Aktualnie przeglądasz kategorię Dziecko
Wyświetlam 1 - 10 z 49 notek

Skomplikowane dzieci

  • Napisane 15 czerwca 2017 o 20:12

Chyba jakieś osłabienie organizmu mam, bo od wczoraj jestem cholernie śpiąca i zmęczona…

Auto się popsuło i teraz dupa jasna. Nie wiadomo, kiedy go naprawią. S. chodzi bez chęci do życia. bo naprawa koło 500€, a on biedy planował jakieś późniejsze wakacje i cały jego plan diabeł strzelił. Mówi, że zawsze gdy coś zaplanuje, nigdy się to nie udaje i chyba musi zacząć wszystko na spontana robić.

Pogoda się zepsuła, grzmi i leje jak nie wiadomo co. Ale w weekend mają być upały. Ja chciałabym w końcu z dzieciakami wybrać się na basen to oczywiście natura się odezwała. Jak w tamtym roku i dupa blada. Jak tak dalej pójdzie to pozostanie im znów basen na balkonie.

22 czerwca mam spotkanie w szkole i o jakże pięknej porze: 19:30! Nie wiem teraz jak to rozegrać, czy iść z dzieciakami czy bez. Nie wiem czy S. dostanie wolne. Wolałabym iść z nim, bo czego ja nie zrozumiem to on zrozumie. Dają też pewnie listę z wyposażeniem pierwszoklasisty. Jestem ciekawa jakie wymogi są w Niemczech.

Wczoraj byliśmy na polu zbierać truskawki. Dostajesz koszyczek  jaki chcesz i wchodzisz na pole pełne truskawek. Zbierasz i jesz ile chcesz, a płacisz tylko za wagę uzbieraną w koszyku. Piękne, czerwone, słodkie, soczyste truskaweczki. Tysiąc razy lepsze od kupnych! Dziś zabrałam dzieciaki do Mc’Donalds, bo jeśli mam gotować i za chwilę usłyszeć „fuj!”, „nie dobre!” to odechciewa mi się gotować. Z A. mam masę problemów, jeśli chodzi o kwestię jedzenia. Ona tylko na pierogi i kluski nie powie fuj. Na wszystko inne kręci nosem. Ss. lepiej jada. Uwielbia owoce, gdzie A. trzeba zmuszać, by zjadła banana lub jabłko. Ale daj jej czekoladę, loda czy chrupki. Ooooooo! Nigdy nie jest fuj. Teraz kiedy jeszcze S. robi ramadan to nie ma po prostu komu gotować. Ja sama nie mam apetytu, A. marudzi  za każdym razem. Za to Ss. zje tylko jak mały ptaszek. I gdzie tu sens?

 

Inness

Nowości

  • Napisane 6 czerwca 2017 o 13:57

Kolejna przerwa w blogu. Blog.pl wysyła maile, że brakuje im moich wpisów. Ha ha, wiadomo że to wysyłają do wszystkich, ale śmiesznie się to czyta.

Od stycznia dużo się wydarzyło. Ale prawie nic nie zmieniło.

A. skończyła w lutym 6 lat. W sierpniu idzie do szkoły. A ja mam takiego stracha, chyba większego niż ona… Ale to w innym poście.

W marcu Ss. skończyła roczek. Aktualnie ma 15 miesięcy. Miała swoją pierwszą urodzinową imprezę i nie przejęła się tym szczególnie. Jak to u małych dzieci bywa. Ale za rok będzie już inaczej. Była lekko mówiąc nieznośna, ale było dużo gości i dla niej chyba za dużo się działo. Kolejne ząbki, nowe sylaby wypowiada. Na wszystko mówi „tata” no i tata wniebowzięty, bo uważa że jej pierwsze słowo to właśnie to.  A niech sobie tak myśli. Nie chce mi się tego więcej mu tłumaczyć ani komentować. Chodzi, a już raczej uczy się biegać. Choć ostatnio wróciła do raczkowania i teraz wygląda to komicznie.

