Światło w ciemnym długim tunelu

  • Napisane 19 października 2016 o 22:40

Z rana urwanie głowy. Nakramić Ss; w tym czasie dobudzić A. i przypilnować, by nie ubierała się 20 minut. Zrobienie śniadania do przedszkola, zaprowadzenie A. na dół kiedy podjeżdża bus. Ubrać się, ubrać Ss. i nie spóźnienie się na umówiony termin. Zdążyłam na czas. Uff… Ale poranek był masakryczny. Do tego cały dzień lało.

Była umówiona z dyrektorką lub psychologiem – sama nie wiem, jak ją opisać – w sprawie A. Co dwutygodniowe spotkania… Psycholożka powiedziała jasno, że u A. widać poprawę jeśli chodzi o jej frustrację. Nie krzyczy już tak i nie wyje (inaczej się tego nie da opisać). Stwierdziła, że na początku było ciężko, ale zmieniła swoje zachowanie. Co innego znów ja zobaczyłam w ferie, no ale wolę wierzyć jej na słowo. Powiedziała też, że jest mądra, kreatywna, intelektualnie dobrze rozwinięta, potrafi pięknie malować i posiada dużą fantazję. Potrafi wszystko zrobić i że chodzi jako jedyna do przedszkola obok, gdzie jest normalna duża grupa dzieciaków, by przyzwyczajała się do dużej grupy dzieci. Takie przygotowanie do szkoły. Ponoć bardzo zaprzyjaźniła się z jedną dziewczynką stamtąd. Szczerze…. Nie spodziewałam się aż tak dobrej nowiny od niej. Ucieszyło mnie to bardzo. Po tej rozmowie nadzieja na lepsze się powiększyła u mnie. Porozmawiałyśmy jeszcze na luźno o A; przy okazji o Ss. i innych sprawach. Szczególnie oparte te rozmowy są na tym, jak ja radzę sobie z A. w domu. Co ona lubi, czego nie znosi, jak zachowuje się w danej sytuacji. Co robi w domu, czym się interesuje. Ona wszystko to sobie zapisuje, podejrzewam w celu przekazywania informacji przedszkolankom jak poskromić moją 5-latkę. Po raz pierwszy wracałam dziś do domu z lżejszym sercem…

Ss. znów dość popłakała w czasie naszej rozmowy, bo była śpiąca no i tak reaguje na obce osoby. Trochę ją zajęłam zabawkami, trochę pochrupała wafli ryżowych i jakoś dotrwałam do końca. Następnym razem owa Psycholożka przychodzi do nas do domu. Zgodziłam się na taką wizytę, bo pomyślałam że jeśli ona sama zapozna się z A. i spędzi z nią chwilę to zauważy coś więcej niż ja i razem będziemy mogły jeszcze lepiej rozgryźć tego małego potwora. Dodała jeszcze, że uważa iż A. poradzi sobie w szkole bardzo dobrze. Mam taką nadzieję, bo sama nigdy nie paliłam się do nauki i nie lubiłam szkoły. Może jej pójdzie lepiej. Już teraz na dzień dzisiejszy nauczyła się dodawać i odejmować do dziesięciu. Zrobiła ze mną 2 zeszyty ćwiczeń, które kiedyś kupiłam w Polsce. Kiedyś sama to wybrała ze swojej skrzynki z takimi zeszytami, które kupuję zawsze na urlopie w Polsce, bo bardzo lubi ze mną coś powklejać, coś napisać, czegoś się nauczyć czy ostatnio coś policzyć. Teraz kiedy załapała liczenie, sama pisze sobie na kartkach np. 2+5=7. Sama jestem w szoku, że tak bardzo w swoim wieku jest zainteresowana rzeczami, które poznaje się dopiero w szkole…

S. zakupił dziś nowe auto i chodzi cały szczęśliwy, cały w skowronkach. Jutro ma wolne popołudnie i już zapowiedział, że zabiera mnie na zakupy nowym autem. A w piątek zaczyna się Kirmes i z tej okazji wziął nawet wolny cały dzień, by wziąć dzieci i pójść wszyscy razem na karuzele. Tylko nie wiem jak to tam będzie wyglądać, bo cały tydzień pada. Leje… I pewnie będzie super błoto. Ale nie ważne  :-P

 

A co do A…. Mam nadzieję, że już tak pozostanie i będzie coraz lepiej…

11072735_967469623277886_1865530974_n

 

Inness

Dodaj komentarz