Aktualnie przeglądasz kategorię Codzienność
Wyświetlam 11 - 20 z 112 notek

Afera za aferą!

  • Napisane 13 października 2016 o 22:32

Ja chyba potrzebuję jakiegoś urlopu… Dzień wolnego… Cokolwiek…. Dziś już nawet myślałam, żeby się upić bo na trzeźwo nie da się tego przegryźć.

Wczoraj wieczorem pokłóciłam się znów z S. Ale najpierw zaczęło się z A. Po raz kolejny miała gdzieś to co do niej powiedziałam. Skończyło się na tym, że zabawki które miały być sprzątnięte na koniec dnia, pozbierałam ja do wora na śmieci i stoi w przedpokoju. A ona jak to ona kolejny atak furii. Później S. wrócił z pracy i focha walnął o dosłownie głupotę…. Kolejny cichy czas nadszedł… Boże, jak zczaiłam się, że się wkurzył o tak durną rzecz to sama wybuchłam. Skończyło się na tym, że poszłam spać i nawet nie wiem kiedy przyszedł do sypialni. Dziś rano zaczęło się od S; później A. i tak oto dzień kolejny w nerwach. Chciałam wyjść choć na chwilę na dwór, oczywiście w towarzystwie dzieci bo jakby inaczej – to zawsze muszę być ja – by zaczerpnąć świeżym powietrzem, ale skończyło się na balkonie. Nie dość, że zimno cholernie to wiedziałam że jak wyjdę, wejdę do sklepu nie potrzebnie i jutrzejszy poranek mógłby być dla mnie ciężki. Zrezygnowana poszłam gotować obiad. O dziwo wyszedł mi dobry. Nawet A. zachwalała. Jutro ma być ponoć słońce i 12 stopni, więc muszę gdzieś wyjść… Oczywiście z wózkiem i dwójką dzieci. Żadnej chwili dla siebie. No chyba tylko wtedy, gdy śpią. Bo tak to albo S. przylezie z pracy i rzuca jakimiś tekstami i sam coś chce, albo się nie odzywa i nastrój jest taki, że nie chce mi się nawet myśleć. No albo Ss. popłakuje co jakieś pół godziny, bo smoczek wypadnie i koniec z chwili dla samej siebie…

Szlag mnie dziś trafia…

Najchętniej weszła bym pod kołdrę i przespała cały dzień.

 

Inness

Nienajlepsza sałatka i znalezienie kurtki

  • Napisane 12 października 2016 o 18:36

Ooooookropna pogoda. Zimno jak nie wiem co. Trzeba było jednak iść na szczepienie z Ss. Płakała okropnie, na szczęście było tylko jedno ukłucie. Później padła w wózku, kiedy robiłam zakupy.

S. pracuje teraz w każdy dzień, bo dziś sprzedał auto i ma zamiar zakupić nowe, więc potrzebuje pieniędzy. Nie wyrobiłabym się z obiadem, więc weszłam do Mc Donald’s, żeby A. coś zjadła. Z nią iść do restauracji, to jak ślimakowi wciskać mięso… Zamówiłam sobie również obiad – SAŁATKĘ. Matko, ale mi to nie wchodziło! Moja pierwsza sałatka zamówiona w fast food. Okropność! Wracając do domu, zaczęło padać. Zimno było okropnie.

Znalazłam sobie kurtkę na zimę. Co prawda cena lekko poraża, ale w tym samym sklepie kupiłam starą 3 lata temu i byłam zadowolona. Dopiero w tamtym roku zaczął psuć się zamek. Więc kurtkę poszłam szukać właśnie w tym sklepie. Chyba w sobotę pójdę ją nawet kupić :) Gdy przymierzałam, A. stwierdziła, że jest nie ładna. Kazała mi przymierzyć inną. Założyłam tę drugą, ale czułam jakbym miała wór  na sobie… A. stwierdziła, że jest ładna i że tę powinnam kupić. Chyba oszalała. :-D

W domu czekało na mnie gorące cappucino. Było zimno, więc S. trafił w dziesiątkę.