Wczoraj wywrzeszczałam swojej „przyjaciółce” to co siedziało we mnie już od dawna. Co zbierało się i zbierało od długiego czasu i nie gadamy ze sobą. Jakby tego było mało po całej aferze na WhatsAppie, gdy wybrałyśmy się z Papi do Mc’Donalds on szła po drugiej stronie ulicy ze swoją siostrą i też do maca. Na szczęście usiadła na dworze. Jej córka przyszła do mnie, pogadałyśmy i uciekła bawić się z A. Gdy wychodziły obie z siostrą spojrzała na mnie i rzuciła tylko cześć. Jej siostra, która ma nieznany nikomu konflikt z moją siostrą rzuciła również „Cześć Inness” i wyszły. Odpowiedziałam również, bo nie powiedzenie cześć w takiej sytuacji byłoby durne. Kultura osobista wymaga takich rzeczy, ale nie zamierzam utrzymywać z nią kontaktu, dopóki rozum do głowy jej nie wróci. Jak to w zwyczaju mam mawiać, choć może niezbyt ładnie „za dużo to i świnia  z koryta nie zje”.

No i mamy czerwiec. Połowa roku uciekła mi gdzieś między palcami. Za kolejne pół roku gwiazdka i nowy rok. Śmieszne, jak ten czas leci do przodu. Tym bardziej jak posiada się dzieci…

 

Inness

Szał Muffinek i Elsy

  • Napisane 27 stycznia 2017 o 13:02

Od paru dni zapanował u mnie wirus na Muffinki. Pieczemy z A. już od trzech dni. I wymyślamy tylko co by dorzucić do środka. Raz były z kawałkami czekolady, na następny dzień z rodzynkami, kremem i różnymi posypkami A. je wystroiła. Wczoraj zrobiłyśmy z nutellą. Odkryłam wczoraj, że mam posiekane migdały, więc może dziś lub jutro będą następne. Choć A. przypadły najbardziej z nutellą do gustu. Wczoraj przed snem załapała się jeszcze na dwie ciepłe muffinki z nutellą. Ach ta jej mina: Mamo, jakie to pyszne. Tylko proszę, jak przyjdę jutro z przedszkola to żeby zostało coś jeszcze dla mnie – i poszła spać. Dorzuciłam jej jedno do dzisiejszego śniadania do śniadaniówki.

Byliśmy na mieście na spacerku w środę i okazało się, że jest mnóstwo przecen. Szał zakupów mi się włączył. Zakupiłam marynarkę w czerwono-czarną kratę, elegancką czarną bluzkę, dwa T-Shirty i sweterek. Dla dzieciaków też udało mi się coś znaleźć. A. wybrała sobie ponadto rękawiczki i koronę od Elsy. Ona i ta jej Elsa. W jej pokoju, gdzie się nie spojrzy jest coś z Elsą. Papi kupiła jej na rozpoczęcie przedszkola plecaczek na śniadanie z Minnie Mouse i miała go dwa lata. Nie planowałam nowego kupować, bo to ostatni rok, a nie był mocno zużyty, bo nosi tam tylko swoje zabawki i śniadaniówkę. Od sierpnia, kiedy zaczęła jeździć busem do przedszkola, rzucała na podłogę w aucie plecak, zapinała pasy i odjeżdżała. W tamtym tygodniu S. kupił jej nowy plecak, no oczywiście z Eslą! Z efektem 3D. Tak się nim zachwyciła, że teraz kiedy wchodzi do busa, kładzie go na kolana, zapina się pasem i trzyma go w rękach. S. mi o tym opowiedział, a później ona sama przyszła i dodała: Mamo wiesz, ten plecak z Minnie był już stary, ale ten nowy z Elsą jest taki fajny i nowy, że ja nie chcę żeby był brudny albo kaputt. Więc jak wchodzę do busa to trzymam go na kolanach… Padłam. Za niedługo idzie do szkoły, więc Elsa się skończy i przyniesie znów jakąś nową pierdołę do domu…

Jutro wybieram się z A. do fryzjera. Zażyczyła sobie z myciem głowy. Tak więc idziemy jutro się obciąć. Mam nadzieję, że się uda. Dziś wpada Papi na pogaduchy. A ja aktualnie myślę, co przygotować na obiad. S. wczoraj zrobił zupę z dyni, ale wiem że A. nie będzie tego jeść… Myślę nad plackami ziemniaczanymi, bo prosiła o to ostatnio moja starsza córka, więc może to na dziś przygotuję do zupy dyniowej.

