Aktualnie przeglądasz kategorię Dziecko
Wyświetlam 11 - 20 z 49 notek

Naprawdę zły dzień…

  • Napisane 1 października 2016 o 22:41

Dziś miałam okropny dzień.

Spałam do 10:30, zjadłam śniadanie. Myślałam, że to będzie miły dzień. Ale nie…

A. wyprowadzała mnie okropnie z równowagi. Nie słucha się totalnie. Mam wrażenie, jakby była głucha. Nie słucha, a potem przychodzi i pyta o rzecz, którą powiedziałam jej dosłownie 2 minuty temu. Popołudniu zmęczona Ss. nie chciała za nic w życiu zasnąć tylko płakała i płakała. Gdy w końcu zasnęła, sama się położyłam. Pech chciał, że w tej chwili Ss. znudziło się spanie i postanowiła się obudzić. Wieczorem pojechaliśmy do sklepu i znów chodziła gdziekolwiek, tylko nie w tą stronę gdzie ja. Poszliśmy coś zjeść i robi co jej do głowy najdzie. Na koniec Ss. gdzieś zapodziała swój smoczek i zaczęła drzeć się w niebo głosy. Zaczęłam się kłócić z S, że powinien uważać na tego cholernego smoczka, bo wiadomo że pół roczne dziecko nie posiedzi za długo cicho w foteliku w aucie. Wysiadłam. Moje nerwy zostały pozbawione granic…

 

To był naprawdę ciężki dzień.

 

Inness

Sierpniowy skrót i odwiedziny

  • Napisane 5 sierpnia 2016 o 12:42

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu.

Coś mnie dziś natchnęło, by tutaj napisać.

Bardzo dużo rzeczy się wydarzyło między mną a S. W większej ilości tych złych. To był naprawdę ciężki okres. Nie wiem dlaczego, ale kłóciliśmy się o takie pierdoły, że aż dziwo bierze – potem przekształcały się w wielkie problemy, nie rozmawianie między sobą, złości, nerwy, itp. Aktualnie jest lepiej, nie ma takiej katastrofy jak było przez ostatnie jakieś 3 miesiące. Nie wiem czy to również nie za sprawą nowego dziecka, nowego mieszkania, tak naprawdę od marca mieszkamy dosłownie w jednym mieszkaniu i te resztki „dotarć” chyba się ukazały i które trzeba było jakoś przejść. Rozmawialiśmy, próbowaliśmy jakoś rozwiązywać na bieżąco owe problemy, ale nie na długo się to udawało. Teraz jest lepiej.

A. jednak poszła do innego przedszkola, do tego że tak to ujmę „specjalnego”, gdzie zamiast zwykłych przedszkolanek są psycholożki. Zaczęła od tego poniedziałku. Podoba jej się, panie również polubiła, mniej dzieciaków w grupie jest bo tylko 8 razem z nią. Na razie to tylko pierwszy tydzień i tylko raz jak na razie był płacz, co będzie – się okaże. Dojeżdża do przedszkola małym busem, bo taką ma możliwość to przedszkole. Rano wychodzimy pod dom i czekamy, aż przyjedzie a potem odbieram ją również spod domu. Wczoraj jechała pierwszy raz i powiedziała, że podoba jej się jeżdżenie z tym kierowcą i nie ma z tym problemu, jeżdżą również inne dzieci tym samym busem.

Ss. za chwilę skończy 5 miesięcy. Taki mały śmieszek się z niej zrobił, że szok. Najbardziej uśmiecha się do A. Śmieje się też na głos, zajada już serki, jogurty, słoiczki i domowe dania. Wszystko wkłada do buźki, wydaje przeróżne dźwięki z siebie, w ogóle jest bardzo kochana. A. jak tylko rano wstaje zaraz przylatuje koło jej łóżeczka i wita się z nią uśmiechem, mówi do niej słodko, śpiewa. Pomaga mi również gdy ja jestem przykładowo zajęta robieniem obiadu, a mała płacze to zagaduje ją, podaje jej smoczek. W sumie to jestem w lekkim szoku, że aż tak będzie blisko z nią, nie wiem czy to kwestia wieku czy czego, ale podejrzewałam że raczej będzie to tak wyglądało, że mała się urodzi no to ŁAŁ, SUPER, SŁODKO i szał minie, ale jednak nie.

