Wyświetlam 1 - 10 z 246 notek

Prezenty i planowany tort

  • Napisane 31 stycznia 2017 o 21:46

Ostatni dzień stycznia. Za 23 dni A. będzie mieć 6 lat. Boże, jak to? Za 14 dni Walentynki. Rozglądam się już za prezentem dla S. Myślałam najpierw o tym łańcuszku, który planowałam kupić na sylwestra. Stwierdziłam, że na walentynki będzie lepszy. Szukałam dziś na necie coś na walentynki i znalazłam bransoletkę z grawerem na życzenie. A potem przez przypadek zobaczyłam podręczny masażer i stwierdziłam, że kiedy byliśmy ostatnio u Kami i S. wziął do ręki jej przyrząd to w sumie sam do siebie powiedział, że takie coś pewnie musi być dobre. Oczywiście słyszałam, bo siedziałam obok. No i przypomniało mi…

Szał Muffinek i Elsy

  • Napisane 27 stycznia 2017 o 13:02

Od paru dni zapanował u mnie wirus na Muffinki. Pieczemy z A. już od trzech dni. I wymyślamy tylko co by dorzucić do środka. Raz były z kawałkami czekolady, na następny dzień z rodzynkami, kremem i różnymi posypkami A. je wystroiła. Wczoraj zrobiłyśmy z nutellą. Odkryłam wczoraj, że mam posiekane migdały, więc może dziś lub jutro będą następne. Choć A. przypadły najbardziej z nutellą do gustu. Wczoraj przed snem załapała się jeszcze na dwie ciepłe muffinki z nutellą. Ach ta jej mina: Mamo, jakie to pyszne. Tylko proszę, jak przyjdę jutro z przedszkola to żeby zostało coś jeszcze dla mnie – i poszła spać. Dorzuciłam jej jedno do dzisiejszego śniadania do śniadaniówki.

Byliśmy na mieście na spacerku w środę i okazało się, że jest mnóstwo przecen. Szał zakupów mi się włączył. Zakupiłam marynarkę w czerwono-czarną kratę, elegancką czarną bluzkę, dwa T-Shirty i sweterek. Dla dzieciaków też udało mi się coś znaleźć. A. wybrała sobie ponadto rękawiczki i koronę od Elsy. Ona i ta jej Elsa. W jej pokoju, gdzie się nie spojrzy jest coś z Elsą. Papi kupiła jej na rozpoczęcie przedszkola plecaczek na śniadanie z Minnie Mouse i miała go dwa lata. Nie planowałam nowego kupować, bo to ostatni rok, a nie był mocno zużyty, bo nosi tam tylko swoje zabawki i śniadaniówkę. Od sierpnia, kiedy zaczęła jeździć busem do przedszkola, rzucała na podłogę w aucie plecak, zapinała pasy i odjeżdżała. W tamtym tygodniu S. kupił jej nowy plecak, no oczywiście z Eslą! Z efektem 3D. Tak się nim zachwyciła, że teraz kiedy wchodzi do busa, kładzie go na kolana, zapina się pasem i trzyma go w rękach. S. mi o tym opowiedział, a później ona sama przyszła i dodała: Mamo wiesz, ten plecak z Minnie był już stary, ale ten nowy z Elsą jest taki fajny i nowy, że ja nie chcę żeby był brudny albo kaputt. Więc jak wchodzę do busa to trzymam go na kolanach… Padłam. Za niedługo idzie do szkoły, więc Elsa się skończy i przyniesie znów jakąś nową pierdołę do domu…

Jutro wybieram się z A. do fryzjera. Zażyczyła sobie z myciem głowy. Tak więc idziemy jutro się obciąć. Mam nadzieję, że się uda. Dziś wpada Papi na pogaduchy. A ja aktualnie myślę, co przygotować na obiad. S. wczoraj zrobił zupę z dyni, ale wiem że A. nie będzie tego jeść… Myślę nad plackami ziemniaczanymi, bo prosiła o to ostatnio moja starsza córka, więc może to na dziś przygotuję do zupy dyniowej.

 

Inness

Niedziela

  • Napisane 22 stycznia 2017 o 21:05

Ale była cisza….