Kończę na dziś, bo mała Ss. rozłożyła się na mnie, kopie i śmieje się, zadowolona ze swoich wyczynów – rwie się do laptopa. A ja męczę się z jedną ręką by pisać, a drugą trzymam ją by nie spadła z łóżka…

 

Inness

 

 

 

 

Udane urodziny, kolejna furia

  • Napisane 10 października 2016 o 22:37

Tydzień minął bardzo szybko. W końcu pogodziłam się z S. ale Bóg wie, kiedy znów coś wypali. Sobotę spędziłam na pieczeniu ciasta i muffinków dla S. na urodziny. W niedzielę rano zaśpiewałyśmy mu z A. sto lat i wręczyłyśmy prezent. Nawet powiesiłam mu kilka balonów i serpentyn w salonie. Ale miał minę. Popołudniu przyszli goście, wsadziłam w ciasto świeczki z numerem 36 i weszłam do salonu z kolejnym sto lat. Wszyscy mu zaśpiewaliśmy, a sam S. uśmiechnął się szeroko. Pogadaliśmy, zjedliśmy później kolację i goście się rozeszli. No i po urodzinach. S. zadowolony najbardziej ze skrzynki na narzędzia, jaką udało mi się kupić. Nawet trafiłam w tą, którą chciał sobie kupić. Ale szczerze, gdy weszłam do sklepu i stanęłam przed regałem z mnóstwem skrzynek na narzędzia, dosłownie czułam się jak facet stojący przy półce z podpaskami :lol:

A. ma tydzień ferii, bo akurat nadeszły w Niemczech. Dziś wrzeszczała i to dosłownie, bo poprosiłam ją by posprzątała rzeczy które rozsypała mi w sypialni. Chciałam jej puścić bajkę, która leciała za 10 minut ponieważ ją lubi. Ale ona swoje „NIE”. Już od bardzo długiego czasu przestała się mnie w większości słuchać. Czasem nawet jak jej powiem to czy tamto, to po prostu nie słucha. Zwróciłam jej kolejny raz uwagę i nadal nic. Poszłam do salonu i włączyłam telewizor, a ta zaraz znalazła się obok. Mówię jej, że nie zobaczy bajki bo ją o coś prosiłam ale nie posłuchała. Ona stwierdziła, że już idzie zbierać. Wytłumaczyłam jej, że nie na tym to polega. Wtedy kiedy ją o coś proszę, a nawet dwa razy powinna to zrobić, a nie wtedy kiedy coś dostaje w zamian. Ona rozpłakała się, a z płaczu zrobiły się krzyki, tupanie nogami i rękami o podłogę. Ryk było na bank słychać u sąsiadów. Po 10 minutach weszłam do pokoju i mówię, żeby wstała i w końcu to pozbierała, ale ta nadal swoje. Wyszłam, po chwili znów wróciłam i kazałam jej posprzątać już wszystko to co i u siebie nabałaganiła, bo zaraz kolacja, kąpiel i spać. Ss. wykąpałam, dałam mleko i położyłam spać. Poszłam sprzątać kuchnie, a gdy A. skończyła w końcu przy zbieraniu zabawek płakać i kiedy wszystko już pozbierała, wpadła do kuchni i przytuliła się. Mówię, że powinna przeprosić. Przeprosiła. Usiadłam z nią w kuchni przy stole i tłumaczyłam jej jak sprawa stoi. Ona tylko wycierała łzy i patrzyła. Nie wiem na ile wystarczy mój wykład, ale jak sobie pomyślę, że za 4 miesiące skończy 6 lat a ona nadal potrafi robić to co robiła rok temu i przez co zmieniła przedszkole…. To mnie to przeraża…. Serio. Nie wiem co mam dalej o tym myśleć…

Jeśli chodzi o dietę to trzymałam się zasad, które sobie postawiłam i czasem było naprawdę ciężko, zwłaszcza wieczorami i późnymi wieczorami. Walka z głodnym żołądkiem nie jest łatwa. Tym bardziej, że lubię jedzenie. Ale kiedy widzę, że cyferki się zmieniają na wadze, to jakaś motywacja się pojawia.