Co z nowości? W poniedziałek, a raczej w niedzielę w nocy wyjeżdżamy do Polski na 3 dni. Mojej mamie będą remontować dach w bloku i wszyscy lokatorzy muszą na czas remontu opuścić mieszkanie. Zaproponowałam jej by przyjechała do nas, ale oczywiście ciężko było ją namówić. S. wypalił z pomysłem, że on po nią pojedzie, ale problem jest z językiem, bo on po niemiecku a ona tylko po polsku i co tu robić 8 godzin w aucie? Więc przedstawiłam mamie pomysł, że przyjedziemy wszyscy po nią i zabieramy ją do nas. Nadal nie była przekonana, bo musi pozałatwiać swoje sprawy i nie wie jak to będzie wszystko wyglądało. Ale w zeszły czwartek zadzwoniła do mnie i powiedziała, że udało się jej załatwić co musiała i że może przyjechać. Więc w poniedziałek będę w Polsce a w środę wracamy z powrotem, bo S. nie przepuścił by okazji by nie wejść do jego ulubionego sklepu „Biedronka” hahaha. Pokochał ten sklep, ale w sumie nie wiem za co. Dodatkowo we wtorki jest w mojej miejscowości targ więc stwierdził, że jeden dzień będziemy tam i potem powrót.

Ja zakupy już zrobiłam, trochę słodyczy dla rodziny, popakowałam. Jeszcze muszę spakować nas i w niedzielę wyruszamy. Nie wiem jak Ss. zniesie taką dłuższą podróż, ale małe dzieci na ogół śpią w aucie, więc mam nadzieje, że i ona będzie. Także w sierpniu będę mieć odwiedziny – moją mamę, która jeszcze nigdy nie była za granicą :)

 

Inness

Uciekający czas

  • Napisane 27 kwietnia 2016 o 22:53

W poniedziałek w końcu Ss. miała bilans. 6 tygodni po urodzeniu przytyła 1,100 kg i o 4 cm jest większa. Całe badanie poszło jak z płatka, bo jak się okazało nie było szczepienia. Będzie dopiero w 3 miesiącu życia. Kolejny bilans czeka mnie z A. Termin jest na maja. Na szczęście też jeszcze bez szczepionki. We wtorek przedszkole znów miało swój daremny strajk, ale A. poszła do przedszkola. Po godzinie dostałam telefon, że mam ją odebrać, bo znów nie potrafiła się uspokoić. Jak się okazało znów poszło o totalną bzdurę. Ręce opadają. Pogoda jest makabryczna. Najpierw 2 dni były mocny…

Wreszcie normalny dzień…

  • Napisane 22 kwietnia 2016 o 23:28

Dziś dzień na spokojnie… W końcu, bo od dłuższego czasu nie jest za wesoło między mną a S. Kłótnie i kłótnie.

W końcu dziś odbył się dzień bez tej niepotrzebnej rzeczy.

Zjedliśmy śniadanie, A. została w domu, bo nie poszła do przedszkola. Potem poszliśmy na spacer i zrobiliśmy zakupy. Wróciliśmy do domu, S. przygotował obiad, ja coś sprzątnęłam. Po obiedzie Cappuccino i herbata, a do tego coś słodkiego. W końcu było jak trzeba. Pytanie tylko, na jak długo?

