dla S. kupiłam kardigan wełniany, perfumy z kosmetykami i coś, co nie wiem jak się nazywa. Jakby maszyna do mierzenia odległości z punktu A do punktu B. Nie wiem jak to się nazywa, ale on takie coś sobie wymyślił. Stwierdził, że przyda się przy przeprowadzce, bo nie trzeba latać z metrem. Śniegu nie było w święta – jak zawsze.

Święta minęły bardzo fajnie. Za rok mam nadzieję, że również z Kami, ale tym razem u mnie na nowym mieszkaniu z 9 miesięcznym urwisem.

Wczoraj jeszcze dostałam wiadomość od byłego – po co do mnie pisze ten dupek, skoro wszędzie gdzie się dało, go zablokowałam. Pisał z Facebooka swojego brata, żeby mi przekazać, że sprawa jest w lutym i czy się stawię czy nie, ona i tak się odbędzie. Że napisał list do córki i że go wkrótce wyśle. Żebym się kiedyś nie zdziwiła podejściem mojej córki do mnie, przez to że uniemożliwiam mu kontakt z dzieckiem. I parę jeszcze innych bzdur.

Myślał pewnie, że serce mi w związku ze świętami zmięknie i zacznę go szukać. Pewnie przyszedł do jego mamusi brat z synem i serce go zakuło, że jego dziecko jest daleko i że nie może z nią spędzić świąt. No tak, to wszystko moja zasługa, ja jestem wszystkiemu winna… On przecież był grzeczny, to ja uciekłam bez powodu. Kontakt urwałam nie ze względu na jego obiecanki cacanki wobec dziecka, tylko dlatego że miałam taki kaprys. Swoje dyrdymały wypisuje, ale po co. Podkreśla w swojej wiadomości, że nic ode mnie nie chce więc po co wypisuje, że jest mu mnie żal? Skoro założył sprawę w sądzie i jest pewny, że beze mnie również się odbędzie to po co jeszcze do mnie pisze? Po co?????!!!!!! Zobaczymy jaka decyzja przyjdzie w styczniu z sądu.

Z drugiej strony jest tak aż tępy, by myśleć że zakłada sprawę przeciwko mnie i ja nie zostanę o tym przez sąd poinformowana? Że on sam musi pisać o tym i dopisywać głupoty? Rzygać mi się chce jego postawą… Czekam z niecierpliwością na decyzję sądu. Ale będę się śmiać, jeśli okaże się, że sprawa zostanie przesunięta ze względu na brak mojej obecności, lub gdy sąd odrzuci wniosek, bo sprawa będzie musiała odbyć się w Niemczech. Jego pewność siebie zmaleje i chciałabym widzieć jego minę.

Do tego jego list. On myśli, że wyśle list, ja siądę z 4-latką i będę jej czytać o bzdurach jakie tatuś wypisuje? On chyba zapomina, że to tylko dziecko czteroletnie a nie osiemnastoletnie…

 

Inness

Menu dnia – ciężkostrawna atmosfera

  • Napisane 9 grudnia 2015 o 20:10

Achhhh… Zamiast iść lepiej, to wszystko spada na dno. Już wczoraj rano S. był naburmuszony. Ja natomiast nie dałam się wciągnąć w kłótnie. Poszłam na zajęcia, było mi naprawdę ciężko, byłam mega śpiąca przez nie wysypianie się, do tego ta choroba. Dociągnęłam do końca, ale jak już wchodziłam do domu, byłam wykończona. Na szybko zrobiłam obiad i najgorsze, że dzień wcześniej umówiłam się z Kami, że do niej wpadnę. Miała wizytę u dentysty i jak byłaby gotowa, miała mi dać znać. Myślałam, że zdążę zjeść obiad i się położyć na chwilę, ale napisała wiadomość z pytaniem: kiedy będę, bo już…