 

Inness

Dzieci – nie zawsze takie same

  • Napisane 20 stycznia 2017 o 21:38

Oooooch, jestem padnięta…

Małej Ss. wychodzą 2, a nawet chyba 3 zęby naraz i jest taki ryk cały dzień w domu, że można do głowy dostać! Porażka jakaś!

Jutro A. będzie nocować u swojej przyjaciółki M. więc o jedną w domu mniej. Choć szczerze wolałabym na czas ząbkowania wypożyczyć Ss. komuś. Swoją droga A. przechodziła ząbkowanie bez takiego ryku, było dość znośnie. Dziś zauważyłam też, że Ss. zaczęła raczkować w sposób, jaki zawsze ktoś opisywał inne lub swoje dziecko. Czyli w nietypowy dla bobasa sposób, tylko jedna noga cały czas zostaje z przodu i pupą przesuwa się po panelach. I teraz nie wiem co dalej. Albo załapie to zwykłe raczkowanie, albo wstanie na nogi i zacznie chodzić. Już podpiera się i wstaje na kolanach. Wiem, że w jej wieku A. już raczkowała. Jak się sama przekonałam o tym, że każda ciąża i poród jest inne. Tak samo przekonuję się, że każde dziecko też jest inne. Nawet jeśli chodzi o rodzeństwo… Ciekawi mnie, jak było w przypadku moim czyli ciąży bliźniaczej. Czy też były tak mocne różnice między mną a moją siostrą w pierwszym roku życia? Jutro jest dzień babci, więc zadzwonią dzieciaki w życzeniami i jeśli nie zapomnę to zapytam rodzicielki.

S. musi jutro pracować, ale w związku z tym, że A. nocuje u koleżanki to planuje wziąć wolne, by razem coś zrobić. Nie wiem czy się uda, nie wiem też czy uda się małą dać też do popilnowania , byśmy mogli sami odetchnąć od tej naszej dwójki… Okaże się, gdy wróci z pracy.

 

Inness

Zero współczucia dla matki

  • Napisane 16 stycznia 2017 o 11:50

Coś w tym stwierdzeniu, że – tylko matka gdy chora jest musi być zdrowa –  jest.

„Ostatnio leżała bezczynnie w łóżku i spała niepotrzebnie. Co z tego, że ma gardło chore i gorączkę i mówiła mi o tym? Bajka na dobranoc też się nie odbyła, bo nie potrafi mówić. Przecież może ciszej czytać. Ma się ze mną bawić, wstać z łóżka i być na chodzie” – podejrzewam, że tak właśnie myśli moje starsze dziecko, pomimo tego że tłumaczyłam jej jak się czuję…. Tłumaczę, że też jestem człowiekiem jak ona, a nie żadnym robotem i też gdy ona była chora leżała pod kocem i narzekała, że ją głowa boli. Wytłumaczyłam jak mogłam, ona niby to zrozumiała bo przytaknęła. Nawet dwa razy przyszła i spytała, czy potrzebuję masażu. Ale dziś gdy ubrałam ją w kurtkę, bo szykowała się do przedszkola. Stanęła w drzwiach i powiedziała już na klatce schodowej: „Ale dziś jak wrócę z przedszkola, to masz nie spać!” i poszła z S.

Och te dzieci! Przecież jak tylko skończyła się gorączka i antybiotyk na gardło podziałał, to zabrałam małego pyskacza do Mc Donald’s. Ale to nie ważne. Ona pamięta, że ja leżałam bezczynnie w łóżku. Pyskata się robi coraz bardziej. Za miesiąc skończy 6 lat i to dopiero będzie się działo, jak miewam. Więc siedzę i czekam do tej 15.00 aż smarkacz wróci i będzie dalej rządzić swoją łamaną polszczyzną.

A tak na serio, nie żebym dała sobą rządzić, ale wiem że jest tylko dzieckiem i nie rozumie jeszcze wielu spraw, pomimo tego że jakoś próbuję je tłumaczyć.

Wczoraj nadrobiłam sąsiedniego bloga. Spędziłam na nadrabianiu prawie 4 godziny, razem z odpowiedziami. Gdy skończyłam, wyłączyłam lapa i zasnęłam. I tak nie miałam co robić, a czytać lubię. Nie koniecznie na laptopie, bo oczy mi się szybciej męczą. Ale było ciekawie za to.