A. była na nocce u koleżanki. Ja byłam sama w domu z Ss. i wiecznie mi coś brakowało. S. wrócił późno z pracy i gdy położyłam Ss. spać, dziwnie było bez jednego brakującego dziecka. W końcu 6 lat razem, dzień w dzień :) Dziś wróciła już do domu. Od razu przyleciała do mnie i woła, że za mną tęskniła. Dziś Ss. nauczyła się raczkować, jak na dziecko przystało. Jeszcze powolutku, ale to kwesta koło dwóch dni i będzie naparzać przez całe mieszkanie jak torpeda.

Wysprzątaliśmy z S. dziś całe mieszkanie, korzystając z okazji, że nie ma jednego urwisa. Tak wiem, dziś niedziela. Ale osobiście nienawidzę sprzątać w soboty. I jakoś nie przeszkadza mi sprzątanie w niedziele. Dzień jak każdy, tylko tyle, że wszystko pozamykane. W domu u matki zawsze w sobotę obowiązkowe i przymusowe sprzątanie w soboty i tak to znienawidziłam, że nie powielam rytuału mojej matki.

Dzwoniłam wczoraj do matki i nakręcałam ją na przyjazd do mnie. Znów. Słyszałam przez telefon, że kobiecina się nakręciła. Choć jak stwierdziła to nie tak hop siup i że musi się z tym przespać. Argumentowałam tym, że od A. i Ss. zbliżają się urodziny i mogłaby przyjechać. Nic nie obiecywała i mówiła, że mam sobie nie robić nadziei, ale jeśli miałaby przyjechać to dopiero w lutym. Jestem ciekawa czy się zjawi…

 

Inness

Dzieci – nie zawsze takie same

  • Napisane 20 stycznia 2017 o 21:38

Oooooch, jestem padnięta…

Małej Ss. wychodzą 2, a nawet chyba 3 zęby naraz i jest taki ryk cały dzień w domu, że można do głowy dostać! Porażka jakaś!

Jutro A. będzie nocować u swojej przyjaciółki M. więc o jedną w domu mniej. Choć szczerze wolałabym na czas ząbkowania wypożyczyć Ss. komuś. Swoją droga A. przechodziła ząbkowanie bez takiego ryku, było dość znośnie. Dziś zauważyłam też, że Ss. zaczęła raczkować w sposób, jaki zawsze ktoś opisywał inne lub swoje dziecko. Czyli w nietypowy dla bobasa sposób, tylko jedna noga cały czas zostaje z przodu i pupą przesuwa się po panelach. I teraz nie wiem co dalej. Albo załapie to zwykłe raczkowanie, albo wstanie na nogi i zacznie chodzić. Już podpiera się i wstaje na kolanach. Wiem, że w jej wieku A. już raczkowała. Jak się sama przekonałam o tym, że każda ciąża i poród jest inne. Tak samo przekonuję się, że każde dziecko też jest inne. Nawet jeśli chodzi o rodzeństwo… Ciekawi mnie, jak było w przypadku moim czyli ciąży bliźniaczej. Czy też były tak mocne różnice między mną a moją siostrą w pierwszym roku życia? Jutro jest dzień babci, więc zadzwonią dzieciaki w życzeniami i jeśli nie zapomnę to zapytam rodzicielki.

S. musi jutro pracować, ale w związku z tym, że A. nocuje u koleżanki to planuje wziąć wolne, by razem coś zrobić. Nie wiem czy się uda, nie wiem też czy uda się małą dać też do popilnowania , byśmy mogli sami odetchnąć od tej naszej dwójki… Okaże się, gdy wróci z pracy.

 

Inness

Druga połowa

  • Napisane 18 stycznia 2017 o 12:25

Czego tak naprawdę oczekujemy od drugiej połówki? Jak byłam nastolatką oczekiwałam dobrego humoru, wspólnej dobrej zabawy, jakiś dyskotek, zobaczenie tego, zwiedzenie tego. Jeśli chodzi o osobowość… Chciałam być kochana, nie oszukiwana, chciałam wzajemnego zaufania, nie musiał być przystojny. Wystarczyło by miał w sobie coś, co przykuło moją uwagę do niego i potrafił mnie rozbawić. Jak przekroczyłam magiczny próg 20 roku życia i przestałam być formalnie nastolatką moje życzenia, jeśli chodzi o facetów zbytnio się nie zmieniło. Poza wyskakiwanie na potańcówki czy jakieś grube imprezy. Wtedy byłam już matką jednej z moich córek. Nadal chciałam być kochaną i doszło jeszcze to,…

Zero współczucia dla matki

  • Napisane 16 stycznia 2017 o 11:50

Coś w tym stwierdzeniu, że – tylko matka gdy chora jest musi być zdrowa –  jest.

