Choroba, przyjemne święta, dzieci, tępy ex

  • Napisane 27 grudnia 2015 o 13:25

Patrzę kiedy był ostatni post. No tak, dzień przed moją chorobą.

Dopadło mnie tydzień temu okropne choróbsko. Tak duszący kaszel z zapchanymi zatokami, że nie spałam cały piątek (18.12).  19.12 byłam w szpitalu, ale tylko na daremno czekałam na badanie, bo nie przepisał lekarz mi nic. Dodatkowo pojawiła się gorączka. Przepisał mi tylko krople na katar dla dzieci. Tutaj, gdy kobieta jest w ciąży ma przeje*ane. I to dosłownie. W Polsce w ciąży też byłam chora i lekarz w szpitalu powiedział, że mam zażyć jakiś syrop na kaszel. Tutaj nie dawają nic. Kami nalegała bym spędziła u niej noc, na wypadek gdyby się pogorszyło i trzeba by znów jechać do szpitala. Więc zostałam u niej. W zeszłą niedzielę zebrałam się do domu. Dwa dni leżałam w gorączce. W poniedziałek 21.12 późnym wieczorem w końcu wrócił S. Ja straciłam głos na dobre. We wtorek pojechałam znów do lekarza, ale tylko kazał mi się inhalować rumiankiem, który nic nie pomaga. W środę, dzień przed wigilią byłam u Kami lepić pierożki i przygotować parę potraw. Gorączki już nie miałam, ale nadal zapchane zatoki i ostry kaszel. Mimo tego zrobiłyśmy, co zaplanowałyśmy. W wigilię, bo razem ją robiłyśmy w tym roku pojechałam z S. i A. do Kami. Zaczęłyśmy przygotowania i już po godzinie 17:00 zasiedliśmy do wigilijnego stołu.

Dzieci już nie mogły się doczekać, by dorwać się do prezentów. A. dostała wymarzony zamek dla koników My little Pony. Boże, zobaczyć jej reakcję, na ten wielki prezent było czymś niezapomnianym. Trochę się wykosztowałam, pomimo przeceny… Ale ten pisk, wrzask i szczęście na jej twarzy… Opłacało się. Wiedziała, że musi na niego zapracować. Myślała, że dostanie go na mikołaja, ale w związku z jej beznadziejnym zachowaniem w przedszkolu nie dostała. Ciągle rozmawiałam z nią o prezencie pod choinką. Jaki on będzie, czy znów kartofle i marchewki, jak to zwykle „niegrzeczne dzieci” dostają, czy być może jednak ten wymarzony zamek. W drugi dzień świąt, przyszła do mnie i powiedziała:

- Mamo, opłacało się być grzecznym.

- Dlaczego?

- Bo dostałam mój ukochany zamek dla koników.

Uśmiechnęłam się pod nosem.

No i w końcu dziś już normalny dzień. Po świętach. Ja dostałam piękną torebkę z imitacją skóry z krokodyla i kurteczkę zimową. Dla S. kupiłam kardigan wełniany, perfumy z kosmetykami i coś, co nie wiem jak się nazywa. Jakby maszyna do mierzenia odległości z punktu A do punktu B. Nie wiem jak to się nazywa, ale on takie coś sobie wymyślił. Stwierdził, że przyda się przy przeprowadzce, bo nie trzeba latać z metrem. Śniegu nie było w święta – jak zawsze.

Święta minęły bardzo fajnie. Za rok mam nadzieję, że również z Kami, ale tym razem u mnie na nowym mieszkaniu z 9 miesięcznym urwisem.

Wczoraj jeszcze dostałam wiadomość od byłego – po co do mnie pisze ten dupek, skoro wszędzie gdzie się dało, go zablokowałam. Pisał z Facebooka swojego brata, żeby mi przekazać, że sprawa jest w lutym i czy się stawię czy nie, ona i tak się odbędzie. Że napisał list do córki i że go wkrótce wyśle. Żebym się kiedyś nie zdziwiła podejściem mojej córki do mnie, przez to że uniemożliwiam mu kontakt z dzieckiem. I parę jeszcze innych bzdur.

Myślał pewnie, że serce mi w związku ze świętami zmięknie i zacznę go szukać. Pewnie przyszedł do jego mamusi brat z synem i serce go zakuło, że jego dziecko jest daleko i że nie może z nią spędzić świąt. No tak, to wszystko moja zasługa, ja jestem wszystkiemu winna… On przecież był grzeczny, to ja uciekłam bez powodu. Kontakt urwałam nie ze względu na jego obiecanki cacanki wobec dziecka, tylko dlatego że miałam taki kaprys. Swoje dyrdymały wypisuje, ale po co. Podkreśla w swojej wiadomości, że nic ode mnie nie chce więc po co wypisuje, że jest mu mnie żal? Skoro założył sprawę w sądzie i jest pewny, że beze mnie również się odbędzie to po co jeszcze do mnie pisze? Po co?????!!!!!! Zobaczymy jaka decyzja przyjdzie w styczniu z sądu.

Z drugiej strony jest tak aż tępy, by myśleć że zakłada sprawę przeciwko mnie i ja nie zostanę o tym przez sąd poinformowana? Że on sam musi pisać o tym i dopisywać głupoty? Rzygać mi się chce jego postawą… Czekam z niecierpliwością na decyzję sądu. Ale będę się śmiać, jeśli okaże się, że sprawa zostanie przesunięta ze względu na brak mojej obecności, lub gdy sąd odrzuci wniosek, bo sprawa będzie musiała odbyć się w Niemczech. Jego pewność siebie zmaleje i chciałabym widzieć jego minę.

Do tego jego list. On myśli, że wyśle list, ja siądę z 4-latką i będę jej czytać o bzdurach jakie tatuś wypisuje? On chyba zapomina, że to tylko dziecko czteroletnie a nie osiemnastoletnie…

 

Inness

Dodaj komentarz