Stres, choroba, Mikołaj

  • Napisane 7 grudnia 2015 o 23:17

Podsumowując te parę dni nieobecności: Oj nie było mnie parę dni. Ale to przez stres i chorobę i brak chęci włączenia laptopa. W zeszły piątek otrzymałam list z Polski z sądu. Mój były chce się ze mną sądzić. Ciekawe tylko dlaczego sąd chce zrobić sprawę w Polsce, gdzie dziecko mieszka w Niemczech. To jakaś totalna bzdura. Mój były zażyczył sobie rozmów na Skype dwa razy w tygodniu i  raz w roku 2 tygodniowych wakacji  z dzieckiem w Polsce oczywiście, gdzie on po nią będzie przyjeżdżał i ją odwoził z powrotem. Jak to przeczytałam to poczułam, jakby ktoś strzelił mnie butem…

Choroba-znów, ciężka tygodniowa atmosfera+dobra nowina

  • Napisane 12 marca 2015 o 21:25

A. znów chora. NORMA. Dziś byłyśmy u lekarza, panują dwa rodzaje gryp. No nie powiem grubo, grubo. Kupiłam, prócz przepisanych syropów i spray dla A. – Sanostol, ma pomóc przy odporności. Jedna łyżka dziennie. Oby coś pomogło, bo wysiadam.

Ja też jutro rano śmigam do lekarza, miałam pobór krwi no i jestem ciekawa co tam się wyjaśni jutro.

Weekend zapowiada się ciężki i pewnie będzie taki. Nie wiem sama czego się spodziewać. Plus w domu od poniedziałku atmosfera mega napięta, ale dziś w końcu ją opanowaliśmy. Co będzie po weekendzie? Ha, dobre pytanie. Oby nie to co zawsze.

Ostatnio za to usłyszałam miłą nowinkę – będę ciocią po raz drugi! Moja starsza siostra jest w ciąży. Jestem tak bardzo ciekawa czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka. W sumie u nas w rodzinie same dziewczynki, więc może jakaś odmienna płeć by się przydała  :mrgreen:

Jeszcze trochę czasu muszę poczekać…

 

Inness

Rybowa afera

  • Napisane 20 lutego 2015 o 12:18

Budzenie się co pół godziny jak w zegarku. Zatkany nos i zatoki. Ból gardła i suchość w ustach. Tak wyglądała dziś cała moja noc. Jestem wykończona, ale dzięki temu, że nie spałam nad ranem to ubrałam się wcześnie, zaprowadziłam A. do przedszkola i pojechałam do lekarza. Na szczęście i o dziwo! nie było mnóstwo ludzi, jak to w zwyczaju bywa. Mój lekarz jest fajny. Lubię do niego chodzić. Taki przyjemny, przywita się miło z Tobą i pogawędzi, taki fajniuśki. Przepisał kolejne tabletki, trzy razy dziennie do brania. Plus kupiłam A. krople do nosa, bo już się skończyły. U A. choroba…

Dzień pełen zabaw i rozrywek

  • Napisane 7 lutego 2015 o 18:59

Szaleństwo na trampolinach, zjeżdżalniach, symulatorach, wspinaczkach, karuzelach, itd.

A. dziś poszalała. Byłyśmy w Herford w Springolino. Miejsce rozrywki dla dzieciaków. Istne szaleństwo. Jeszcze większe niż u mnie w mieście.

Nie czuję się dobrze, choroba nadal mnie trzyma. Plus od tego hałasu mnóstwa dzieci rozbolała mnie głowa. Ale kiedy A. widzi takie atrakcje, traci się. Nie mam momentalnie dziecka. Jak weszłyśmy i rozebrałyśmy się z kurtek i butów to tyle ją widziałam. Przyszła może z 3 razy napić się. Uwielbia takie rzeczy. Z resztą jak każde dziecko. Ale ona to chyba nagina :) A ja z każdą godziną spędzoną w tym hałasie czułam, jak każda kość po kolei zaczyna boleć. Ale wytrzymałam.