„Ostatnio leżała bezczynnie w łóżku i spała niepotrzebnie. Co z tego, że ma gardło chore i gorączkę i mówiła mi o tym? Bajka na dobranoc też się nie odbyła, bo nie potrafi mówić. Przecież może ciszej czytać. Ma się ze mną bawić, wstać z łóżka i być na chodzie” – podejrzewam, że tak właśnie myśli moje starsze dziecko, pomimo tego że tłumaczyłam jej jak się czuję…. Tłumaczę, że też jestem człowiekiem jak ona, a nie żadnym robotem i też gdy ona była chora leżała pod kocem i narzekała, że ją głowa boli. Wytłumaczyłam jak mogłam, ona niby to zrozumiała bo przytaknęła. Nawet dwa razy przyszła i spytała, czy potrzebuję masażu. Ale dziś gdy ubrałam ją w kurtkę, bo szykowała się do przedszkola. Stanęła w drzwiach i powiedziała już na klatce schodowej: „Ale dziś jak wrócę z przedszkola, to masz nie spać!” i poszła z S.

Och te dzieci! Przecież jak tylko skończyła się gorączka i antybiotyk na gardło podziałał, to zabrałam małego pyskacza do Mc Donald’s. Ale to nie ważne. Ona pamięta, że ja leżałam bezczynnie w łóżku. Pyskata się robi coraz bardziej. Za miesiąc skończy 6 lat i to dopiero będzie się działo, jak miewam. Więc siedzę i czekam do tej 15.00 aż smarkacz wróci i będzie dalej rządzić swoją łamaną polszczyzną.

A tak na serio, nie żebym dała sobą rządzić, ale wiem że jest tylko dzieckiem i nie rozumie jeszcze wielu spraw, pomimo tego że jakoś próbuję je tłumaczyć.

Wczoraj nadrobiłam sąsiedniego bloga. Spędziłam na nadrabianiu prawie 4 godziny, razem z odpowiedziami. Gdy skończyłam, wyłączyłam lapa i zasnęłam. I tak nie miałam co robić, a czytać lubię. Nie koniecznie na laptopie, bo oczy mi się szybciej męczą. Ale było ciekawie za to.

Śniegu zostały resztki. Wczoraj A. była na dworze i lepiła bałwana z S.  Byli pozjeżdżać z górki, a ja byłam w domu, bo Ss. spała. Także zima tego roku zaliczona na 100%

 

Inness

Witaj w 2017!

  • Napisane 15 stycznia 2017 o 22:12

Witam Cię 2017 w końcu na moim blogu.

Nie zdążyłam nic napisać jeszcze w starym roku, bo to graniczyło z cudem. Tyle obowiązków, odwiedzin w święta, jedzenia, do tego trójka dzieci… Za dużo tego było.

Święta minęły…. Szczerze to odetchnęłam z ulga. Te jakoś były dla mnie wyczerpujące. Mimo, że S. pomagał i Papi; to jakoś bardzo mnie męczyły. W pierwszy dzień świąt przyszła Papi ze swoim J; ale też Kami ze swoim G; do tego była dwa tygodnie u nas H; córka S. no i było dość głośno. Po świętach zrobiło się dość umiarkowanie, z tym że A. i H. robią więcej hałasu i potrzebują więcej uwagi niż mała Ss. Co wydaje mi się, że powinno być odwrotnie.

Później Sylwester. Oj ten minął w szampańskiej zabawie! Kupiłam dzieciakom szampana (dla dzieci), dla siebie też a S. oczywiście pił colę. Kupiłam dziewczynom po sukience na zabawę sylwestrową, przebrałyśmy się w nasze kreacje, wymodelowałam nam włosy, spryskałam lakierem z brokatem, na koniec każda psiknęła się swoim zapachem i byłyśmy gotowe! Już kiedyś pisałam o aplikacji Just Dance Now! w swoim blogu. Odpalasz aplikację na telefonie i staje się on kontrolerem do gry, włączasz stronę na laptopie justdancenow.com i łączysz się do pokoju gry. Gdy masz jeszcze możliwość podłączenia laptopa do telewizora lub możesz w telewizorze włączyć stronę to oczywiście jest jeszcze lepiej! My tak zrobiłyśmy i miałyśmy niezłą imprezę! One to uwielbiają no i ja też. Od zawsze kocham muzykę i tańczyć, ale niestety talentu brak więc ta gra jest stworzona dla nas. Przy tym liczy się zabawa, a nie kto jak dokładnie odtworzy krok. Do tego jest zawsze tekst piosenki i karaoke w zestawie haha! Może tańczyć nieograniczona ilość osób, co robi grę jeszcze fajniejszą. Niestety A. nie jest przyzwyczajona siedzieć do północy i już o 22.00 zaczęła być marudna. Ale my z H. dałyśmy naprawdę czadu i popis. Później darowałyśmy sobie już kontrolery i tańczyłyśmy jak nam się spodobało. O północy szampany, fajerwerki i poszły spać. Rano wstałam z bólem nogi, gdzie potem się doliczyłam że zaczęłyśmy o 19:30 tańcować do samej północy, więc ból nogi był zrozumiały.