Jutro idę na urodziny do męża mojej koleżanki. Byłej mojej sąsiadki, zaprosiła mnie na urodziny swojego męża. Widzę, że coś za bardzo chyba szuka ze mną kontaktu. Nie mam do niej nic, jest również ode mnie starsza o 7 lat. Ale widzę, że niezła z niej plotkara, bo opowiada mi o osobach, których nawet nie znam i które mnie obchodzą tyle co zeszłoroczny śnieg. Mimo tego lubię ją, bo potrafi się śmiać sama z siebie jak i z różnych sytuacji. Ma syna rok młodszego od A. ale nie przeszkadza im to w zabawie między sobą. Po całym stresie, który nie opuszcza mnie ostatnio prawie w ogóle i po nerwach, doszłam do wniosku że dam się namówić na te urodziny. Zabiorę A; bo Ss. jest za mała na takie imprezy, poza tym S. zostaje w domu, bo nie znają się za bardzo a do tego i tak język będzie raczej polski niż niemiecki. Więc i tak praktycznie by siedział. Po lekkim marudzeniu, że czemu chcę iść, itp. zgodził się. Więc jutro mam nadzieję trochę się zrelaksować.

Poza tym w poniedziałek Ss. w końcu będzie mieć bilans, do którego ostatnio nie doszło no i podejrzewam szczepionki, więc nie będzie wesoło.

Liczę na miłą imprezę jutro!

 

Inness

Krótka opowieść o „ojcu”

  • Napisane 20 kwietnia 2016 o 23:45

Była dziś Papi. Pokazała mi zdjęcia „ojca”. Miała też krótkie nagranie, ale prawie go tam nie słychać. Jakoś nie potrafię w tych zdjęciach znaleźć podobieństwa jeśli chodzi o wygląd do siebie czy do mojej siostry. Opowiedziała mi to co od niego usłyszała i opisała jaki jest, a raczej o dwu dniowej obserwacji, bo tyle się widzieli. Dopowiedział, że nie może mnie w jakikolwiek sposób zmusić, bym chciała mieć z nim kontakt. Pytał, czy moje dzieci wiedzą o nim. Ha, dobre sobie. Co mam moim dziewczynkom o nim opowiedzieć, skoro sama o nim nic nie wiem. Mam zdjęcie pokazać A.? I co powiedzieć: To twój dziadek, ale nic poza tym nie mogę ci nic powiedzieć? Jedyne co mnie interesowało i o co zapytałam również Papi, to czy z jego strony ktoś miał jakieś kłopoty ze zdrowiem lub jakieś inne dolegliwości typu alergia czy coś gorszego. Ale ona sama nie pytała, bo nawet na to nie wpadła. Jedynie taka informacja na coś by się przydała, bo wiadomo wszystko idzie w genach. Warto wiedzieć, czy może ktoś tam ma jakieś problemy ze zdrowiem. Bo być może my coś odziedziczyłyśmy lub nasze dzieci mogą na coś w późniejszych latach chorować.

Papi zrobiła sobie tatuaż na wewnętrznej stronie nadgarstka – napis. Ogólnie podoba mi się. Sama lubię takie delikatne, że tak to ujmę. Gdyby nie ból wiążący się z tym to i ja dawno miała bym na pewno jeden. Opowiadała, że dało się wytrzymać, ale do mnie jakoś to nie przemawia. Choć to pewnie i tak mały pikuś w porównaniu z porodem :D

A. nauczyła się jeździć na rolkach. Zajęło jej to praktycznie 3 dni. Aż byłam w szoku, bo obstawiałam dłuższą naukę, jak na przykład z jazdą na rowerze, która trwała ponad 2 tygodnie. Od rana do wieczora potrafi mieć rolki na nogach i jeździć po mieszkaniu. A że mój przedpokój ma ponad 8 metrów długości, to ma pole do popisu. Dziś poszłyśmy razem z Ss. na długi spacer i przy okazji zabrałam ją do Mc Donald’s i zakupiłam prezent dla męża mojej koleżanki, który obchodzi urodziny w sobotę i na które zostałam zaproszona…

Nogi mi do tyłka wchodzą. Za mało mam ruchu w sensie takim, że nie wychodzę na długo dystansowe przechadzki, bo mała Ss. potrzebuje pić to mleko co 3 godziny i jest lekki problem później z wodą. Zabieram ze sobą termos z gorącą wodą, jeśli wybieramy się na dłuższy okres poza domem. Przyzwyczaiła się w końcu do kąpieli. Zrobiła się w końcu to dla niej przyjemność, a nie katorga jaka bywała wcześniej i była przy tym kupa ryku. Teraz leży zadowolona i obserwuje, co dzieje się wokół niej i co znajduje się na suficie w łazience. :)