Przyszłyśmy do domu, rozpakowałam zakupy, Aspiryne wzięłam i leżę pod kocem. Jutro niedziela, więc dzień leniuchowania. Mam nadzieję, że do poniedziałku poczuję się już lepiej.

Nie wyrabiam już. Ile to jeszcze potrwa… Niech ta zima i mróz się już kończą…

Wieczorem znów seans kinowy z S. Kupiłam parę filmów na DVD, więc mamy co oglądać. Tym razem pizza z kurczakiem, mozzarellą i pomidorem, herbatka oczywiście z kardamonem i cynamonem.

Umieram…

 

Inness

Wycieczka i zadania od wymagającej Ape

  • Napisane 1 lutego 2015 o 23:52

Wczoraj wieczorem opadałam już z sił. Tabletki działają, ale gdy przestawają, wraca ten ból. S. wczoraj wieczorem też opadał z sił przez chróbsko. Co to się dzieje?

Zrobiliśmy sobie małą wycieczkę do Paderborn, ale było zimno. Postanowiliśmy tam wrócić, jak się ociepli.

Ten weekend był o dziwo znośny,ulokowałabym go nawet w kategorii: miły. Trochę mnie to kosztowało wysiłku, ale nie ukrywam, że jestem z siebie dumna.

Oczywiście dostałam zadania od Ape. Chyba kogoś tu pogięło. Tyle zadań! Jeśli myślała, że nie dam rady, to się jutro pomyli. Zrobiłam wszystko. Napisałam wszystko ręcznie. Jutro będzie mieć co czytać. Jeszcze jej odpisałam na Emaila, ale jak do tej pory nie odpisała nic. Dość śmieszne jest to, że wczoraj byłam w Paderborn, a właśnie Ape tam mieszka. Zrobiłam parę zdjęć takich, że gdy jej to pokażę na zajęciach bez zbędnego komentarza, zdziwi się co nie miara. Ciekawe miasto i dość czyste. Byliśmy też w KFC. Ale była wyżerka, hehe. Dobre mięsko i jeszcze lepsza panierka! W tym tygodniu zrobię takie stripsy w domu. S. się zdziwi.

To tyle. Rano wczesne wstawanie, więc czas wejść do łóżka.

Pozdrawiam

Inness

Poprawa! Lepiej niż wczoraj!

  • Napisane 30 stycznia 2015 o 22:57

To był całkiem miły dzień. Nie spodziewałam się. Nie chcę zapeszać na jutro. Jutro czeka mnie cały dzień wyzwań.

Ale szczerze, to dzisiejszym dniem jestem zaskoczona w pełni. Pytanie na jak długo potrafię się opanować?

 

Byłam dziś u lekarza. Na prawym migdałku pojawił się coś, co nazwał, jakby to przetłumaczyć na polski: PRYSZCZ  8-O i to do tego ten wiesz, z białą, jakby to napisać GŁÓWKĄ??? Szok, jakich na to słów użył, ale w każdym bądź razie skumałam o co mu chodziło. Dlatego przy przełykaniu boli jak cholera. Powiedział też, że to co posiadam w jamie ustnej trwa 10 dni. U mnie dopiero 3 dzień, więc jeszcze trochę poboli. Jakbym dostała w twarz! Ja już nie wyrabiam z tym bólem! Kolejne tabletki i inne do ssania.

Stwierdziłam, że muszę się jakoś odstresować. Byłam już na tym okropnym, zimnym dworzu więc postanowiłam się wybrać na miasto. W sumie potrzebowałam kupić bilet miesięczny na luty, więc to mnie jeszcze bardziej zmotywowało.