__78.3 76.9 __________________________________

 

Inness

Konflikt, dieta

  • Napisane 3 października 2016 o 20:53

Wczoraj wzięłam się za sprzątanie mieszkania. Tak wiem, niedziela była. Ale chyba wolę czasem posprzątać w niedzielę, bo to tak nudny dzień że nie wiem co mam ze sobą zrobić. Dziś dokończyłam i nawet udało mi się pozanosić parę rzeczy do piwnicy, które już dawno powinny zostać wyniesione.

Dziś święto w Niemczech, więc wszystko pozamykane i A. jest również w domu, bo przedszkola też mają wolne. Także dziś również mam uczucie, jakby nadal była niedziela.

Z S. znów jesteśmy na złej ścieżce. Nikt do nikogo się nie odzywa. I choć atmosfera jest napięta, cisza jest pomiędzy nami (po raz kolejny) to mam wrażenie, że raz mi to pasuje a z drugiej strony jest bardzo uciążliwe. Z jednej strony mam spokój, że nikt mi nie wisi nad uchem (oczywiście poza A.), nikt mnie nie irytuje, nikt nie rzuca dziwnymi tekstami. Z drugiej strony irytuje mnie to co się dzieje, irytuje mnie to, że czasem powiem co mi na sercu leży, a on potrafi tak wyolbrzymić temat, że potem jest jak jest. Irytuje mnie to, że nie potrafimy czasem porozmawiać jak na ludzi przystało, że później on siedzi wgapiony w telefon (jak zawsze) lub ogląda film, na który czasem nawet nie patrzy. Irytuje mnie to, że czasem czuję się jakbym miała 3 dzieci w domu, że jego UROJENIA w głowie przewyższają trzeźwe myślenie i na koniec jego duma i honor… Czasem ciężko jest, bo tak naprawdę kłócimy się o bzdury. Udaje dorosłego, ale tak naprawdę jak nie ma ludzi w pobliżu to w domu wcale taki nie jest. Ja oczywiście nie jestem bez winy, ale wydaje mi się, że ktoś kto kończy 36 lat powinien z innej perspektywy patrzeć na pewne rzeczy. Czasem czuję jakbym rozmawiała z facetem mojego wieku. Który poznaje dopiero co to życie dorosłego człowieka…

I tak sobie nie rozmawiamy już 2 dzień. Nie wiem ile jeszcze to potrwa. Chciałam konflikt zażegać, ale on był uparty. Uffff………!

Poza tym dziś przeszłam na dietę. Mam wiele rzeczy, w które nie mogę wejść po ciąży i strasznie mnie to wkurza. Dużo mi nie zostało do wagi sprzed ciąży, a powinnam ważyć o wiele mniej kilogramów nawet przed ciążą. Pomyślałam, że jeżeli tak bardzo brakuje mi motywacji i chęci, bo gasną one po 2-3 dniach… Będę ważyć się co tydzień i tutaj zapisywać wyniki. Obym wytrwała!

__78.3→__________________________________

 

Inness

Naprawdę zły dzień…

  • Napisane 1 października 2016 o 22:41

Dziś miałam okropny dzień.