 

Inness

Obcy więcej wart niż rodzina

  • Napisane 17 kwietnia 2016 o 23:27

Dziś moja mama skończyła 56 lat. Dzwoniłam na Skype i zaśpiewałyśmy jej z A. Sto lat. Była tam też i Papi, bo miała dziś wyjazd około 16:20 z powrotem do Niemiec. Porozmawiałyśmy wszystkie, trochę niezręcznie i dziwnie się zrobiło, kiedy weszłam na temat „ojca”. Ona jakaś dziwna się zrobiła po zapytaniu się przeze mnie, czy „ojczulek się popłakał jak się z nią żegnał?”. Na szczęście potem przyjechał bus i musiała odjeżdżać. Więc mogłam normalnie porozmawiać z starszą siostrą i mamą.

Papi i matka nigdy nie miały dobrych relacji pomiędzy sobą. Szczerze powiedziawszy, ciężko jest mieć dobre relacje z moją matką. Na ogół można z nią porozmawiać, ale sama odnoszę wrażenie że godzinna czy dwu godzinna rozmowa na Skype parę razy w miesiącu wystarcza. Była jaka była, już tego nic nie zmieni. Sama już mam dwójkę dzieci i sama wiem, rozumiem i dostrzegam na czym polega macierzyństwo i co to znaczy wychować dziecko lub więcej. Za to ona odnoszę wrażenie, że bardziej poważa całkowicie obcego sobie faceta niż kogoś, kto ją wychował. Ja jak pomyślę, że któraś z moich córek po wychowaniu jej, odwdzięczy mi się w taki sposób w jaki robi to moja siostra…. To szlag mnie trafia. Rozumiem ją po części, bo wesoło nie było. Ale mimo wszystko to nasza matka i jakiś szacunek jej się należ, a nie jeszcze dodatkowo podkreślać w jakiś tam sposób, że obcy facet jest bardziej w porządku niż ona sama. Wiele błędów matka popełniła, ale czy to wystarczający powód, by zachowywać się w taki sposób? Sama podkreśla i jak ponoć podkreślił to typ (ojciec) ja jestem cała matka i unoszę się honorem, bo nie chcę mieć z nim kontaktu i usunęłam go z FB. Nie rozumiem tylko co tutaj honor ma do rzeczy? Nie chcę mieć z nim kontaktu, bo nie znam go, jest dla mnie całkowicie obcym człowiekiem i nie czuję potrzeby, by to w jakikolwiek sposób zmieniać… Po co ten honor? Totalna kpina. Co jeszcze się dowiedziałam, że siostra była w tamtym roku w Polsce 2 razy i nie przywiozła mojej mamie żadnego upominku, a do obcego człowieka zajechała i kupiła mu jakąś lampę. Czym pochwaliła się przed moją siostrą i matką. Ja nie byłabym szczęśliwa, gdyby moje dziecko pamiętało o kimś, kto palca nie włożył w wychowanie dziecka, a dziecko o nim pamięta lecz o własnej rodzicielce nie. Ale taka właśnie jest moja siostra bliźniaczka. Do obcych więcej z siebie daje, niż dla własnej rodziny.

Poza tym dziś spędziłyśmy taneczne popołudnie z A. Odpaliłam grę Just Dance Now, gdzie już kiedyś to opisywałam i potańczyłyśmy sobie w dobrych humorkach.