Pojechałam i przeszłam się po sklepach.Było parę promocji. Wyhaczyłam ciekawe sweterki i bluzki. Od razu zrobiło mi się lepiej na duchu. Nawet nie przeszkadzał mi lecący prosto w oczy śnieg. Później skoczyłam coś przegryźć. Zajęło mi to bardzo długi okres czasu, ale zjadłam co sobie zamówiłam.

Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać farsz do pierogów ruskich. Później z pracy wrócił S. i robiliśmy pierożki razem. Wyszły pyszne. Nawet S. stwierdził, że za każdym razem wychodzą lepsze. Zjadł 15 sztuk, a były dość ogromne. Razem zrobiliśmy 66 sztuk.

Wzięłam dziś 3 razy tabletki, które przepisał mi lekarz i jest znaczna poprawa. Mogę ślinę przełykać bez trudu, jedzenie jeśli dobrze pogryzę to też przechodzi lepiej przez gardło. Troszkę gorzej jest, jeśli w ustach zrobi mi się sucho. Ale i tak jest lepiej niż wczoraj! Jak mnie to cieszy!

 

Jutro będzie jeszcze lepiej!!!

Inness

Chorobo, opuść mnie w końcu ! ! !

  • Napisane 29 stycznia 2015 o 20:37

Boże, mam już dość tej choroby. Noce prawie nie przespane, ciągle się budzę przez ból w gardle. W dzień bez tabletki nie zdziałam nic. Nocki odsypiam w dzień, kiedy zostaję sama w domu… S. zadzwonił do innego lekarza. Termin na jutro o 8:00. Tamte tabletki się skończyły, a ja czuję się jeszcze gorzej. Jakbym miała noże w gardle. Popołudniem kiedy S. wychodził do pracy, pokazywał mi latarkę. Powiedziałam dla żartu, sprawdź co mam w gardle. Poświecił i odskoczył. Powiedział, że wygląda jakby ktoś mi mąki albo soli nasypał na migdałki. Przeraziłam się. Podejrzewam, że we wtorek tak źle to nie wyglądało. Trudno do rana muszę jakoś wytrzymać. Podejrzewam, że znów angina ropna wróciła.

A cóż to ja dziś dziwnego odkryłam. Wchodzę późnym popołudniem na Emaila a tam… NIC! NIC! Czyżby nadpobudliwa Ape zapomniała o mnie? Nie sądzę! Na pewno jutro przyśle mi pracę na weekend! Jeśli tak, to o ile będę mogła iść na zajęcia w poniedziałek, popamięta :)

Pogoda w kratkę. Sypie wielkimi płatami śnieg, uspokaja się na 3 minuty i zaczyna lać deszczem. I tak w kółko. Nie ogarniam tego tak jak mojej choroby.

Z S. już ustalone. Idziemy do kina, a raczej chcemy iść na mój wymarzony film. Teraz tylko trzeba uzgodnić w który dzień i muszę dać pod opiekę A. Papi. Z nią znaleźć wolny termin… Graniczy ostatnio z cudem.

Poza tym, że całe dnie nic nie robię i przeleżę wszystko w łóżku to nie dzieje się nic. Kompletnie nic. Jutro przychodzi na weekend H. Mamy z S. robić wspólnie pierogi ruskie. On uwielbia pierogi. Strasznie mu to zasmakowało. Jak byliśmy na urlopie w tamtym roku w Polsce, zabrałam go do restauracyjki z pierogami. Zajadał. Kazał sobie nawet zdjęcie zrobić z pierogami. Teraz kiedy ma ochotę na pierogi, robimy je wtedy jak on znajduje trochę czasu wolnego i kleimy je razem. Na wigilię tylko na nie czekał :) Ja też lubię jego kuchnię. On ma inną, niż nasz schabowy z ziemniakami. Jego kuchnia nawet nie posiada takiego czegoś jak kotlet. Za to mają inne smaczne rzeczy. Dużo już też potrafię z nich sama przyrządzić. S. mnie nauczył.

Ale na jutro pierożki ruskie. Pyyycha!

 

Inness