Śniegu zostały resztki. Wczoraj A. była na dworze i lepiła bałwana z S.  Byli pozjeżdżać z górki, a ja byłam w domu, bo Ss. spała. Także zima tego roku zaliczona na 100%

 

Inness

Stworzyć małego geniusza

  • Napisane 4 listopada 2016 o 22:13

Wczoraj byliśmy z A. na Laterne. Zrobiła nawet dwie, jedna była popryskana farbami a druga była z obrazkami. Namalowała na niej mnie, siebie, wózek w którym była Ss; ptaka i karmik dla ptaków. Rozbawiła mnie tym. Pośpiewaliśmy, zjedliśmy po hot dogu, A. zaliczyła 3 kubki ciepłego kakao. Ss. była za to okropna, płakała bez przerwy. Później porozmawiałam z jedną z przedszkolanek od A. Bardzo ją chwaliła. Mówiła też, że jej płacz i frustracje naprawdę się zmniejszyły do minimum. Potrafi sobie już z tym poradzić i nie dochodzi do takich krzyków. Pokazała mi tablicę, gdzie były praktycznie same obrazki pomalowane od A; stwierdziła że potrafi pięknie malować z całej grupy, wpada na fajne pomysły, potrafi stworzyć kreatywne rzeczy. Aż mi się miło zrobiło. Pokazała mi rzeczy, które udaje się jej rozwiązywać i nie ma wątpliwości, że w szkole poradzi sobie bardzo dobrze, a na pewno w pierwszej klasie, bo rzeczy które ona już opanowała są właśnie w pierwszej klasie.

Dziś byliśmy zameldować A. w szkole. Zobaczyła swoją przyszłą szkołę i bardzo jej się spodobał plac zabaw. Poszliśmy do biura i jakaś babka przyszła i przejęła A. a myśmy mieli załatwić papierkowe rzeczy. Później wezwano nas do pokoju, gdzie była A. i okazało się, że robiła jakieś zadania, które miały stwierdzić czy nadaje się już do szkoły i czy poradzi sobie z nimi. No i kobieta, która robiła z A. te testy znów zachwycała się moją córką. Powiedziała, że wykonała wszystko prawidłowo. Zna prawie cały alfabet, wszystkie liczby, wie która liczba następuje po kolejnej. Jedyne zastrzeżenie miała do sklejania zdań i że potrzebuje kursu językowego lub logopedy, który poszerzy jej zasięg słów po niemiecku i będzie potrafiła lepiej układać zdania. Ja sama w przyszłym tygodniu chcę w końcu znaleźć jakiegoś logopedę w pobliżu nas i zapisać ją. No i znów dziś ta kobieta z pokoju pochwaliła moje dziecko. Dziś to już się wzruszyłam. Udało mi się nie uronić żadnej łzy, ale mało brakowało. Oczywiście ze szczęścia i z dumy, jaka mnie rozpierała. Ostatnimi czasy słuchałam prawie tylko o jej frustracji i problemach w radzeniu sobie z nerwami. Owszem też były pochwały, że zdolna i w ogóle, ale moją głowę zaprzątały ciągle myśli na temat tego zachowania. Teraz kiedy w końcu słyszę, że jej furia w większym stopniu się zmniejsza i słyszę same pochwały to w środku czuję się szczęśliwa.

Zastanawiam się tylko, czy urodziłam geniusza z łatwo przyswajalną wiedzą, z tendencją do złych zachowań, czy może to zasługa tego że poświęciłam jej dużo czasu na wymyślanie przeróżnych rzeczy, zajęć, uczyłam ją tego malowania, pisania, liczb czy ostatnio odejmowania i dodawania do dziesięciu… Zastanawia mnie to. Ale będę miała okazję to sprawdzić na małej Ss. już nie długo. A. od małego lubiła się uczyć i poznawać przeróżne nowości. Okaże się. Bądź co bądź – jestem z niej ogromnie dumna!