Jutro wszyscy z rana musimy się uwinąć, bo najpierw do 9:00 godziny trzeba odwieźć A, do przedszkola a potem my śmigamy po dokumenty dla Ss. Kolejny dzień na załatwianiu papierkowej roboty…

 

Inness

Kłopoty z przedszkolem i dokumentami

  • Napisane 15 kwietnia 2016 o 21:11

Z nowym przedszkolem od A. może być problem, jak to ujęła dyrektorka teraźniejszego przedszkola. Dzwoniła do nowego przedszkola i jak się okazało jest dużo dzieci w jednej grupie i jeszcze mniej opiekunek niż w starym przedszkolu. Podsumowała, że ma obawy co do tego przedszkola, bo przez zachowanie A. która ponoć potrzebuje swojej uwagi będzie z tym problem przez małą ilość opiekunek. Nadal jej zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Tylko, że dojazd do starego przedszkola jest uciążliwy. Stwierdziła, że jeśli myślę o przeniesieniu A. do innego przedszkola to uważa iż lepsze byłoby przepisanie jej do specjalnego, gdzie opiekunowie są psychologami i lepiej radzą sobie z takimi dzieciakami. Ma się zorientować do poniedziałku w których są wolne miejsca i ma mi dać znać. W razie dalekiego przedszkola jeżdżą ponoć specjalne samochody, które zabierają dzieciaki z jakiegoś przystanku i przywożą w to samo miejsce, gdzie rodzic musi odebrać dziecko. Mam się nad tym zastanowić. Najpierw i tak wolę się przejść do takiego przedszkola i zorientować się jak owe wygląda i jaki tam panuje system.

Oczko Ss. poprawiło się, ale za to pojawiła się okropna wysypka na twarzy i szyi. Podejrzewam, że to potówki i nie podoba mi się to. Do lekarza na bilans nie przyjęli nas z powodu braku zaświadczenia z ubezpieczalni, że dziecko jest ubezpieczone. Oczywiście nie mam jeszcze takiego dokumentu, bo nie mam jeszcze aktu urodzenia, bo mieliśmy problem z wyrobieniem go. Ale dziś w końcu dzwonili, że w poniedziałek jest do odbioru i w końcu w poniedziałek możemy ruszyć się z dokumentami, ubezpieczeniem i pieniędzmi dla Ss. Wizyta u lekarza została przesunięta na 25 kwietnia.

Papi jest już w Polsce. Pojechała do Warszawy pozwiedzać. Jak się okazuje mój „ojciec” z którym nigdy nie miałam kontaktu, w tamtym roku znalazł nas na Fb i zaczął pisać. Ja zerwałam kontakt po paru wiadomościach, bo nie czuję żadnej potrzeby by go ciągnąć. Natomiast Papi pisała z nim i chciała się z nim spotkać, podczas wizyty w Warszawie. On sam mieszka koło Wawy więc do spotkania doszło. Nie wiem jak to wszystko się potoczyło. Opowie mi pewnie po przyjeździe, podsumowała tylko że jest bardzo w porządku.

Chcieliśmy zrobić grilla w niedzielę, ale oczywiście pogoda się popsuła i zaczęło padać i ma padać do niedzieli, więc odpada.

 

Inness

Małe nowości i rozmyślenia nad urlopem do Polski

  • Napisane 7 kwietnia 2016 o 23:21

Dzień za dniem.

Dostałam w końcu przelewem pieniądze za kaucję no i w końcu zakupiłam komodę, na którą muszę poczekać bo nie było jej na stanie, więc muszę poczekać z końcowym uporządkowaniem rzeczy z przeprowadzki. Ale dziś kupiliśmy firany i pokoje w końcu wyglądają jak pokoje.

W przyszłą niedzielę Ss. będzie mieć miesiąc. Coraz mniej śpi za dnia, obserwuje wszystko dookoła. W przyszły wtorek pierwszy bilans, czyli pomiary, szczepionki i inne duperele. Oj będzie płacz nie z tej ziemi.

U nas znów Kirmes. Byliśmy w zeszły piątek i jutro znów chcemy się wybrać, bo jest do niedzieli. Udało mi się nawet przejechać na dwóch z nich, ale na takich lajtowych. Jest jedna na której jeszcze nigdy nie jechałam, ale boję się ze względu na nie dawną operację – cesarkę. Jednak jest to otwarcie brzucha i zszywanie, więc mam obawę że coś mogło by się „poluzować”, że tak to ujmę.