Ferie dobiegały końca i H. musiała wrócić do mamy. A. też w końcu zaczęła chodzić do przedszkola. No i ja znów musiałam wrócić do starego systemu. Bo przez ferie czas spania dzieci się zmienił. Trzeba było przestawić wszystko na swój dawny tor. W ferie A. miała gorączkę i kaszel, potem katar. Później złapała to Ss. Następna była H. i zabrała chorobę do domu. Jak się okazało grypa. Nie mogło być inaczej jeżeli S. nie złapał by również grypy. Wszyscy prawie wyzdrowieli to od wtorku złapało mnie. Jak u mnie zawita gorączka to jestem wrakiem człowieka. A że nie chciała odejść przez dwa dni, to przez właśnie dwa dni leżałam i spałam w łóżku… Do tego ból gardła.   Ss. też nadal mocno kaszlała i gorączkowała, przez co nocki były okropne. Więc ja do lekarza i ona. U mnie okazało się, że wyszła mi jakaś blaza na lewej stronie gardła i idzie mi to na uszy. Dostałam antybiotyk jak i Ss. Wzięłyśmy zaleconą dawkę i w końcu udało nam się przespać  całą noc. Teraz jest już o niebo lepiej.

Tak oto również owymi górnymi sposobami, nie zdążyłam do dziś zajrzeć do twojego bloga, Megu. Wiem obiecałam… Lecz nie miałam czasu nawet na swojego. Mam nadzieję, że się nie gniewasz! Nadrabiam!

Coś przełomowego w nowym roku? Może nie przełomowego, bo jakoś nie widzę tu nic przełomowego. Ujęłabym to bardziej jako test samej siebie.

Mam ten „nałóg” papierosowy. Jeszcze w starym roku jakoś wzięło mnie na myśl „A może skończyć z tym? No przecież to jest bez sensu. Tym bardziej teraz kiedy zima jest. Wychodzę na ten balkon i marznę, by zapalić ten papierek…” Takie coraz częściej nachodziły mnie myśli w głowie. Później zaczęły pojawiać się typu „W pierwszej ciąży w 3 miesiącu wypaliłaś ostatniego papierosa z paczki i powiedziałaś – więcej nie palę. Wszyscy się śmiali, że nie wytrzymam, ale ja wytrzymałam. Nawet po ciąży dość długi kawałek bez palenia. Ale znów zaczęłam. Przy następnej ciąży znów rzuciłaś i wróciłaś do tego szybciej. No i tak stoisz, marzniesz i palisz kolejnego.”  We wtorek  10.01 wypaliłam ostatniego papierosa. W środę było już ze mną o wiele gorzej pod wpływem choroby. Moja głowa nie była w stanie pomyśleć o papierosie, bo wszystko bolało mnie od gorączki i dreszczy. W sobotę, czyli wczoraj było o wiele lepiej i nawet już wyszłam w końcu z domu. Wczoraj pojawiła się chęć zapalenia może ze 3 razy, dziś też przyszła, ale wytrwałam. Zawsze mi się wydawało, że nie jestem mocno od tego uzależniona. Że jeśli będę chciała to mogę to rzucić od tak. Że przede wszystkim mam tą swoją silną wolę, której nie mają wszyscy. No i przede wszystkim jestem człowiekiem upartym. Chcę sama siebie sprawdzić, czy podczas obu ciąż byłam zdeterminowana bobasem w brzuchu, czy też ta silna wola w jakiś sposób mi pomogła. Jeśli mi się uda to ok, jeśli nie? Trudno. Wiem jedno, całe życie palić nie chcę.

