Uchodźcem być to nic fajnego + rodzina

  • Napisane 29 stycznia 2016 o 13:39

Chodzę rozdrażniona, nie wyspana, zmęczona, z uczuciem wielkiego kamienia w brzuchu, który naciska mi na pęcherz i daje stale znaki o dyskomforcie. Znaleźć dobrą pozycję do siedzenia graniczy z cudem. O staniu nie ma nawet mowy. Jeśli jestem na nogach to tylko i wyłącznie w ruchu. W miejscu ustać nie mogę, bo zaraz dziecko ciśnie mi brzuch w dół. Dziś jest 35 tydzień ciąży. Od paru dni ząb tzw. mądrości, który wychodzi już dość długo napieprza mnie tak, że jeść nie umiem. A dokładnie dziąsło. Byłam w środę u dentysty, dała mi jakieś lekarstwo i stwierdziła, że nie ma miejsca, dlatego tak boli. Przyniosło mi to ulgę na chwilę. Przed posiłkiem muszę się ratować tabletką, bo nie jestem w stanie przeżuć pokarmu.

Do tego wszystkiego noc jest okropnością. O północy naturalnie już mam zwłoki, więc po 12 w nocy przeważnie śpię, ale codzienne pobudki związane ze spacerkiem do toalety, ciągły zapchany nos (o dziwo tylko w nocy), kaszel który jeszcze tam gdzieś został no i dziecko, które uniemożliwia znalezienie dobrej pozycji do spania – to wszystko sprawia, że codziennie jestem wybudzona ze snu, którego potem w dniu mi brakuje i to uczucie zmęczenia towarzyszy mi przez cały dzień. No pomijając fakt, że stres z sądem, przeprowadzką i z porodem nasila się coraz bardziej, i kiedy w nocy wybudzam się, to moje myśli nie potrafią się uspokoić.

Mam codziennie sny. Jak nie poród, porodówka, dzieci to znów ex, który pojawia się we śnie. Nie są to miłe sny, bo poród nigdy nie jest miły, a zobaczenie znów ex i jego rodzinki przyprawia mnie o mdłości. Jedynym pocieszającym faktem jest, że raz dałam mu w gębę, a raz tak opieprzyłam, że jak się obudziłam to było mi lepiej.

Wczoraj S. zaprosił kuzyna swojego kolegi, który przyjechał do Niemiec. Z tej sławnej ostatnio grupy – uchodźca. Przyjechał również z Iraku. S. chce mu pomóc na tyle ile będzie mógł. Zaprosił go wczoraj na obiad, bo wiadomo w takich halach, gdzie sypiają nie ma nawet kuchni. Nie porozmawialiśmy za wiele, bo wiadomo nie zna ani niemieckiego, ani angielskiego. Ale wydawał się przyjazny. Bardzo chętnie bawił się z A; której bardzo to odpowiadało, bo ciągle siedzi w domu z powodu choroby. Cholernie się jej nudzi, więc nowa twarz w domu to nadzieja na zabawę.

Żal mi się go zrobiło, bo wyglądał na zmęczonego nockami, gdzie jak opowiadał w nocy dzieci płaczą i ludzie grają muzyką. Widziałam, że się wstydził i starał się jeść powoli i kulturalnie, ale S. przyrządził jedzenie, które dla nich obu jest jak u nas schabowy z ziemniakami i gdyby nie my, to talerz został by opróżniony dość szybko. Jego kuzyn mieszka od nas jakieś 100km i wiedział, że pojawi się u nas. Nie przyjechał, co wcale mnie nie zdziwiło, bo to oznaczałoby że musiałby chłopaka w jakiś sposób wesprzeć. A on do takich nie należy.

Co również utwierdza mnie w przekonaniu, że  z rodziną tylko na zdjęciu i nie masz na co liczyć. Ja również ponad 2 lata temu, gdy przyjechałam do Niemiec nikt z poza mojej dość licznej na dole Niemiec rodziny nikt nie pomógł. Przyjechałam do koleżanki. Dopiero, gdy po jakimś miesiącu było do przewidzenia, że wszelkie papierkowe rzeczy zostały załatwione, to odezwała się pierwsza kuzynka. Dlatego nie utrzymuję z nikim kontaktu. Jak już byłam urządzona, to po paru miesiącach jedna z nich chciała mnie przyjechać odwiedzić. Zbyłam ją tylko ,bo gdy potrzebowałam pomocy jakoś nikt się nie odezwał. A kontroli lub zobaczenia jak mieszkam – nie potrzebuję. A wiadomo co za tym idzie – ploty.

Brzydzę się takim czymś.

 

Inness

1 komentarz do Uchodźcem być to nic fajnego + rodzina

  1. Megu pisze:

    Oh dawno mnie tu nie było i nadrabiam wszystko .. tyle się działo … 0.o

Dodaj komentarz