Jutro wybieram się z Papi do fryzjera. Babski wypad. S. wziął wolne i posiedzi z dzieciakami, a ja idę zmienić wygląd moich włosów. Mam już pomysł na nie, tylko nie wiem jak będę w tym wyglądać. A w niedzielę wyprawiamy z Papi nasze wspólne urodziny. Ale tak naprawdę mamy je dopiero we wtorek! :) Jutro zapowiada się miły dzień. Bo co lepiej nie poprawia humoru niż wizyta u fryzjera?

 

 

Inness

Światło w ciemnym długim tunelu

  • Napisane 19 października 2016 o 22:40

Z rana urwanie głowy. Nakramić Ss; w tym czasie dobudzić A. i przypilnować, by nie ubierała się 20 minut. Zrobienie śniadania do przedszkola, zaprowadzenie A. na dół kiedy podjeżdża bus. Ubrać się, ubrać Ss. i nie spóźnienie się na umówiony termin. Zdążyłam na czas. Uff… Ale poranek był masakryczny. Do tego cały dzień lało. Była umówiona z dyrektorką lub psychologiem – sama nie wiem, jak ją opisać – w sprawie A. Co dwutygodniowe spotkania… Psycholożka powiedziała jasno, że u A. widać poprawę jeśli chodzi o jej frustrację. Nie krzyczy już tak i nie wyje (inaczej się tego nie da opisać).…

Trudny weekend

  • Napisane 17 października 2016 o 11:31

Weekend był ciężki…. Naprawdę.

Dzieci też dały popalić, ale najbardziej oczywiście A. Dziś już w końcu poszła do przedszkola i zrobiła się cisza. S. w pracy i jest jak makiem zasiał… Ss. właśnie zasnęła i mam trochę czasu dla siebie. Niezbyt dużo, bo zaraz muszę iść coś ugotować na obiad, ale zawsze coś.

Wczoraj Ss. nie mogła choć na dłuższą chwilę zasnąć, bo obie dziewczynki nie dały jej pospać swoją zabawą. Choć ja i S. apelowaliśmy do nich, by choć na godzinę się czymś po cichu zajęły, bo Ss. jest zmęczona. Ale nie dało się przetłumaczyć. Wieczorem po 19.00 kiedy wykąpałam Ss; dałam mleko i wzięłam jak zawsze do odbicia to biedna zasnęła mi na kolanach na siedząco. Odbiła sobie już podczas snu. Wzruszył mnie ten widok, ale z drugiej strony zawołałam A. i pokazałam jej jak małe dziecko potrzebuje snu w ciągu dnia, bo potem marudzi, płacze i męczy się okropnie. Nie wiem czy coś poskutkuje obrazek śpiącej Ss. na moich kolanach, bo mam już dosyć powtarzania do A. „Proszę cicho bądź! Daj jej pospać!”

Przez cały tydzień ferii miałyśmy z A. dużo sprzeczek. 3 razy dostała tej swojej oryginalnej furii. Robi to już tak długo, że przestało mnie to ruszać. Denerwuje mnie to, że ona drze się nie potrzebnie a potem Ss. płacze, bo najzwyczajniej w świecie się boi. Jedyną jaką poprawę zauważyłam, a może lepiej nazwać to „małym krokiem w lepszą stronę” jest to, że po całej akcji i darciu się przychodzi i przytula się i przeprasza za swoje zachowanie. Czego wcześniej w ogóle dotychczas nie było… Przestawała się wydzierać i zaczynała zabawę jak gdyby nigdy nic. Albo przychodziła do mnie i tylko dziwnie na mnie patrzała i zaczynała inny temat. Wczoraj też zrobiła swoją furie. Kami powiedziała, że syn jej siostry też miał dokładnie to samo i przestał to robić jak poszedł do szkoły. Mam wielkie nadzieję, że i u mnie to się skończy bo ileż można?!

Jeśli chodzi o wagę to w tym tygodniu jakoś dobrze mi nie poszło. Nie wiem dlaczego, nie zaczęłam się nagle objadać po nocach. Trudno… Może ten będzie lepszy. Ale i tak czuję się inna. I nie mam takiego uczucia pełności. Coś w ogóle zauważyłam, że moja waga pokazuje różny stan. Raz więcej, raz mniej i to nawet wtedy, kiedy wchodzę od razu drugi raz na wagę. Nie wiem co jest nie halo, przecież stoi w miejscu i nikt jej nie rusza…

__78.3  76.9 76.1  _______________________

 

 

Inness

Afera za aferą!