Aktualnie skupiam się na innych rzeczach. Nie raz siedzę i czytam książkę lub oglądam coś do 2-3 w nocy. Kończyłam, zapaliłam, kąpiel i spać. Nie lubiłam do łóżka wchodzić i czuć tego zapachu. Tym bardziej, że S. nie pali. Mi samej by to na jego miejscu przeszkadzało.  Zawsze szybki prysznic i koniec. A tak bardzo lubiłam gorącą kąpiel. Teraz właśnie biorę moją ulubioną gorącą kąpiel, zaczęłam bardziej dbać o skórę i nie muszę zerkać na zegarek, że może już trzeba kończyć, bo trzeba jeszcze wziąć prysznic i spać. Pierwsza zaleta jaką zauważyłam po odstawieniu papierosów. Ach, „nałóg” napisałam w cudzysłowie, ponieważ nie uważam akurat u siebie tego jako nałogu, bo wydawało mi się, że mogę z tym skończyć kiedy chcę. Teraz wreszcie mam okazję to sprawdzić. I nie traktuję tego jako postanowienie noworoczne. Po prostu, by sprawdzić siebie. Po prostu dla siebie…

Z drugiej strony nie wiem czemu, ale wydaje mi się to bardziej osiągalne niż dieta lub moje odchudzanie. To przychodzi mi bardzo ciężko  :lol:

 

Inness

Świąteczny czas!

  • Napisane 22 grudnia 2016 o 14:37

Jeszcze uda mi się coś naskrobać w tym starym roku. Długo się nie odzywałam, bo miałam ciężki okres. Coś ostatnio u mnie bywa za często. Jest ok, a zaraz na drugi dzień potrafi znów tak zbałamucić mój nastrój, że jestem okropna dla większości. Co to jest? Sama bym chciała wiedzieć i się tego pozbyć… Wszystko wkurza mnie na około. Nie wiem, czy to brak słońca. Czy może tego, że czasem czuję się jak uwięziona w jakieś wieży, ale z dwójką dzieci. Niby wychodzimy wszyscy razem – tu coś zjeść, tu na zakupy, tu do znajomych – ale nadal to dziwne…

Stworzyć małego geniusza

  • Napisane 4 listopada 2016 o 22:13

Wczoraj byliśmy z A. na Laterne. Zrobiła nawet dwie, jedna była popryskana farbami a druga była z obrazkami. Namalowała na niej mnie, siebie, wózek w którym była Ss; ptaka i karmik dla ptaków. Rozbawiła mnie tym. Pośpiewaliśmy, zjedliśmy po hot dogu, A. zaliczyła 3 kubki ciepłego kakao. Ss. była za to okropna, płakała bez przerwy. Później porozmawiałam z jedną z przedszkolanek od A. Bardzo ją chwaliła. Mówiła też, że jej płacz i frustracje naprawdę się zmniejszyły do minimum. Potrafi sobie już z tym poradzić i nie dochodzi do takich krzyków. Pokazała mi tablicę, gdzie były praktycznie same obrazki pomalowane od A; stwierdziła że potrafi pięknie malować z całej grupy, wpada na fajne pomysły, potrafi stworzyć kreatywne rzeczy. Aż mi się miło zrobiło. Pokazała mi rzeczy, które udaje się jej rozwiązywać i nie ma wątpliwości, że w szkole poradzi sobie bardzo dobrze, a na pewno w pierwszej klasie, bo rzeczy które ona już opanowała są właśnie w pierwszej klasie.

Dziś byliśmy zameldować A. w szkole. Zobaczyła swoją przyszłą szkołę i bardzo jej się spodobał plac zabaw. Poszliśmy do biura i jakaś babka przyszła i przejęła A. a myśmy mieli załatwić papierkowe rzeczy. Później wezwano nas do pokoju, gdzie była A. i okazało się, że robiła jakieś zadania, które miały stwierdzić czy nadaje się już do szkoły i czy poradzi sobie z nimi. No i kobieta, która robiła z A. te testy znów zachwycała się moją córką. Powiedziała, że wykonała wszystko prawidłowo. Zna prawie cały alfabet, wszystkie liczby, wie która liczba następuje po kolejnej. Jedyne zastrzeżenie miała do sklejania zdań i że potrzebuje kursu językowego lub logopedy, który poszerzy jej zasięg słów po niemiecku i będzie potrafiła lepiej układać zdania. Ja sama w przyszłym tygodniu chcę w końcu znaleźć jakiegoś logopedę w pobliżu nas i zapisać ją. No i znów dziś ta kobieta z pokoju pochwaliła moje dziecko. Dziś to już się wzruszyłam. Udało mi się nie uronić żadnej łzy, ale mało brakowało. Oczywiście ze szczęścia i z dumy, jaka mnie rozpierała. Ostatnimi czasy słuchałam prawie tylko o jej frustracji i problemach w radzeniu sobie z nerwami. Owszem też były pochwały, że zdolna i w ogóle, ale moją głowę zaprzątały ciągle myśli na temat tego zachowania. Teraz kiedy w końcu słyszę, że jej furia w większym stopniu się zmniejsza i słyszę same pochwały to w środku czuję się szczęśliwa.