Papi wyjeżdża w niedzielę do Polski, tym razem do stolicy gdzie ja jeszcze nie byłam, a na końcówce urlopu wybiera się do rodziny. Chcę coś kupić moim siostrzenicom, ale nie mam pojęcia co. Jedna ma pół roku, a druga 10 lat. Szukałam jakiegoś pomysłu w internecie, ale nic konkretnego nie znalazłam.

Udało mi się znaleźć nowe przedszkole 300m od mojego mieszkania. Niestety przyjęcia dzieciaków są od nowego roku, czyli od 1 sierpnia więc jeszcze 4 miesiące A. będzie musiała dojeżdżać kawał do starego. Jest to poniekąd uciążliwe, bo codzienne dojeżdżanie wiąże się z paliwem, no i ja sama nie mogę jej zawieźć. A co za tym idzie, nie wiem tak dokładnie jak wygląda sprawa z przedszkolem, co nowego itp. Czasem uda mi się zabrać z S. i odebrać ją z przedszkola. Na początku była smutna, że jeździ tylko z S; ale już się przyzwyczaiła. Teraz uczy się, a raczej próbuje jeździć na urodzinowych rolkach, bo jednak owe zostały zakupione. Po pierwszej próbie załapała równowagę na tyle by ustać sama w ubranych na nogach rolkach, z czego była bardzo z siebie dumna.

S. coraz częściej wspomina sprzed dwóch lat nasz urlop w Polsce, bo bardzo mu się spodobała i mówi, że chciałby pojechać i w tym roku, bo w tamtym nam razem się nie udało. Planuje coś na wakacje, ale nie wiem jak to będzie wyglądało ze względu na koszta no i na podróż z malutkim dzieckiem. Choć jazda autem różni się czasem dojazdu wobec podróżą autobusem. Ale do wakacji jest jeszcze wiele czasu i zobaczymy jak to się potoczy.

Z drugiej strony jak pomyślę, że gdyby ex dowiedział się, że przebywam w Polsce pewnie znalazł by się pod domem mojej matki w celu zobaczenia się z córką, co kompletnie mnie fakt ten nie cieszy. Po całym zajściu tej jego nie udanej sprawy w sądzie i brakiem jakiegokolwiek kontaktu z dzieckiem…. Mogłoby być dość ostro. Do dziś nie mamy ze sobą kontaktu i nie ubolewam nad tym. Wręcz przeciwnie, mam święty spokój. A. nadal kompletnie o nim nic nie mówi. Tak jakby on dla niej nie istniał. Cóż się dziwić, ma dopiero 5 lat. No ale mimo wszystko, myśl o zobaczeniu jego wizerunku napawa mnie mdłościami.

 

Inness

Dawny rytm dnia

  • Napisane 28 marca 2016 o 21:06

Powrót do małej przeszłości.

Dzień ucieka jeden po drugim, że zapominam który dokładnie jest dzień tygodnia. Pilnowanie czasu, o której mała Ss. piła mleko i kiedy powinna znów dostać jedzenie sprawia, że te 3 godziny odstępu między jednym a drugim karmieniem skraca dzień z 24 godziny na jakby 12 godzin. Dokładnie tak samo uciekał mi czas, gdy A. była mała. Wstając rankiem nie zauważałam, kiedy robiło się już ciemno. Teraz dodatkowo jest jeszcze dwójka dzieci plus normalne do tego obowiązki i czas upływa jeszcze szybciej.

Wczoraj był jeszcze szybszy dzień, przez zmianę godziny. Gdy Papi przyszła na umówioną godzinę, czyli koło 11:00 nowego czasu zastała nas w łóżkach, bo kompletnie zapomniałam że został zmieniony czas i sugerowałam się starym czasem na zegarze ściennym.

Wielkanoc jak i lany poniedziałek minęły jak zwykła niedziela. W tym roku nawet nie udało mi się pofarbować jajek, ale za to upiekłam ciasto z bakaliami.