  • Napisane 13 października 2016 o 22:32

Ja chyba potrzebuję jakiegoś urlopu… Dzień wolnego… Cokolwiek…. Dziś już nawet myślałam, żeby się upić bo na trzeźwo nie da się tego przegryźć.

Wczoraj wieczorem pokłóciłam się znów z S. Ale najpierw zaczęło się z A. Po raz kolejny miała gdzieś to co do niej powiedziałam. Skończyło się na tym, że zabawki które miały być sprzątnięte na koniec dnia, pozbierałam ja do wora na śmieci i stoi w przedpokoju. A ona jak to ona kolejny atak furii. Później S. wrócił z pracy i focha walnął o dosłownie głupotę…. Kolejny cichy czas nadszedł… Boże, jak zczaiłam się, że się wkurzył o tak durną rzecz to sama wybuchłam. Skończyło się na tym, że poszłam spać i nawet nie wiem kiedy przyszedł do sypialni. Dziś rano zaczęło się od S; później A. i tak oto dzień kolejny w nerwach. Chciałam wyjść choć na chwilę na dwór, oczywiście w towarzystwie dzieci bo jakby inaczej – to zawsze muszę być ja – by zaczerpnąć świeżym powietrzem, ale skończyło się na balkonie. Nie dość, że zimno cholernie to wiedziałam że jak wyjdę, wejdę do sklepu nie potrzebnie i jutrzejszy poranek mógłby być dla mnie ciężki. Zrezygnowana poszłam gotować obiad. O dziwo wyszedł mi dobry. Nawet A. zachwalała. Jutro ma być ponoć słońce i 12 stopni, więc muszę gdzieś wyjść… Oczywiście z wózkiem i dwójką dzieci. Żadnej chwili dla siebie. No chyba tylko wtedy, gdy śpią. Bo tak to albo S. przylezie z pracy i rzuca jakimiś tekstami i sam coś chce, albo się nie odzywa i nastrój jest taki, że nie chce mi się nawet myśleć. No albo Ss. popłakuje co jakieś pół godziny, bo smoczek wypadnie i koniec z chwili dla samej siebie…

Szlag mnie dziś trafia…

Najchętniej weszła bym pod kołdrę i przespała cały dzień.

 

Inness

Nienajlepsza sałatka i znalezienie kurtki

  • Napisane 12 października 2016 o 18:36

Ooooookropna pogoda. Zimno jak nie wiem co. Trzeba było jednak iść na szczepienie z Ss. Płakała okropnie, na szczęście było tylko jedno ukłucie. Później padła w wózku, kiedy robiłam zakupy.

S. pracuje teraz w każdy dzień, bo dziś sprzedał auto i ma zamiar zakupić nowe, więc potrzebuje pieniędzy. Nie wyrobiłabym się z obiadem, więc weszłam do Mc Donald’s, żeby A. coś zjadła. Z nią iść do restauracji, to jak ślimakowi wciskać mięso… Zamówiłam sobie również obiad – SAŁATKĘ. Matko, ale mi to nie wchodziło! Moja pierwsza sałatka zamówiona w fast food. Okropność! Wracając do domu, zaczęło padać. Zimno było okropnie.

Znalazłam sobie kurtkę na zimę. Co prawda cena lekko poraża, ale w tym samym sklepie kupiłam starą 3 lata temu i byłam zadowolona. Dopiero w tamtym roku zaczął psuć się zamek. Więc kurtkę poszłam szukać właśnie w tym sklepie. Chyba w sobotę pójdę ją nawet kupić :) Gdy przymierzałam, A. stwierdziła, że jest nie ładna. Kazała mi przymierzyć inną. Założyłam tę drugą, ale czułam jakbym miała wór  na sobie… A. stwierdziła, że jest ładna i że tę powinnam kupić. Chyba oszalała. :-D

W domu czekało na mnie gorące cappucino. Było zimno, więc S. trafił w dziesiątkę.

Kończę na dziś, bo mała Ss. rozłożyła się na mnie, kopie i śmieje się, zadowolona ze swoich wyczynów – rwie się do laptopa. A ja męczę się z jedną ręką by pisać, a drugą trzymam ją by nie spadła z łóżka…

 

Inness