Zastanawiam się tylko, czy urodziłam geniusza z łatwo przyswajalną wiedzą, z tendencją do złych zachowań, czy może to zasługa tego że poświęciłam jej dużo czasu na wymyślanie przeróżnych rzeczy, zajęć, uczyłam ją tego malowania, pisania, liczb czy ostatnio odejmowania i dodawania do dziesięciu… Zastanawia mnie to. Ale będę miała okazję to sprawdzić na małej Ss. już nie długo. A. od małego lubiła się uczyć i poznawać przeróżne nowości. Okaże się. Bądź co bądź – jestem z niej ogromnie dumna!

Jutro wybieram się z Papi do fryzjera. Babski wypad. S. wziął wolne i posiedzi z dzieciakami, a ja idę zmienić wygląd moich włosów. Mam już pomysł na nie, tylko nie wiem jak będę w tym wyglądać. A w niedzielę wyprawiamy z Papi nasze wspólne urodziny. Ale tak naprawdę mamy je dopiero we wtorek! :) Jutro zapowiada się miły dzień. Bo co lepiej nie poprawia humoru niż wizyta u fryzjera?

 

 

Inness

Miły wypad na miasto

  • Napisane 31 października 2016 o 21:05

Ale dziś był miły dzień. Spotkałam się na mieście z Kami i dzieciakami.

Dzieciaki polatały, poszłyśmy do Mc Donald’s, potem na kawę i ciastko. Zgrzeszyłam dziś, jeśli mówiąc o mojej diecie. W ogóle owa stanęła… Odchudzanie nie wychodzi mi tak dobrze, jak przybieranie na wadze :)

W niedzielę wyprawiam swoje urodziny. Co prawda wypadają one w następny wtorek, ale stwierdziłam że niedziela będzie lepsza niż świętowanie w tygodniu. W czwartek A. ma Laterne jak co roku. Dzieci tworzą swoje lampiony własnoręcznie, rodzice zostają zaproszeni i potem chodzą z zapalonymi lampionami, śpiewają i jest mały poczęstunek. W tamtym roku byłam w ciąży i pamiętam, że gdy wróciłam do domu strasznie bolały mnie plecy od stania. No i w tym przedszkolu wydaje mi się, że będzie to wszystko wyglądało inaczej. W piątek muszę zameldować A. do szkoły, bo dostałam list i przy okazji ona jak i ja zobaczymy jej przyszłą szkołę. To już nie długo! Z przedszkolaka zrobi się uczeń! Nie do wiary!!!!! Już w przyszłym roku…

Ss. chora, ma ostry kaszel i katar. Na szczęście żadnej gorączki. W sobotę A. miała wysoką gorączkę, ale zeszło i na drugi dzień zdrowa jak ryba.

A. przebrałam dziś do przedszkola za wiedźmę. Wczoraj wieczorem wpadłam na pomysł, żeby ją za coś przebrać. Niestety nie miałam kostiumu dla wiedźmy, ale za to miłam długą czarną peruke z dwoma siwymi pasmami. Założyłam jej sukienkę w ciemnych barwach, pomalowałam na czarno paznokcie, wpięłam kolczyki w kaształcie pająków i poszła straszyć do przedszkola. Gdy wróciła powiedziała, że nikt nie był przebrany tylko ona. I że pani była zachwycona. Jestem ciekawa czy wspomni coś w czwartek jak zjawię się w przedszkolu.

Fajnie było się dziś odstresować. Nawet była miła, słoneczna pogoda. Nie czuć było żadnego mrozu czy nawet zimna przypadającego do jesieni.

__78.3  76.9 → 76.1 → 75.5  75.9 → _________________

 

Inness