Spałam do 10:30, zjadłam śniadanie. Myślałam, że to będzie miły dzień. Ale nie…

A. wyprowadzała mnie okropnie z równowagi. Nie słucha się totalnie. Mam wrażenie, jakby była głucha. Nie słucha, a potem przychodzi i pyta o rzecz, którą powiedziałam jej dosłownie 2 minuty temu. Popołudniu zmęczona Ss. nie chciała za nic w życiu zasnąć tylko płakała i płakała. Gdy w końcu zasnęła, sama się położyłam. Pech chciał, że w tej chwili Ss. znudziło się spanie i postanowiła się obudzić. Wieczorem pojechaliśmy do sklepu i znów chodziła gdziekolwiek, tylko nie w tą stronę gdzie ja. Poszliśmy coś zjeść i robi co jej do głowy najdzie. Na koniec Ss. gdzieś zapodziała swój smoczek i zaczęła drzeć się w niebo głosy. Zaczęłam się kłócić z S, że powinien uważać na tego cholernego smoczka, bo wiadomo że pół roczne dziecko nie posiedzi za długo cicho w foteliku w aucie. Wysiadłam. Moje nerwy zostały pozbawione granic…

 

To był naprawdę ciężki dzień.

 

Inness

Back to books and a summary of two days…

  • Napisane 30 września 2016 o 23:28

Zawsze kiedy przyjeżdżam do Polski obowiązkowo wchodzę do księgarni. Przeważnie uda mi się znaleźć coś ciekawego.

Książki to moje hobby, z którego długo nie zdawałam sobie sprawy. Pamiętam, że przed wyjazdem do Niemiec kupiłam jedną i zabrałam ze sobą. Jak się potem okazało była sagą. Były jeszcze 4 inne części, a ostatnia wyszła tego roku. Zakupiłam wszystkie, oprócz ostatniej. Podkusiło mnie nawet i kupiłam wszystkie 3 tomy Greya. Wciągnęło mnie tak samo. Mnie i moją siostrę. A moja biblioteczka zaczęła się powiększać.

Długo ociągałam się do brania za książki, które kupiłam tym razem. Dobrze wiem, że jak wezmę jakąś do ręki, to pochłania mnie to całkowicie. Chcę przeczytać następną i następną. Przed wczoraj wzięłam się w końcu do jednej z tych, które kupiłam tym razem. No i szybko ją skończyłam. Teraz moja głowa ciągle jest na głodzie książkowym. Właśnie skończyłam poszukiwania internetowe za kolejnymi typami. Oczywiście znalazłam parę, ale w większości jest nie dostępnych na stronie której kupuję. Udało mi się znaleźć nawet książkę, którą już zakupiłam z myślą o siostrze jako prezent urodzinowy, które obchodzimy razem. Z racji tego, że jesteśmy bliźniaczkami. Powinna jej się spodobać, bo to jej jak i moja tematyka.

Kupiłam też sobie jedną, ale nie wszystkie które znalazłam, bo pochłaniałoby to za dużo mojego czasu.

Miałam dziś jechać na zakupy po ubrania dla dzieciaków. Byliśmy nawet w drodze, ale Ss. zaczęła płakać i marudzić więc zrezygnowaliśmy, bo było już koło 16:00. Do owego sklepu mieliśmy ponad 20 km, a sklep otwarty był tylko do 18:00. Stwierdziłam, że zakupy w szybkim tempie nie bardzo wchodziły w grę. Przesunęliśmy wyjazd na jutro po śniadaniu.

Wczoraj S. przywiózł obie szafy i okazało się, że jedna była strzałem w 10, ale z drugą był już problem. Nie dość, że cholernie ciężka. Mieliśmy wielki problem wnieść ją na 2 piętro. Po wniesieniu okazało się, że nie pasuje w tej pozycji jak miała ona stać. Więc musiała zostać postawiona inaczej. Muszę jeszcze wszystko do końca poukładać i powinno być tak jak należy.

 

Innes

Zbliżające się urodziny i bardzo dobry zakup

  • Napisane 28 września 2016 o 20:28

Wczoraj dostałam przepiękny bukiet jesienny od S. ma się rozumieć. Co prawda wspominał rano, że ma dla mnie niespodziankę ale zdziwiłam się, że to kwiaty. Kiedyś były dość częstym prezentem bez okazji i dawno już od niego żadnych nie dostałam (pomijając te w doniczkach). Postarał się chłopaczyna. Myślę nad prezentem dla niego na urodziny, które wypadają na początku października. Wspominał kiedyś, że chciałby skrzynkę na narzędzia. Problem w tym, że ja na takich rzeczach się nie znam. Nie wiem jaka może mu się akurat przydać. Podpytałam kiedyś czy ma jakąś na oku i tak oto dowiedziałam się nazwę sklepu i…

Sierpniowy skrót i odwiedziny

  • Napisane 5 sierpnia 2016 o 12:42

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu.