Zadziwiające jest to, że Ss. najlepiej i najdłużej śpi w moim łóżku, nawet kiedy śpi sama. Czego jest to powodem zastanawiam się. W łóżeczku też zdarzy jej się pospać ponad 3 godziny, ale jakoś zawsze na karmienie się wybudzi lecz gdy śpi w moim łóżku to nawet potrafi minąć godzina karmienia, a ona nadal śpi.

W piątek mamy Kirmes, czyli jak zawsze dwa razy w roku przyjeżdżają karuzele. W pierwszy dzień zawsze płaci się raz i dostaje się dwa bilety, więc w przypadku dwójki dzieci za jedno zapłacisz a drugie jedzie za darmo. Oferta zawsze jest od 15-18 godziny, więc zawsze zdążę obejść wszystkie karuzele. A na następny rok i Ss. będzie już jeździła na atrakcjach.

Ss. złapała jakąś infekcję oka i leci ciągle ropa. Ponoć zdarza się to i ponoć jest to dość normalne, co dla mnie obce bo A. nie miała takich problemów. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej i obędzie się bez wizyty u lekarza.

Mam nadzieję, że w tym tygodniu otrzymam pieniądze na konto i będę mogła dokończyć mieszkanie, które na to czeka.

 

Inness

Brak czasu dla samej siebie

  • Napisane 24 marca 2016 o 23:17

Niby nic się nie dzieje, a nie mam czasu odpalić laptopa, coś obejrzeć czy choćby zrobić porządek w szafie.

Mała Ss. śpi, pije mleko i śpi. W nocy koło północy wydaje się być wyspana, ale nie żeby płakała. Po prostu wpatruje się w jeden punkt, za chwilę w drugi i tak obserwuje. Dodatkowo jest również na feriach H. córka S. Więc trójka dzieci w domu to już wyzwanie. H. ma 7 lat, ale czasem odnoszę wrażenie, że mogłaby być zachowaniem 5-latką jak A. Jak nie kłótnie, to znów niepotrzebna wymiana zdań. Ciągle ktoś coś chce no i tak mało czasu mam dla siebie. W nocy pobudki do karmienia Ss; więc wieczorem, kiedy dzieciaki śpią sama mam ochotę tylko na prysznic i spanie. W dodatku ten tydzień S. musi pracować i wraca w nocy, więc wszystko pozostaje na mojej głowie.

Rana po cesarce ładnie się goi. Coraz mniej bólu. Mogę już prawie swobodnie się poruszać. W sumie to jest dobrze, nie patrząc na to, że po całym dniu na nogach jest dziwne uczucie w miejscu szycia.

Schudłam 13 kg w prawie dwa tygodnie. Dla mnie to nowość, bo z A. po porodzie spadło mi tylko to co wyciągnęli z brzucha, czyli dziecko i resztki. Ale apetyt mi gdzieś zanikł. Do tego nawet jak się pojawi, to po małej porcji już nie mogę dalej jeść. Z czego jestem zadowolona, bo przecież i tak nadal nie mam swojej wagi sprzed nawet pierwszej ciąży…

Mieszkanie nadal nie wygląda tak jak powinno. Pozostały do zrobienia małe rzeczy, do ogarnięcia również ale to właśnie one tak się ciągną. Czekam również na pieniądze z kaucji za stare mieszkanie, bo chcę kupić jakieś firanki, komody, bo bez tego nie umiem się ruszyć bo brakuje miejsca właśnie na te drobne rzeczy. Ale na to chyba będę musiała poczekać do przyszłego tygodnia.

Za parę dni Wielkanoc, ale jak to u mnie nie czuć tego święta. Niby coś jest, ale nie ma takiej magii jak przy Bożym Narodzeniu. W dodatku od tamtego tygodnia pada i pada, więc wiosna która towarzyszy tym świąt tak jakby nadal nie przyszła.

Dziękuję wszystkim za miłe słowa i życzenia dla Ss. i dla mnie.

 

Inness