Coś mnie dziś natchnęło, by tutaj napisać.

Bardzo dużo rzeczy się wydarzyło między mną a S. W większej ilości tych złych. To był naprawdę ciężki okres. Nie wiem dlaczego, ale kłóciliśmy się o takie pierdoły, że aż dziwo bierze – potem przekształcały się w wielkie problemy, nie rozmawianie między sobą, złości, nerwy, itp. Aktualnie jest lepiej, nie ma takiej katastrofy jak było przez ostatnie jakieś 3 miesiące. Nie wiem czy to również nie za sprawą nowego dziecka, nowego mieszkania, tak naprawdę od marca mieszkamy dosłownie w jednym mieszkaniu i te resztki „dotarć” chyba się ukazały i które trzeba było jakoś przejść. Rozmawialiśmy, próbowaliśmy jakoś rozwiązywać na bieżąco owe problemy, ale nie na długo się to udawało. Teraz jest lepiej.

A. jednak poszła do innego przedszkola, do tego że tak to ujmę „specjalnego”, gdzie zamiast zwykłych przedszkolanek są psycholożki. Zaczęła od tego poniedziałku. Podoba jej się, panie również polubiła, mniej dzieciaków w grupie jest bo tylko 8 razem z nią. Na razie to tylko pierwszy tydzień i tylko raz jak na razie był płacz, co będzie – się okaże. Dojeżdża do przedszkola małym busem, bo taką ma możliwość to przedszkole. Rano wychodzimy pod dom i czekamy, aż przyjedzie a potem odbieram ją również spod domu. Wczoraj jechała pierwszy raz i powiedziała, że podoba jej się jeżdżenie z tym kierowcą i nie ma z tym problemu, jeżdżą również inne dzieci tym samym busem.

Ss. za chwilę skończy 5 miesięcy. Taki mały śmieszek się z niej zrobił, że szok. Najbardziej uśmiecha się do A. Śmieje się też na głos, zajada już serki, jogurty, słoiczki i domowe dania. Wszystko wkłada do buźki, wydaje przeróżne dźwięki z siebie, w ogóle jest bardzo kochana. A. jak tylko rano wstaje zaraz przylatuje koło jej łóżeczka i wita się z nią uśmiechem, mówi do niej słodko, śpiewa. Pomaga mi również gdy ja jestem przykładowo zajęta robieniem obiadu, a mała płacze to zagaduje ją, podaje jej smoczek. W sumie to jestem w lekkim szoku, że aż tak będzie blisko z nią, nie wiem czy to kwestia wieku czy czego, ale podejrzewałam że raczej będzie to tak wyglądało, że mała się urodzi no to ŁAŁ, SUPER, SŁODKO i szał minie, ale jednak nie.

Co z nowości? W poniedziałek, a raczej w niedzielę w nocy wyjeżdżamy do Polski na 3 dni. Mojej mamie będą remontować dach w bloku i wszyscy lokatorzy muszą na czas remontu opuścić mieszkanie. Zaproponowałam jej by przyjechała do nas, ale oczywiście ciężko było ją namówić. S. wypalił z pomysłem, że on po nią pojedzie, ale problem jest z językiem, bo on po niemiecku a ona tylko po polsku i co tu robić 8 godzin w aucie? Więc przedstawiłam mamie pomysł, że przyjedziemy wszyscy po nią i zabieramy ją do nas. Nadal nie była przekonana, bo musi pozałatwiać swoje sprawy i nie wie jak to będzie wszystko wyglądało. Ale w zeszły czwartek zadzwoniła do mnie i powiedziała, że udało się jej załatwić co musiała i że może przyjechać. Więc w poniedziałek będę w Polsce a w środę wracamy z powrotem, bo S. nie przepuścił by okazji by nie wejść do jego ulubionego sklepu „Biedronka” hahaha. Pokochał ten sklep, ale w sumie nie wiem za co. Dodatkowo we wtorki jest w mojej miejscowości targ więc stwierdził, że jeden dzień będziemy tam i potem powrót.

Ja zakupy już zrobiłam, trochę słodyczy dla rodziny, popakowałam. Jeszcze muszę spakować nas i w niedzielę wyruszamy. Nie wiem jak Ss. zniesie taką dłuższą podróż, ale małe dzieci na ogół śpią w aucie, więc mam nadzieje, że i ona będzie. Także w sierpniu będę mieć odwiedziny – moją mamę, która jeszcze nigdy nie była za granicą :)

 

Inness

Uciekający czas

  • Napisane 27 kwietnia 2016 o 22:53

W poniedziałek w końcu Ss. miała bilans. 6 tygodni po urodzeniu przytyła 1,100 kg i o 4 cm jest większa. Całe badanie poszło jak z płatka, bo jak się okazało nie było szczepienia. Będzie dopiero w 3 miesiącu życia. Kolejny bilans czeka mnie z A. Termin jest na maja. Na szczęście też jeszcze bez szczepionki. We wtorek przedszkole znów miało swój daremny strajk, ale A. poszła do przedszkola. Po godzinie dostałam telefon, że mam ją odebrać, bo znów nie potrafiła się uspokoić. Jak się okazało znów poszło o totalną bzdurę. Ręce opadają. Pogoda jest makabryczna. Najpierw 2 dni były mocny…

Wreszcie normalny dzień…

  • Napisane 22 kwietnia 2016 o 23:28

Dziś dzień na spokojnie… W końcu, bo od dłuższego czasu nie jest za wesoło między mną a S. Kłótnie i kłótnie.

W końcu dziś odbył się dzień bez tej niepotrzebnej rzeczy.

Zjedliśmy śniadanie, A. została w domu, bo nie poszła do przedszkola. Potem poszliśmy na spacer i zrobiliśmy zakupy. Wróciliśmy do domu, S. przygotował obiad, ja coś sprzątnęłam. Po obiedzie Cappuccino i herbata, a do tego coś słodkiego. W końcu było jak trzeba. Pytanie tylko, na jak długo?

Jutro idę na urodziny do męża mojej koleżanki. Byłej mojej sąsiadki, zaprosiła mnie na urodziny swojego męża. Widzę, że coś za bardzo chyba szuka ze mną kontaktu. Nie mam do niej nic, jest również ode mnie starsza o 7 lat. Ale widzę, że niezła z niej plotkara, bo opowiada mi o osobach, których nawet nie znam i które mnie obchodzą tyle co zeszłoroczny śnieg. Mimo tego lubię ją, bo potrafi się śmiać sama z siebie jak i z różnych sytuacji. Ma syna rok młodszego od A. ale nie przeszkadza im to w zabawie między sobą. Po całym stresie, który nie opuszcza mnie ostatnio prawie w ogóle i po nerwach, doszłam do wniosku że dam się namówić na te urodziny. Zabiorę A; bo Ss. jest za mała na takie imprezy, poza tym S. zostaje w domu, bo nie znają się za bardzo a do tego i tak język będzie raczej polski niż niemiecki. Więc i tak praktycznie by siedział. Po lekkim marudzeniu, że czemu chcę iść, itp. zgodził się. Więc jutro mam nadzieję trochę się zrelaksować.

Poza tym w poniedziałek Ss. w końcu będzie mieć bilans, do którego ostatnio nie doszło no i podejrzewam szczepionki, więc nie będzie wesoło.

Liczę na miłą imprezę jutro!

 

Inness